Sebastian Gabryel: Masz na koncie ponad sto konkursów i występy w miejscach bardzo silnie naznaczonych tradycją – Żelazowa Wola, Muzeum Chopina, sale filharmoniczne. Kiedy pojawiło się u Ciebie poczucie, iż to już nie jest tylko zbieranie doświadczeń, ale zaczynasz świadomie budować własny sposób grania?
Antonina Waliszewska: Przyszło to w sposób bardzo naturalny. Od zawsze fortepian był w centrum mojego małego wszechświata. Z czasem – myślę, iż około 2-3 lata temu – uświadomiłam sobie, iż to ode mnie zależy, w jaki sposób chcę zagrać dany utwór, iż nauczyciele mogą formułować swoje uwagi, ale ostatecznie to ja gram na scenie. Prowokuje to pewne poczucie odpowiedzialności i skłania do wchodzenia coraz głębiej, by wydobyć z utworu to, czego wielu nie dostrzega. Jest to równie wymagające, co satysfakcjonujące zadanie.
SG: Grasz zarówno w dużych salach, jak i w bardziej kameralnych, często bardzo „nasyconych historią” miejscach. Czy wtedy zmienia się Twoje podejście do utworu, czy raczej sposób przeżywania muzyki na scenie?
AW: Często zdarza się, iż tak. Myślę, iż miejsce oraz instrument potrafią być bardzo inspirujące dla wykonawcy. Zupełnie inaczej będą wybrzmiewać utwory w plenerze, w piękny, wiosenny dzień, pośród roślin, a inaczej w wielkiej sali koncertowej pełnej melomanów. Inaczej – z innym ciężarem, inną energią.
Uważam, iż taka zewnętrzna inspiracja gra dużą rolę, ale ostatecznie, by zagrać pięknie i prawdziwie, samemu trzeba mieć w sobie to uczucie względem utworu i być w stanie je wywołać, „wyciągnąć” w każdej sali i w każdej chwili.

Antonina Waliszewska fot. prywatne archiwum Antoniny Waliszewskiej
SG: Twoja droga bardzo mocno splata się z Chopinem – przez repertuar, miejsca, konteksty. Czujesz, iż to już Twoja naturalna przestrzeń, czy coś, wobec czego wciąż trzeba się na nowo określać?
AW: Moja relacja z utworami Chopina zaczęła się jakieś 10 lat temu, od Walca a-moll op. posth.. Od tamtego czasu jego utwory zawsze pojawiają się w moim repertuarze, jednak za każdym razem staram się odkrywać go na nowo. Jest on niezwykle wszechstronnym kompozytorem – każdy etap jego twórczości charakteryzuje się czymś innym.
Z pewnością nie mogę powiedzieć, iż jego utwory są dla mnie całkowicie oczywiste, jednak to długotrwałe zaznajomienie sprawia, iż uwielbiam je grać. Często dopiero gdy wracam do nich kolejny raz, odkrywam, co mógł mieć na myśli, co dana harmonia, akord, pasaż mogą znaczyć w kontekście frazy i ostatecznie całego utworu.
SG: „Predyspozycje chopinowskie” – jak Ty sama to rozumiesz? Bardziej jako brzmienie, wyobraźnię, sposób prowadzenia czasu, czy coś jeszcze?
AW: Uważam, iż jest to kombinacja wszystkich wymienionych powyżej elementów. Chopin jest bardzo charakterystycznym kompozytorem – ma swój własny styl, który niesie w sobie coś unikalnego, trudnego do jednoznacznego uchwycenia. A te „predyspozycje chopinowskie” obejmują wychwycenie tej ulotnej iskry, która decyduje o tym, czy dany utwór brzmi „po chopinowsku”.
SG: Pracowałaś z wieloma wybitnymi pedagogami. Co z takich spotkań zostaje z Tobą najdłużej – konkretne wskazówki, sposób słuchania muzyki, a może coś trudniejszego do nazwania?
AW: Myślę, iż każda lekcja ma charakter formacyjny i część z tego, co usłyszę, zostaje we mnie na długo, ostatecznie przyczyniając się do mojego rozwoju jako artystki. Każda uwaga, każda opinia w pewien sposób zmienia mój sposób patrzenia na utwór, a często także na wszystkie dzieła danego kompozytora. Myślę, iż właśnie takie uniwersalne uwagi mają duże znaczenie w budowaniu poczucia stylu i epoki.
SG: Konkursy uczą precyzji i kontroli. Gdzie w tym wszystkim znajduje się miejsce na własny pomysł, na odrobinę ryzyka, na zagranie czegoś naprawdę po swojemu?

Antonina Waliszewska fot. prywatne archiwum Antoniny Waliszewskiej
AW: Także na to jest miejsce na konkursach – często, jeżeli grasz po swojemu i jesteś do tego przekonany, ostatecznie grasz z uczuciem i jury to docenia. W końcu jurorzy to też słuchacze. Jednak z pewnością największą swobodę grania osiąga się na koncertach, gdy ma się świadomość, iż nie jest się ocenianym – przynajmniej w teorii – i porównywanym z innymi znakomitymi pianistami.
SG: Stypendium przeznaczasz na dalsze kształcenie. Co dziś najbardziej chcesz w swoim graniu rozwinąć – i gdzie czujesz, iż kryje się największy potencjał zmiany?
AW: Myślę, iż większą uwagę muszę poświęcić kompozytorom, których utworów jeszcze nigdy nie było mi dane grać. Wyjść trochę poza to, co znane – jak wspomniany Chopin – i otworzyć się na coś innego.
SG: No właśnie, interesujesz się też muzyką spoza klasyki – rockiem, rock’n’rollem. Czy to zostaje wyłącznie w sferze słuchania, czy wpływa też jakoś na twoją wrażliwość jako pianistki?
AW: Raczej kończy się na słuchaniu, choć miałam okazję zagrać w duecie z gitarą kilkanaście utworów muzyki typowo rozrywkowej – choćby The Beatles, Elvisa Presleya czy Guns N’ Roses. Było to interesujące doświadczenie, które, mam nadzieję, w przyszłości powtórzę.
SG: Jesteś już na etapie, na którym łatwo byłoby zatrzymać się na tym, co działa i przynosi sukcesy. Co sprawia, iż wciąż chcesz iść dalej i szukać czegoś więcej? I co jest dziś twoim największym muzycznym marzeniem?
AW: Moim zdaniem w życiu, zwłaszcza w życiu artysty, nigdy nie powinno się mówić: „to już jest dla mnie wystarczające”. Naszym zadaniem jest stale szukać nowych brzmień, rozwiązań, starać się wejść jeszcze głębiej i zrozumieć jeszcze więcej.

Antonina Waliszewska fot. prywatne archiwum Antoniny Waliszewskiej
Myślę, iż zwłaszcza będąc młodą osobą, nie warto zatrzymywać się zbyt długo w jednym miejscu. Ja sama czuję, iż wszystkie rzeczy, których pragnę, są dopiero przede mną, i ta nadzieja, iż uda mi się je osiągnąć, sprawia, iż wstaję i robię to, co mnie do nich doprowadzi.
Moim największym muzycznym marzeniem, a raczej celem, jest zagrać cały Koncert e-moll Fryderyka Chopina z orkiestrą. Liczę, iż niedługo będzie mi to dane.










