Nowy rok, nowe pomysły. Dołaczyłam na Substack do całorocznego projektu analogicznego życia, który polega na bezstresowej, comiesięcznej praktyce odłączania się od świata medialnego i łączenia się ze światem, który jest tuż obok. Jest to swego rodzaju rekalibracja, powrót do rzeczy, które sprawiają, iż życie wydaje się być rzeczywiście przeżywane, a nie tylko mijające. Ponieważ ten projekt zachęca do życia offline mam zamiar spędzać mniej czasu browsing, częściej chodzić do biblioteki, systematyczniej czytać. W programie jest robienie tematycznych zdjęć każdego dnia. Nie mam analogicznego aparatu i nie mam zamiaru kupować , ale pomysł drukowania zdjęć i robienia mood board całkowicie do mnie przemawia.
Annie Dillard stwierdzila: “how we spend our days, is of course, how we spend our lives. What we do with this hour, and that one, is what we are doing.”
Źle się dzieje, ostatnio wszystko wydaje się głośne, niewiarygodne i układ nerwowy jest w stanie najwyższego przesilenia. I choć bycie na bieżąco jest ważne, to równie ważne jest oderwanie się od rzeczywistości od czasu do czasu. Dlatego trzeba chwytać się wszystkiego, co daje mózgowi i ciału odrobinę rozluźnienia.
Tak jak spotkanie/rozmowa w muzeum (czwartek) o znaczeniu badania historii własności obiektu, znanego jako badanie pochodzenia, oraz jego wpływ na etyczne i świadome praktyki kolekcjonerskie. Wśród panelistów były kuratorki, dyrektor ds. sztuk pięknych w domu aukcyjnym, właścicielka galerii i przewodniczący zarządu Romare Bearden Foundation i były dyrektor Muzeum Andy’ego Warhola. Dużo ciekawostek i anegdot.
Albo piątkowa rozmowa głównej kuratorki/kuratorki sztuki współczesnej z polsko-amerykanską artystką i profesorką na uniwersytecie UNC, która mówiła o swej instalacji pt. The Fluid Landscapes prezentowanej w tej chwili w museum. Jej najnowsz dzieła to analiza wpływu turystyki na środowisko. Można było odwiedzić sale muzealne, nie bardzo mi się chciało mysląc, iż przecież wszystko to samo, ale zamiast siedzieć i czekać na spotkanie zrobiłam rundkę. Okazało się, iż mimo braku nowej wystawy, pozmieniano kompozycje, dodano dużo nowych eksponatów, więc jednak było warto. Zdobyłam się także na odwagę i po spotkaniu podeszłam porozmawiac z artystką, która okazała się bardzo miłą osobą.
Zajechałam do dwóch budek książkowych i o dziwo w jednej znalazłam coś (Wilkie Collins) na wymianę. Po powrocie do domu chciałam wpisać ją do katalogu, a tu przykra niespodzianka. Nie pamiętam czy pisałam, ale w ubiegłym roku musiałam kupić nowego laptopa i jakoś tak zbyt gwałtownie zrobiłam backup. Po dwóch tygodniach okazało się, iż straciłam cały plik wszystkich albumow muzycznych, teraz odkryłam, iż katalog książek, który uzupelniałam na bieżąco w ubiegłym roku, przepadł. Ostatnia wersja na backupie jest z maja 2024. Ulżyłam sobie werbalnie, ale kilka to pomogło.
Nie będę się oszukiwać, iż z nowym rokiem zacznę jakąś diete, ale jak na razie probuję jedzenie nocnej owsianki z różnymi dodatkami, w tej chwili z dodatkiem truskawek i banana.
Sobota
Nowa wystawa w galerii lokalnych artystów połączona ze sprzedażą. Wieczorem koncert chóralny w kościele.
Niedziela
Z rana zaczęliśmy szlifowanie ścian, czeka nas malowanie jednego pokoju. Po lunchu pojechaliśmy do centrum na kawę. Wczoraj było 24C, więc wyszłam lekko ubrana, pomyłka. Wiało niesamowicie i było tylko 10 stopni. Dostalismy email, iż na nadzej ulicy nie będzie prądu do 17.30. Nie było co się śpieszyć do domu, więc pojechaliśmy najpierw do sklepu z płytami, a później do sklepu, gdzie jak się dowiedziałam miewają zines. Byłam w tym sklepie lata temu, ale zupełnie nie pamiętałam lokacji, jeździliśmy w kółko, aż w końcu zaczęliśmy szukać na piechotę. Znaleźliśmy i sklep i zines. W domu dostaliśmy nową email, iż prądu nie będzie do 21ej. Obiad na zimno, brak herbaty do macarons, oglądanie ostatnich odcinków serialu 11.22.63 na IPodzie z nadzieją, iż baterii wystarczy.





