WENECJA 2026: Czy "Primetime" to Pattinson w wersji prime?

filmweb.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: WENECJA 2026: Czy "Primetime" to Pattinson w wersji prime?


W Wenecji kolejne ważne nazwiska. Wreszcie zobaczyliśmy jeden z najgoręcej oczekiwanych filmów festiwalu, "Primetime" Lance’a Oppenheima, w którym Robert Pattinson wciela się w dziennikarza polującego na przestępców seksualnych. Swój nowy film pokazał na Lido również Paul Schrader. "The Basics of Philosophy" z Jackiem Hustonem i Sofią Boutellą to opowieść o profesorze uniwersyteckim, który staje przed moralnym dylematem. Filmy recenzują Jakub Popielecki i Małgorzata Steciak.

Recenzja filmu "Primetime"



Mob i dick
autor: Jakub Popielecki

"Ty rozbierzesz mnie, a ja rozbiorę ciebie", mówi Chris Hansen w pierwszej scenie "Primetime" i brzmi to jak "mission statement" całego filmu. Reżyser Lance Oppenheim opowiada opartą na faktach historię dziennikarza, który przed telewizyjnymi kamerami organizował regularne obławy na przestępców seksualnych. Aktor Robert Pattinson pięknie się w niego wciela, z amerykańskim akcentem, tapetą makijażu i fluorescencyjnym uśmiechem. Żadnego "rozbierania Hansena" jednak tu nie doświadczymy. "Primetime" przypomina bowiem jedną z łapanek zorganizowanych przez prezentera: po prostu tym razem on sam jest przynętą.



Reżyser Noah Oppenheim kręcił dotychczas dokumenty. Między innymi "Coś na kształt raju", w którym portretował popularne osiedle dla emerytów na Florydzie. Odkrywał tam to, co odkrył już wcześniej David Lynch: za idylliczną fasadą panoszą się metaforyczne robaki. "Primetime", fabularny debiut reżysera, idzie jednak krok dalej. Tym razem Oppenheim pokazuje, w jaki sposób wizja dwóch stron amerykańskiego snu jest podatna na nadużycia.

Całą recenzję filmu "Primetime" możecie przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.

***


Recenzja filmu "The Basics of Philosophy"



Oh, Paul...
autorka: Małgorzata Steciak

Umówmy się, nikt nie spodziewa się po kinie Paula Schradera, iż będzie bezpieczne i przewidywalne. 80-letni reżyser i scenarzysta w ostatnich latach eksperymentował w równym stopniu z filmową formą, co ze źródłami finansowania bardziej niż niejeden debiutant. Twórca "Pierwszego reformowanego" odnajduje się w erze cyfrowego kina i streamingu, szukając budżetowych cięć, ulg podatkowych i inwestorów gotowych wyłożyć pieniądze na niezależne i ryzykowne projekty, które nie miałyby szans na zielone światło w większych studiach (w końcu nie każdy ma winnicę do sprzedania, kiedy chce zrealizować projekt marzeń). Dlatego każdy jego nowy film, choćby nieudany, to jednak obietnica czegoś nieszablonowego.



Podobnie jest w przypadku "The Basics of Philosophy". Reżyser przetwarza tematy, które przewijają się przez całą jego twórczość. Silnikiem kina Schradera są rozważania na temat grzechu oraz seksualności i związanych z nimi poczuciem winy i wstydem. John Jorrisen (Jack Huston) to kolejny, po Travisie Bicklu z "Taksówkarza", Johnie LeTourze z "Marginesu życia" czy pastorze Tollerze z "Pierwszego reformowanego" samotny mężczyzna chowający się za maską swojej profesji. Wykładowca filozofii skrywa mroczny (a choćby bardzo mroczny) sekret. Mężczyzna wydaje się mieć uporządkowane, choć na pozór mało bogate życie. Pracuje na uczelni, spotyka się z koleżanką z pracy, która wychowuje nastoletniego syna, po godzinach pisze książkę o Spinozie. Twarda skóra bohatera kruszy się momentalnie po śmierci dominującego i kontrolującego ojca (Bill Pullman). Pozbawiony jego wsparcia John zastyga w strachu przed własną przeszłością, która po latach wtargnęła do jego życia.

Całą recenzję filmu "The Basics of Philosophy" możecie przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.
Idź do oryginalnego materiału