Wyobraź sobie mam 62 lata i szczerze, nigdy bym nie pomyślała, iż można się jeszcze zakochać tak dogłębnie, jak za młodu. Moje koleżanki się śmiały, a ja po prostu promieniałam ze szczęścia. Jego imię to Witold, był troszkę starszy ode mnie.
Poznaliśmy się podczas koncertu muzyki klasycznej w Filharmonii Narodowej w Warszawie zagadaliśmy się przypadkiem w trakcie przerwy. Okazało się, iż mamy mnóstwo wspólnych tematów. Tamtego wieczoru padał lekki letni deszcz, powietrze pachniało świeżością i nagrzanym asfaltem, a we mnie coś pękło poczułam się młoda, jakby świat znowu stał przede mną otworem.
Witold był niesamowicie uprzejmy, uważny i miał cudowne poczucie humoru śmieliśmy się do tych samych, trochę szalonych wspomnień z przeszłości. Dzięki niemu zaczęłam na nowo cieszyć się codziennością. Ale, jak to w życiu bywa, szczęście z początku lata zostało przyćmione przez coś, o czym w ogóle nie miałam pojęcia.
Coraz częściej spotykaliśmy się chodziliśmy razem do kina, rozmawialiśmy o książkach, o naszych samotnych latach. W końcu zaprosił mnie do siebie na działkę nad Mazurami miejsce marzenie! Pachniało sosnami, a zachodzące słońce odbijało się złotem na powierzchni jeziora.
Pewnej nocy zostałam u niego na noc. Witold musiał wyskoczyć do miasta załatwić parę spraw. W międzyczasie jego telefon zadzwonił na ekranie wyświetliła się Zofia. Nie odebrałam, nie chciałam być wścibska, ale w środku coś poczułam. Kim była ta Zofia? Kiedy wrócił, powiedział mi, iż to jego siostra i iż ma kłopoty ze zdrowiem. Brzmiał bardzo szczerze, więc uspokoiłam się.
Ale w kolejnych dniach coraz częściej znikał, a Zofia dzwoniła codziennie. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, iż coś mi umyka. Byliśmy sobie tak bliscy, a jednak miałam wrażenie, iż coś przede mną ukrywa.
Którejś nocy obudziłam się i zobaczyłam, iż nie ma go obok. Przez cienkie ściany domku usłyszałam jego przyciszony głos, jak rozmawiał przez telefon:
Zosiu, jeszcze chwilka Nie, ona przez cały czas nic nie wie Tak, rozumiem Ale potrzebuję jeszcze trochę czasu…
Aż zaczęły mi drżeć ręce. Ona przez cały czas nic nie wie byłam pewna, iż chodzi o mnie. Położyłam się z powrotem, udając iż śpię, gdy Witold wrócił. Ale w głowie kotłowały mi się setki pytań. Jaki sekret ukrywa? Dlaczego nie chce mi powiedzieć?
Rano powiedziałam mu, iż wychodzę na bazarek po świeże owoce, ale w rzeczywistości zadzwoniłam do mojej przyjaciółki:
Haniu, nie wiem co robić. Mam złe przeczucie. Witold i jego siostra coś ukrywają, może mają jakieś długi albo choćby nie chcę myśleć, co najgorszego. Dopiero zaczęłam mu ufać.
Hania westchnęła po drugiej stronie:
Musisz z nim porozmawiać, inaczej zamęczysz się podejrzeniami.
Wieczorem nie wytrzymałam. Gdy Witold wrócił z kolejnego wyjazdu, zapytałam nieśmiało, z drżącym głosem:
Witoldzie, słyszałam przypadkiem twoją rozmowę z Zofią. Powiedziałeś, iż ja jeszcze nic nie wiem. Proszę, wytłumacz mi, o co chodzi.
Zbladł i spuścił wzrok:
Przepraszam Planowałem ci powiedzieć. Tak, Zofia to moja siostra, ale ma poważne problemy finansowe. Ma ogromne długi i grozi jej utrata mieszkania. Prosiła mnie o pomoc, a ja wydałem na to praktycznie wszystkie oszczędności. Bałem się, iż jeżeli się dowiesz, uznasz, iż nie jestem stabilny finansowo i nie nadaję się na poważny związek. Chciałem najpierw wszystko załatwić, porozmawiać z bankiem
Ale czemu powiedziałeś, iż ja jeszcze nie wiem?
Bo bałem się, iż jeżeli się dowiesz, odejdziesz Dopiero zaczęliśmy coś pięknego. Nie chciałem cię obciążać swoimi problemami.
Zabolało mnie to, ale też poczułam ulgę. To nie była inna kobieta, nie podwójne życie, nie jakiś przekręt tylko obawa przed moją reakcją i chęć pomocy siostrze.
Łzy napłynęły mi do oczu. Pomyślałam o wszystkich latach samotności i poczułam, iż nie chcę przez nieporozumienie tracić kogoś bliskiego.
Chwyciłam Witolda za rękę:
Mam 62 lata i chcę być wreszcie szczęśliwa. Jak będą problemy rozwiążemy je razem.
Witold wciągnął głęboko powietrze i mocno mnie przytulił. W blasku księżyca zobaczyłam w jego oczach łzy ulgi. Cykady grały wokół, a ciepłe powietrze pachniało żywicą i letnią nocą jakby sama natura dodawała nam odwagi.
Następnego ranka zadzwoniłam do Zofii i zaproponowałam, iż sama pomogę z rozmowami w banku lubię takie wyzwania, a po znajomości miałam kilka kontaktów.
I wiesz co? Wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam, iż mam rodzinę, o której zawsze marzyłam nie tylko mężczyznę, którego kocham, ale też bliskich, dla których jestem gotowa się postarać.
Patrząc wstecz na wszystkie nasze niepewności, zrozumiałam, jak ważne jest, by nie uciekać przed problemami, ale stawić im czoła wspólnie, trzymając ukochaną osobę za rękę. Wiesz, 62 lata to może nie jest najbardziej romantyczny wiek na nową miłość, ale życie potrafi cię wtedy zaskoczyć i obdarować czymś pięknym tylko trzeba otworzyć serce.

