Wiedziałam, iż mój mąż ma kochankę. Zatrudniłam ją w swojej firmie – wszyscy uznali mnie za wariatkę.

polregion.pl 3 dni temu

Wiedziałam, iż mój mąż ma kochankę. Postanowiłam ją zatrudnić wszyscy uznali mnie za szaloną.

Kiedy odkryłam wiadomości wymieniane przez mojego męża z tamtą kobietą, nie płakałam. Nie krzyczałam. Uśmiechnęłam się tylko. Jako prezeska międzynarodowej firmy doradczej, wpadłam na coś o wiele lepszego niż awantura.

Dwa tygodnie później opublikowałam ofertę pracy na stanowisko asystentki zarządu. Zgłosiła się. Jej CV było przeciętne, ale zdjęcie nie pozostawiało wątpliwości to była ta sama kobieta, co na selfie w telefonie mojego męża.

W dniu rozmowy rekrutacyjnej weszłam do sali konferencyjnej w najlepszym garniturze.

To pani jest kandydatką? Proszę, niech Pani usiądzie.

Spojrzała na mnie bez cienia rozpoznania. Nic dziwnego. Nigdy nie pokazał jej mojego zdjęcia. Pewnie opowiadał bajki o okropnej, zaniedbanej żonie.

Proszę mi powiedzieć, dlaczego chce Pani do nas dołączyć? zapytałam rzeczowo.

Państwa firma cieszy się doskonałą opinią i…

Proszę mi mówić po prostu szefowo przerwałam jej z lekkim uśmiechem. W naszej firmie trzymamy się razem jak rodzina.

Zatrudniłam ją od razu.

Pierwsze miesiące to był istny spektakl. Przyznać muszę pracowała bardzo dobrze. Ale największą satysfakcję sprawiało mi widzieć ją każdego ranka, kiedy mój mąż wychodził z domu nie mając pojęcia, iż dwie godziny później piję kawę z jego kochanką.

A Pani jest mężatką? zapytała mnie pewnego dnia, gdy analizowałyśmy umowy.

Tak, bardzo szczęśliwie odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem. A Ty? Masz chłopaka?

Zarumieniła się.

To skomplikowane. On… ma trudną sytuację.

Znaczy żonaty stwierdziłam luźno. Klasyk.

Wcale nie! On naprawdę mnie kocha, tylko…

Spokojnie, nie oceniam. Serce nie sługa, prawda?

Wieczorami mój mąż pytał, jak mi minął dzień w pracy. Opowiadałam mu różne zabawne historie, mimochodem wspominając o nowej asystentce bardzo sumiennej. Ani przez moment nie nabrał podejrzeń. Faceci zdradzający żony bywają zaskakująco naiwni.

Po sześciu miesiącach awansowałam ją.

Wykonałaś świetną robotę. Chcę, żebyś poprowadziła nasz nowy oddział w Azji. Wyjątkowa szansa. 80% podwyżki, służbowe mieszkanie, trzyletni kontrakt.

Jej oczy aż się zaświeciły.

Za granicę? Ale ja… mam tu kogoś.

Miłość na odległość działa, jeżeli jest prawdziwa odpowiedziałam, lekko dotykając jej ramienia. A jeżeli nie przetrwa, to nie była warta zachodu. Uwierz mi, wiem co mówię.

Mój mąż był wtedy nie do zniesienia. Kłócili się przez telefon, gdy udawałam, iż śpię. W końcu wyjechała. Zapłakana na lotnisku tak twierdził mój kierowca, który przypadkiem tam był.

Przez następne miesiące nasz oddział za granicą odnosił ogromne sukcesy. Regularnie przesyłała perfekcyjne raporty. Mąż znów zaczął się starać być może dręczyły go wyrzuty sumienia. Były kwiaty, romantyczne kolacje, obietnice odnowienia przysięgi małżeńskiej.

Jakież to urocze.

Dokładnie rok po jej przyjęciu zadzwoniłam do niej przez komunikator.

Musimy porozmawiać.

Jej twarz momentalnie spoważniała.

Niestety musimy zakończyć Twoją umowę. Restrukturyzacja. Wiesz, jak to w biznesie bywa.

Co? Ale ja wszystko zostawiłam! Całe moje życie!

Wiem. Szkoda, iż zostawiłaś tego swojego skomplikowanego mężczyznę dla tej pracy. A tak przy okazji zrobiłam pauzę możesz go ode mnie pozdrowić, kiedy wrócisz. Choć szczerze wątpię, by czekał. Ostatnio jest bardzo zajęty przygotowaniami do odnowienia naszych ślubów.

Zapadła nieziemska cisza. W jej oczach szok powoli zmieniał się w przerażenie, gdy pojęła, kim jestem.

Ty… Ty wiedziałaś…

Od samego początku. Odszkodowanie już czeka na Twoim koncie. Rada na przyszłość: może zainwestuj te pieniądze w terapię. I jeszcze jedno: gdy następnym razem żonaty mężczyzna powie Ci, iż żona go nie rozumie, zapytaj go, czy ta żona zarządza budżetem warta dziesiątki milionów złotych. Bo taka kobieta rozumie więcej, niż ci się wydaje.

Rozłączyłam się.

Tego samego wieczora mój mąż wrócił z szampanem.

Świętujmy! Dzisiaj mija dokładnie rok, od kiedy wszystko się między nami tak poprawiło.

Wzniosłam toast i delektowałam się każdą chwilą.

Nigdy mu nie powiedziałam. Po co burzyć jego spokój? Swoje już osiągnęłam. choćby nie zauważył, iż to jego dotknęła największa zemsta.

A Ty co sądzisz czy zimna, przemyślana zemsta jest lepsza niż szybka konfrontacja, czy prawda zawsze powinna wyjść na jaw natychmiast? Czasem najlepszą lekcją jest uświadomienie sobie własnej wartości i zachowanie klasy bo wtedy życie samo pisze najlepszy scenariusz.

Idź do oryginalnego materiału