Najnowsza publikacja Tomasza Bąka, wydana przez poznańską oficynę Biblioteki Wielkopolskiej im. Stanisława Barańczaka (do niedawna WBPiCAK), wymyka się tradycyjnym kategoriom gatunkowym.
„qq” nie jest bowiem książką w klasycznym rozumieniu tego słowa – to gra, obiekt zamknięty w surowym, tekturowym pudełku, który do złudzenia imituje zarówno korporacyjny „zestaw startowy” lub opakowanie na budżetową grę karcianą czy jakąkolwiek paczkę wysłaną pocztą.
Ten gest rezygnacji z kodeksowej formy na rzecz luźnych kart i struktury gry paragrafowej nie jest po prostu estetyczną ekstrawagancją. To całkiem radykalna propozycja: w świecie późnego kapitalizmu biografia jednostki przestaje być spójną narracją, a staje się zbiorem rwanych informacji, szablonów CV i biurokratycznych uwarunkowań. Jak inaczej więc o tym opowiedzieć?
Interfejs prekarności
Pudełko „qq” narzuca czytelnikowi określoną fizyczność lektury. Wyjmowanie kart, śledzenie odsyłaczy ukrytych w nawiasach, przymusowa nielinearność – wszystko to odzwierciedla doświadczenie współczesnego pracownika, uwikłanego w labirynt „bullshit jobs”, o których pisał David Graeber (cytowany zresztą na obwolucie).

fot. materiały prasowe
Bąk projektuje tekst jako interfejs do obsługi kryzysu. Instrukcja, która wita nas protekcjonalnym w gruncie rzeczy zwrotem „Witamy na pokładzie!”, natychmiast ustawia relację władzy. Czytelnik zostaje obsadzony w roli „Osoby Pracowniczej”, podczas gdy instancja nadawcza przyjmuje maskę bezosobowej, a przez to groźniejszej „Osoby Zarządczej”.
Tytuł tomu to lingwistyczny węzeł, w którym zbiegają się różne rejestry: od sieciowego skrótu oznaczającego płacz (emotikon „qq”), przez angielskie „queue” (kolejkę, choćby po zasiłek), aż po „quit” – wyjście z systemu, które w uniwersum Bąka jest jedyną formą sprawstwa, paradoksalnie tożsamą z zawodowym samobójstwem. Autor bada anatomię tego wyjścia, pokazując, iż każda decyzja wewnątrz struktury jest de facto błędem w sztuce przetrwania.
W „qq” język zarządzania zasobami ludzkimi zostaje wyostrzony, co prowadzi do obnażenia jego pierwotnego, sadystycznego charakteru. Bąk tropi momenty, w których korporacyjna nowomowa dokonuje inwazji na ciało.
Najbardziej jaskrawym przykładem tej biopolitycznej opresji jest wiersz „Tłusty czwartek”, w którym rytualna konsumpcja pączków zostaje zastąpiona uroczystym publicznym ważeniem. Ciało pracownika zostaje tu zreifikowane – sprowadzone do czystej masy, którą należy optymalizować i kontrolować dzięki wagi przy rampie załadunkowej. To obraz skrajnie przecież lepki, w którym cukier puder miesza się z lękiem przed utratą wydajności, a banany zostają zastąpione przez białą rzodkiew w ramach działań profilaktycznych.

fot. materiały prasowe
Tłusty czwartek
Zasypane cukrem, zalane marmoladą i lśniące od smalcu święto
jest dla Osób Zarządczych wymarzonym, wystarczającym pretekstem
do corocznego uroczystego publicznego ważenia Osób Pracowniczych.
Osoby Pracownicze solidarnie ustawiają się gęsiego przed wagą
znajdującą się przy rampie załadunkowej: choć skala urządzenia
pozwala na przeprowadzenie pomiarów z dokładnością zaledwie do 20 kilo,
najwyższe rezultaty trafią na łamy pracowniczej gazetki i posłużą
Osobom Zarządczym do opracowania nowych strategii ewakuacji z budynku
i wdrożenia odpowiednich działań profilaktycznych: od przyszłego tygodnia
biała rzodkiew zastąpi dystrybuowane w owocowe czwartki banany.
Stawiasz na profilaktykę i przed wejściem na wagę wypełniasz kieszenie
narzędziami (→ 70) Biała rzodkiew
Stajesz na wadze jedną nogą (→ 103) Banany
Uznajesz, iż twoja masa nie leży w gestii Osób Zarządczych i wychodzisz po pączki
(→ 88) Luty
Somatyka w „qq” to zawsze somatyka uszkodzona lub poddana rygorowi. Mamy tu drżące palce nad słowem „remanent”, analizę „wilgotności klamki po zastąpieniu / ręczników papierowych suszarką elektryczną”.
System nadzoru nie ogranicza się już tylko do monitorowania wyników w arkuszu kalkulacyjnym, ale wnika pod skórę, bada metabolizm, liczy słowa w wulgarnych pozdrowieniach i wystawia oceny z „balansu pomiędzy czasem wolnym a pracą”. Każdy odruch naturalny – jak choćby chęć „siósiania” – zostaje opatrzony timerem i kamerą, co prowadzi do ostatecznego upokorzenia podmiotu.
Maszyna: centaur i język
Niezwykle istotnym wątkiem tomu jest wejście sztucznej inteligencji w tkankę pracy i poezji. Bąk nie traktuje AI jako futurystycznego gadżetu, ale raczej jako narzędzie ostatecznego uprzedmiotowienia. W paragrafie 46 podmiot staje się:

fot. materiały prasowe
„napędzanym przez sztuczną inteligencję centaurem”.
Autor pyta z brutalną szczerością:
„czy po miesiącach pracy z LLM-ami to wy upodobniliście się / do nich, czy one do was” (paragraf 84).
To przecież pytanie o śmierć autentycznej ekspresji. Język w „qq” jest wyczyszczony z afektów, składa się z „obiegowych półprawd” i „zdań wytrychów”. choćby poezja, tradycyjnie pojmowana jako sfera wolności, zostaje tu sformatowana do postaci paragrafu, który musi zostać zatwierdzony przez system.
Struktura gry w „qq” jest przy tym głęboko ironiczna. Niemal każda ścieżka wyboru – niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na lojalność, sabotaż, czy ucieczkę – kończy się wielkim napisem „ZWYCIĘSTWO”.
Jednak w słowniku Bąka słowo to ulega całkowitemu wywróceniu. „Zwycięstwo” to moment, w którym podmiot zostaje wypchnięty poza nawias struktury. To zwolnienie dyscyplinarne, to „zmartwychwstanie we wtorek z CV w zębach” (paragraf 57), to powrót do „bezrobotnej wiosny”, która choć piękna, jest jedynie stanem przejściowym przed kolejnym uwięzieniem w hucie zimy.

fot. materiały prasowe
Dzień dobry
Ton i treść komunikatu biorą cię z zaskoczenia: Osoba Zarządcza
krzyczy o narażeniu wypełnionego cennymi kontaktami,
puchnącego od loginów i haseł do dedykowanych narzędzi,
telefonu służbowego na zalanie. Połączenie okazuje się testem
na umiejętność stawiania granic i znalezienia odpowiedniego
balansu pomiędzy czasem wolnym a pracą – i ty ten test oblewasz.
W poniedziałek o ósmej rano zdasz telefon i przekażesz swoje obowiązki
innej, lepiej zbalansowanej Osobie Pracowniczej. Twój kajak wypełnia
rozczarowanie i duch zwolnienia dyscyplinarnego, w roztrzęsieniu
upuszczasz wiosło, które odprowadzasz wzrokiem aż do Bałtyku.
ZWYCIĘSTWO
Poezja jako instrukcja upadku?
Tomasz Bąk stworzył dzieło zakrawające o totalność, w którym forma wydania i treść poetycka tworzą nierozłączną, opresyjną całość. „qq” to bezlitosna diagnoza kondycji prekariatu, zapisana językiem HR-u, instrukcji BHP i algorytmicznego szumu.
To poezja, która nie chce nas pocieszać, ale chce, byśmy poczuli ciężar tego kartonowego pudełka i absurdalność poleceń, które wykonujemy w blasku energooszczędnych świetlówek.
Jeśli poezja ma być narzędziem krytycznym, to „qq” jest instrumentem najostrzejszym z możliwych. Bąk nie pisze o rewolucji – raczej o jej niemożliwości wewnątrz systemu, który każdą próbę buntu potrafi przekuć w:
„pamiątkowe zdjęcie z krzesłem i neonowym napisem ZAD”.
To lektura bolesna, proceduralna i konieczna. Otwarcie pudełka przez nas, czytelników, to zgoda na udział w grze, której jedyną wygraną jest uświadomienie sobie, iż „przyszłość to skrolowanie portali z ofertami pracy”.







