Jedna z największych gwiazd współczesnego popu wydała swoją trzecią płytę. You seem pretty sad for a girl so in love nie jest kolejnym „fioletowym” albumem – przynajmniej z założenia. Wrażliwość Olivii Rodrigo wciąż ujmuje, jednak czy rzeczywiście podzieliła się z fanami czymś nowym?
Od wydania drivers license minęło 5 lat. Był to dopiero pierwszy singiel młodej wokalistki znanej ówcześnie głównie z disneyowskiego High School Musical: Serial, jednak od razu wyniósł jej nazwisko na wyżyny list przebojów. Jednym z gorętszych tematów na rynku muzycznym była wówczas zagwozdka, czy Rodrigo uciągnie ten sukces. Kolejne lata pokazały, iż nie stanowiło to dla piosenkarki żadnego problemu. Jej debiutancki album SOUR został odebrany pozytywnie przez krytyków i publiczność, a wydany dwa lata później GUTS podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Status głównej gwiazdy wieczoru podczas największych festiwali, namnażające się nominacje do kultowych nagród przemysłu fonograficznego, rekordy sprzedaży biletów na nadchodzącą trasę koncertową – to wszystko sprawiło, iż spore oczekiwania wobec kolejnego krążka wokalistki były uzasadnione. Trzeba przyznać, iż Olivia Rodrigo nie zawiodła – choć mogło być odrobinę lepiej.
fot. Nick WalkerPremierę płyty zapowiedział singiel drop dead. Jej tytuł – you seem pretty sad for a girl so in love – dość jasno nakreślił tematykę nadchodzących utworów. Odejście od sygnaturowego fioletu nie było zbyt rewolucyjne; ustąpił on miejsca różowi. Nastawiłam się więc na coś podobnego do poprzednich albumów i, przynajmniej początkowo, kilka się pomyliłam. Drop dead mnie nie ujęło, choć przyjemnie przywodzi na myśl kultowe Don’t Delete the Kisses zespołu Wolf Alice. Następnym utworem jest stupid song, czyli kolejna ballada. Wraz z biegiem piosenki nastrój w niej powoli się nawarstwia, szukając jakiegoś finału, jednak nie dobija do punktu kulminacyjnego na skalę Vampire. Po niej wybrzmiewa honeybee, czyli jak opisuje Olivia, typowa i prosta piosenka o miłości. Utwór rzeczywiście jest tym, co zapowiedziała wokalistka. Dla mnie to trochę mało, bo jesteśmy już trzy utwory w głąb płyty, a dostaliśmy do tej pory dość jednolite i przewidywalne kawałki.
Maggots for brains powoli zaczyna przełamywać tę passę. Inspirowana Mirandą z Seksu w wielkim mieście, piosenka porównuje stan uzależnienia od drugiej osoby i chorobliwą tęsknotę z miłości do funkcjonowania jak zombie. Gdzieś zaczyna przebijać się tutaj łagodna gitara elektryczna, momentami można wyłapać pewne podobieństwo do The Cure – a zespół pojawi się w tym tekście jeszcze nie raz. Wcześniej jednak trzeba wspomnieć o utworze, który znalazł się w połowie albumu i w końcu wywołał u mnie ziarenko ekscytacji. My way jest żywe, intrygujące, a przede wszystkim ciekawe. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, iż jest to młodsza siostra Better than Revenge Taylor Swift. Rodrigo w końcu używa swojego głosu do nieco mocniejszych i bardziej zadziornych refrenów – a ten zdecydowanie się ku temu rwie.
Dziewczyna nie powinna całkowicie zostawiać za sobą tego, co wyniosło ją na szczyt – powiedzmy więc, iż piosenka zatytułowana purple jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Po niej możemy usłyszeć the cure, czyli zdecydowanie bardziej lubiany przeze mnie singiel. Dobrze podsumowuje on esencję całego albumu. Łączy ze sobą całą niepewność związaną z zakochiwaniem się, z tym chwilowym przekonaniem, iż adekwatna miłość rozwiąże wszystkie problemy, które w pewnym momencie zderza się z rzeczywistością. Napisany w punkt bridge na pewno będzie wykrzykiwany na niejednej smutnej sesji karaoke. Wierzę jednak, iż będzie to raczej oczyszczające doświadczenie.
Teraz wrócimy do The Cure. Nie da się ukryć, iż Olivia jest wielką fanką tej grupy. W duecie z Robertem Smithem mogliśmy ją usłyszeć podczas zeszłorocznego występu artystki na festiwalu Glastonbury. Jej nowy album połączył te dwa głosy w studiu. What’s wrong with me to zdecydowanie warty uwagi utwór. Z tych najciekawszych na pewno trzeba wymienić również expectations. Po wszystkich smutkach towarzyszących zakochanej dziewczynie doszliśmy w końcu do momentu, w którym ta uświadamia sobie swoją wartość. Expectations to zabawna opowieść o tym, iż w związku pod żadnym pozorem nie można zatracić samej siebie, a posiadanie określonych wymagań jest jak najbardziej w porządku. Dojście do tego stanu nie jest jednak proste – nie wymazuje on też całkowicie bólu. Dlatego you seem pretty sad for a girl so in love zamyka cigarette smoke. Tworzy on z otwierającym płytę drop dead klamrę; od wymarzonej pierwszej randki do żalu po zakończonej relacji.
Olivia Rodrigo coraz pewniej buduje swój wizerunek w świecie muzyki. Jej debiutanckie SOUR było zdecydowanie poprawne. GUTS mogło się już pochwalić precyzyjnie wypracowanym charakterem. You seem pretty sad for a girl so in love to z kolei płyta artystki, która ma świadomość swojego brzmienia i wie, jak z nim pracować. Trzecie wydawnictwo Olivii stawia na dobrze odkryte przez wokalistkę schematy, dodając do tego trochę niuansów, które całościowo wzbogacają płytę. Pod kątem produkcji czy wokalu trudno jest się tutaj do czegokolwiek przyczepić. A jednak przez cały czas czuję mały niedosyt.
Miłosne rozterki i ballady są dla Rodrigo bezpieczną przystanią. Widać, iż artystka czuje się w tym temacie jak ryba w wodzie. Choć na przestrzeni lat zauważalny jest wzrost jakości zarówno w warstwie tekstowej, jak i samej muzyki, to jednak nie wypełnia on całego potencjału, który Olivia mogłaby dać temu projektowi. Inspiracja The Cure najwyraźniej nie wystarczyła, żeby postawić na więcej gitarowych akcentów. Patrząc na cały zeszłoroczny set piosenkarki na Glastonbury, trzeba przyznać, iż dobrze się w takiej aranżacji odnajduje – szkoda więc, iż nie eksperymentuje w tym zakresie w studio. To samo mogę powiedzieć o wokalu. Zaledwie parę tygodni temu dostaliśmy od Rodrigo świetny cover When A Good Man Cries irlandzkiej artystki CMAT. Chciałoby się usłyszeć choć trochę tego mocnego głosu Olivii również na jej płycie. Widać, iż gwiazda nie zamyka się na alternatywne brzmienia. Mam nadzieję, iż w przyszłości zawrze je na stałe w swoim repertuarze.
Fot. główna: materiały prasowe // Universal Music Polska



![Festiwal Zaczarowanej Piosenki 2026: Cały tłum przyjaciół [RELACJA]](https://i.iplsc.com/-/000MX7JEA4P81HB6-C461.jpg)







