Miałam wtedy 62 lata, kiedy los postawił na mojej drodze mężczyznę, którego obecność rozświetliła mój świat tak, jakby znowu był początek wiosny. Dziś, wspominając tamte chwile, mam poczucie, iż miłość potrafi zaskoczyć człowieka niezależnie od wieku. Moje przyjaciółki tylko uśmiechały się z pobłażaniem, ale ja czułam się szczęśliwsza niż przez ostatnie dekady. Jego imię brzmiało Janusz był nieco straszy ode mnie, szarmancki i uroczy, jakby wyrwany z dawno minionych lat.
Poznaliśmy się zupełnym przypadkiem w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Podczas przerwy stanęliśmy obok siebie. Rozmowa popłynęła naturalnie, odkrywając wspólne zainteresowania literaturę, sztukę, a choćby miłość do domowych wypieków. Tamtego wieczoru czułam zapach mokrych kamieni i rozgrzanego jeszcze po upale betonu. Deszcz tętnił o chodnik, niosąc świeżość; podskórnie wiedziałam, iż zaczyna się nowy rozdział.
Janusz zachwycał nietuzinkowym poczuciem humoru i delikatnością, jakiej od dawna nikt mi nie okazał. Czułam się przy nim tak, jakbym znów miała dwadzieścia lat i chciało mi się śmiać z prostych rzeczy. Jednak czerwcowa euforia nie trwała długo gwałtownie pojawił się cień, którego zupełnie się nie spodziewałam.
Coraz częściej chodziliśmy razem do kina, siadaliśmy w kawiarniach na Nowym Świecie, rozmawialiśmy godzinami o książkach i o tym, jak radzić sobie z samotnością w późnym wieku. Pewnego popołudnia zaprosił mnie do swojego domu nad jednym z mazurskich jezior. Miejsce zaiste magiczne w powietrzu unosił się zapach sosnowych igieł, a tafla jeziora błyszczała złotem pod promieniami zachodzącego słońca.
W jedną z czerwcowych nocy zostałam tam na noc. Janusz nagle uprzedził mnie, iż musi załatwić drobne sprawy w miasteczku. Zostałam sama. W pewnej chwili jego telefon zadzwonił na wyświetlaczu pojawiło się imię Bożena. Nie odebrałam, nie chciałam być nieuprzejma, ale coś mnie tknęło. Kim była owa Bożena? Kiedy wrócił, rzucił niedbale, iż to jego siostra, która ma poważne kłopoty ze zdrowiem. Wypowiedział to spokojnie i szczerze, więc uznałam, iż mogę wierzyć.
Tyle iż w następnych dniach coraz częściej znikał, a Bożena dzwoniła do niego niemal codziennie. Niespokojny cień podejrzeń zaczął we mnie kiełkować miałam wrażenie, iż Janusz czegoś przede mną nie mówi, iż nagle rozciągnęła się między nami niewidzialna przepaść.
I wtedy, pewnej nocy, obudził mnie szmer. Zdałam sobie sprawę, iż łóżko obok mnie jest puste, a przez cienkie drewniane ściany domu usłyszałam jego szept przyciszony:
Bożena, jeszcze poczekaj Nie, ona jeszcze nie wie Tak, rozumiem Potrzebuję trochę więcej czasu
Zadrżałam. To ona jeszcze nie wie musiało chodzić o mnie. Kiedy wrócił, udałam, iż śpię, ale w głowie miałam milion pytań. Co przede mną ukrywa? Dlaczego musi coś zatajać?
Następnego ranka ogarnęła mnie niepewność. Pod pretekstem spaceru na targ owocowy, zadzwoniłam do mojej przyjaciółki:
Haniu, nie wiem, co robić. Mam wrażenie, iż Janusz coś przede mną ukrywa, a z tą swoją siostrą musi być uwikłany w poważne sprawy. Może jakieś długi? Albo nie chcę myśleć najgorszego. Zaczęłam mu ufać.
Hania westchnęła:
Musisz z nim porozmawiać. Inaczej wykończą cię podejrzenia.
Tego wieczoru postanowiłam nie czekać dłużej. Gdy Janusz wrócił z kolejnego wyjazdu, zapytałam wprost, ledwo trzymając głos na wodzy:
Janusz, przypadkiem usłyszałam twoją rozmowę z Bożeną. Powiedziałeś, iż jeszcze nie wiem. Proszę, powiedz mi wszystko.
Janusz pobladł, spuścił wzrok:
Nie chciałem cię okłamywać Planowałem ci powiedzieć. Bożena to rzeczywiście moja siostra, ale zaplątała się w ogromne długi i grozi jej utrata mieszkania. Poprosiła mnie o pomoc. Wydałem na to niemal wszystkie swoje oszczędności. Bałem się, iż gdy o tym usłyszysz, uznasz, iż nie nadaję się na poważnego partnera nie mam już takiej stabilnej sytuacji. Chciałem sam wszystko uporządkować, zanim ci powiem, wynegocjować coś z bankiem
Ale dlaczego powiedziałeś, iż jeszcze nie wiem?
Westchnął z cicha:
Bałem się twojej reakcji. Bałem się, iż stracę to, co właśnie zaczęliśmy budować. Nie chciałem, byś musiała dźwigać moje troski.
Poczułam kłujący ból w sercu ale i ulgę. To nie była inna kobieta, nie był to fałsz czy chęć wykorzystania mnie. Tylko strach przed samotnością i przejmująca troska o siostrę.
Łzy popłynęły mi po policzkach, wspomniałam lata przeżyte w samotności i zrozumiałam: nie chcę już tracić bliskich z powodu nieporozumień.
Ujęłam rękę Janusza:
Mam 62 lata i chcę być szczęśliwa. Jak będą kłopoty, to razem im stawimy czoło.
Odetchnął, po raz pierwszy od dawna widziałam w jego oczach łzy ulgi. Tego wieczoru usiedliśmy razem w milczeniu pod gołym niebem, wsłuchując się w szelest sosen i cykanie świerszczy. W nocy powietrze pachniało żywicą, która koiła skołatane myśli.
Następnego ranka zadzwoniłam sama do Bożeny i zaoferowałam pomoc w rozmowach z bankiem organizacyjne wyzwania zawsze mnie pociągały, a przez lata pracy poznałam kilku wartościowych ludzi w bankowości.
W trakcie tych wszystkich rozmów czułam, jak rodzi się we mnie prawdziwa rodzina: nie tylko mężczyzna, którego kochałam, ale i jego bliscy. Wspólnie rozwiązywaliśmy problemy przy stole, na którym leżała karafka z domową nalewką i talerz z rogalikami.
Gdy dziś patrzę wstecz, wiem, iż najważniejsze jest nie uciekać przed trudnościami, tylko mierzyć się z nimi razem. choćby jeżeli ma się ponad sześćdziesiąt lat, życie może nas jeszcze czymś pięknym zaskoczyć trzeba tylko mieć odwagę sięgnąć po szczęście, póki trwa.



