Na platformie Netflix zadebiutowała komedia romantyczna, która szturmem zdobyła serca widzów. "Wiadomości dla Isabelle" to historia pogrążonej w żałobie dziewczyny, która nagrywa na pocztę głosową swojej zmarłej siostry zabawne, a czasem przejmujące wyznania. Wiadomości przez przypadek trafiają do nieznajomego, który zaczyna się w niej zakochiwać.
My już film widzieliśmy, a wrażeniami po seansie dzieli się Katarzyna Kebernik. Fragmenty jej recenzji znajdziecie znajdziecie poniżej. Cała jest już dostępna na karcie "Wiadomości dla Isabelle" POD LINKIEM TUTAJ.
Miłość bez odbioru
autorka: Katarzyna Kebernik
W recenzji przeczytacie:
„Wiadomości dla Isabelle” to autorski projekt Lei McKendrick, która napisała scenariusz oryginalny, wystąpiła w jednej z drugoplanowych ról i wyreżyserowała całość. Świeżość i szczerość przekonały do siebie widownię, która bardzo ciepło przyjęła tytuł. To nie jest typowa komedia romantyczna, chociaż McKendrick nie wywraca do góry nogami zasad gatunku – nie o to przecież chodzi. Równie dużo w „Wiadomościach dla Isabelle” dramatu obyczajowego, co samej miłosnej historii. Film można określić jako współczesną wersję „Masz wiadomość” (1998), ale główną inspiracją McKendrick wydaje się twórczość Richarda Curtisa – scenarzysty „Czterech wesel i pogrzebu”, „Czasu na miłość”, „Notting Hill”, „Dziennika Bridget Jones” i wielu innych absolutnie kultowych romantycznych filmów. „Wiadomości dla Isabelle” w swoich najlepszych momentach są podobnie słodko-gorzką, chwytającą za serducho, pełną uroku historią.
Autorka pisze też:
Zoey Deutch – córka Lei Thompson, przez cały czas czekająca na przełom w karierze, który mogą przynieść właśnie „Wiadomości dla Isabelle” – daje z siebie wszystko w głównej roli. Jill wcale nie była łatwą bohaterką do zagrania. Trochę manic pixie dream girl, trochę Fleabag – przy chybionym castingu mogłaby irytować. Dialogi pisane przez McKendrick także bywają ciężkie: jako scenarzystka lubi kwieciste frazy, nagromadzenie popkulturowych nawiązań i pewną teatralność, co czasem działa (świetna jest np. konfrontacja ze wstrętnym szefem), a czasem troszkę krindżuje (niektóre „raporty” z nieudanych randek).
Więcej przeczytacie w recenzji na karcie filmu "Wiadomości dla Isabelle" POD LINKIEM TUTAJ.
My już film widzieliśmy, a wrażeniami po seansie dzieli się Katarzyna Kebernik. Fragmenty jej recenzji znajdziecie znajdziecie poniżej. Cała jest już dostępna na karcie "Wiadomości dla Isabelle" POD LINKIEM TUTAJ.
Recenzja filmu "Wiadomości dla Isabelle" | Netflix
Miłość bez odbioru
autorka: Katarzyna Kebernik
W recenzji przeczytacie:
„Wiadomości dla Isabelle” to autorski projekt Lei McKendrick, która napisała scenariusz oryginalny, wystąpiła w jednej z drugoplanowych ról i wyreżyserowała całość. Świeżość i szczerość przekonały do siebie widownię, która bardzo ciepło przyjęła tytuł. To nie jest typowa komedia romantyczna, chociaż McKendrick nie wywraca do góry nogami zasad gatunku – nie o to przecież chodzi. Równie dużo w „Wiadomościach dla Isabelle” dramatu obyczajowego, co samej miłosnej historii. Film można określić jako współczesną wersję „Masz wiadomość” (1998), ale główną inspiracją McKendrick wydaje się twórczość Richarda Curtisa – scenarzysty „Czterech wesel i pogrzebu”, „Czasu na miłość”, „Notting Hill”, „Dziennika Bridget Jones” i wielu innych absolutnie kultowych romantycznych filmów. „Wiadomości dla Isabelle” w swoich najlepszych momentach są podobnie słodko-gorzką, chwytającą za serducho, pełną uroku historią.
Autorka pisze też:
Zoey Deutch – córka Lei Thompson, przez cały czas czekająca na przełom w karierze, który mogą przynieść właśnie „Wiadomości dla Isabelle” – daje z siebie wszystko w głównej roli. Jill wcale nie była łatwą bohaterką do zagrania. Trochę manic pixie dream girl, trochę Fleabag – przy chybionym castingu mogłaby irytować. Dialogi pisane przez McKendrick także bywają ciężkie: jako scenarzystka lubi kwieciste frazy, nagromadzenie popkulturowych nawiązań i pewną teatralność, co czasem działa (świetna jest np. konfrontacja ze wstrętnym szefem), a czasem troszkę krindżuje (niektóre „raporty” z nieudanych randek).
Więcej przeczytacie w recenzji na karcie filmu "Wiadomości dla Isabelle" POD LINKIEM TUTAJ.
"Wiadomości dla Isabelle" – zobacz zwiastun















