W pewnych okolicznościach artysta nie może nie reagować

kulturaupodstaw.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: fot. Mikołaj Wojnar


Oskar Czapiewski: „We are deeply alarmed and express our grave concern” – to tytuł Waszej wystawy w DOMIE. Skąd taka decyzja?

Vitalii Shupliak: Ten frazes można przetłumaczyć na polski jako „Jesteśmy głęboko zaniepokojeni i wyrażamy nasz najwyższy niepokój”. Często powtarzany przez polityków, z czasem zdewaluował się, stając się niefortunnym przykładem tego, jak można coś powiedzieć, nie podejmując przy tym żadnych działań.

Wykorzystanie tego sformułowania w tytule wystawy tworzy swego rodzaju pętlę bez jednoznacznego odniesienia. Chcielibyśmy jednak poszerzyć jego znaczenie o pytanie: „Co dalej?”, a tym samym poruszyć kwestie solidarności i konkretnych działań.

O.Cz.: Czy czujecie, iż jako osoby pracujące w sztuce jesteście w stanie wpłynąć na decyzje polityków?

V.Sh.: Myślę, iż w pewnych okolicznościach artysta nie może pozostać obojętny. Nie zakładamy naiwnie, iż nasza działalność może przynieść takie rezultaty jak dobrze przeprowadzona reforma polityczna, ale mamy określone intencje i podejmujemy konkretne działania.

Niekiedy wydarzenie publiczne, na przykład wystawa czy choćby wpis w mediach społecznościowych, może wywołać reakcję i zapoczątkować łańcuch zmian. Takie głosy często pochodzą od osób szczególnie wrażliwych na problemy społeczne, w tym artystów i artystek.

O.Cz.: Mam wrażenie, iż taki postulat mógłby równie dobrze paść od kogokolwiek, kto jest zaangażowany politycznie.

V.Sh.: Różnica polega na tym, iż za działalnością artystyczną często stoją określone ramy teoretyczne. Idee te materializują się w przestrzeni galerii, a następnie wychodzą poza nią, oddziałując na osoby uczestniczące w wydarzeniach artystycznych. Te z kolei przekazują je dalej, często w swoich środowiskach. Niejednokrotnie miałem okazję obserwować, jak taki proces się rozwija.

Liso Stec: Ja z kolei odwołuję się do myśli anarchafeministycznej, która podkreśla znaczenie oddolnych inicjatyw, wzajemnej pomocy i budowania wspólnot opartych na niehierarchicznych relacjach. Wierzę, iż działania, które z pozoru mogą wydawać się niewielkie, mają realny wpływ na kształtowanie naszej rzeczywistości – budują wspólnoty, wzmacniają więzi społeczne i poczucie sprawczości.

Vitalii and Liza, fot. Yurii Bryniak

To, jak ważne są takie działania, widzę szczególnie na przykładzie Białorusi, skąd pochodzę. Rusyfikacja jest tam skuteczna między innymi dlatego, iż przez lata systematycznie osłabiano lokalną kulturę, w tym sztukę i język, przygotowując w ten sposób grunt pod rosyjską dominację.

Kiedy brakuje przestrzeni, by w rodzimym języku swobodnie rozmawiać o wartościach, tożsamości czy wspólnej przyszłości, powstaje pustka, którą mogą wypełniać autorytarne i imperialne narracje. Dlatego uważam, iż choćby niewielkie inicjatywy kulturalne i społeczne mają znaczenie polityczne – pomagają budować wspólnoty zdolne do przeciwstawiania się takim procesom.

O.Cz.: À propos anarchistycznych komun – widziałem społeczności tworzące się w Turcji jako wyraz sprzeciwu wobec władzy Erdoğana. Ludzie tam tworzą małe farmy, w których symbiotycznie ze zwierzętami wytwarzają żywność. Organizują też spotkania filmowe i pikniki; są otwarci na osoby, które chcą żyć inaczej.

L.S.: Myślę, iż to pokazuje, jak ważne jest postrzeganie kultury i sztuki jako części infrastruktury społecznej. Nie funkcjonują one w oderwaniu od rzeczywistości politycznej, ale współtworzą relacje społeczne, wspólnoty i sposoby myślenia o świecie.

Nawet niewielkie inicjatywy mogą uruchamiać procesy, które z czasem – trochę na zasadzie efektu motyla – wpływają na szersze przemiany społeczne, a choćby decyzje polityczne.

O.Cz.: A czy czujecie, iż wasza działalność wpływa na rzeczywistość polityczną?

V.Sh.: W pewnej mierze tak. Przykładowo osoby, które zetknęły się z moją działalnością artystyczną, często angażują się we wspieranie Ukrainy. Wystawom nierzadko towarzyszą zbiórki na ten cel.
Oczywiście sztuka nie jest jedynym czynnikiem, który skłania ludzi do działania, ale z pewnością może być jednym z nich.

L.S.: Myślę też, iż kiedy Vitalii chodził po Berlinie z lustrem „Sensitive Content” w ramach jednego z preformance’ów, to mógł wpaść na niego ktoś, kto ma większy wpływ ma politykę, a może choćby kilka takich osób.

O.Cz.: Vitalii, pracujesz na styku wielu dziedzin. To, co pokazaliście w DOMIE, było dla mnie bardziej specyficznym doświadczeniem niż wystawą w powszechnym rozumieniu. Czy chodziło o stworzenie relacji, immersji?

V.Sh.: Jako artysta zajmuję się przede wszystkim instalacją, ale posługuję się również wideo i malarstwem. Od czasu do czasu działam także jako performer.

Instalacja w DOMIE jest dość osobliwa, między innymi ze względu na specyfikę samej przestrzeni. Charakteryzuje ją procesualność oraz duża liczba elementów, niekiedy bardzo drobnych i ukrytych, które razem tworzą całość. Niektóre z nich wciąż można odnaleźć w DOMIE.

Porównałbym to do wzrostu roślin, które kiełkują, rozrastają się i stopniowo przenikają przestrzeń, wypełniając jej szczeliny.

O.Cz.: Na wystawie było wiele luster o różnych kątach nachylenia, a odbicie w nich fragmentaryzowało uczestników. Mam wrażenie, iż – potykając się tu gdzieś o lacanowskie studium lustra – mogło to powodować poczucie zagubienia i wyobcowania względem własnej osoby.

L.S.: Dla mnie lustra były przede wszystkim narzędziem konfrontacji z własnym odbiciem i pytaniem o inność: kogo postrzegamy jako Innego, gdzie przebiegają granice naszej własnej inności i w którym momencie zaczynamy je przekraczać?

Istotny był też cyfrowy wymiar immersyjności wystawy. Osoby uczestniczące były zachęcane, by fotografować swoje odbicia w lustrach, przenosić te obrazy do przestrzeni cyfrowej, tworząc kolejne warstwy rzeczywistości i reprezentacji. Widzę tu analogię do „Solaris” Stanisława Lema, w którym ocean materializuje postacie zaczerpnięte z pamięci i nieświadomości bohaterów, konfrontując ich z tym, co jednocześnie znajome i obce.

Podobnie lustra na wystawie multiplikowały i zniekształcały nasze wizerunki, a ich cyfrowe reprodukcje tworzyły kolejne wersje tych obrazów. W tym procesie powielania i przekształcania rzeczywistości i coraz trudniej uchwycić granicę między oryginałem, odbiciem a jego reprezentacją.

V.Sh.: „Solaris” Stanisława Lema było dla nas istotną inspiracją. Powieść ta stawia pytania o granice poznania i możliwość zrozumienia tego, co inne lub obce.

Odczytuję ją również jako metaforę. Choć fabuła rozgrywa się na odległej planecie i operuje futurystyczną wizją rzeczywistości, myślę, iż można ją interpretować także w bardziej przyziemny sposób, odnosząc zawarte w niej pytania do naszej współczesności.

O.Cz.: Jakie jest główne przesłanie waszej wystawy?

L.S.: Poprzez modułowy charakter ekspozycji zakładamy, iż w miejscach rozłamów i szczelin mogą powstawać nowe wartości i siły do życia.

V.Sh.: Jedną z prac, od której rozpoczęliśmy koncepcyjne opracowywanie wystawy, jest lightbox „ONE/EU”.

Przedstawia on zbliżenie dłoni, na której spoczywają dwie częściowo rozcięte monety jednoeurowe, połączone w jeden obiekt. Zarówno sam obraz, jak i skala pracy otwierają szereg pytań i możliwych interpretacji.

O.Cz.: Czyja to dłoń? Polityka?

V.Sh.: Tego nie wiemy. Ta ogromna męska dłoń może należeć zarówno do polityka, jak i do uchodźcy. Może być ręką, która daje lub odbiera. Moneta może symbolizować wsparcie, ucisk, ale także ryzyko, na przykład związane z hazardem. Pieniądze zostają tutaj wyrwane ze swojego zwyczajowego kontekstu. Przecięte monety tracą pierwotną funkcję środka płatniczego, natomiast ich ponowne połączenie nadaje im zupełnie nowe znaczenia.

Co to adekwatnie oznacza? Nie chcemy udzielać jednoznacznej odpowiedzi. Ta ambiwalentna gra pozostaje otwarta na interpretacje odbiorców.

Za motywem pieniędzy kryje się również inne, niezwykle istotne pytanie: jak długo potrwa wojna w Ukrainie i czy kraj ten otrzyma wystarczające wsparcie, by móc ją zakończyć, powstrzymać dalszą rosyjską okupację i związane z nią zagrożenie dla reszty Europy?

Cała wystawa operuje właśnie na tej niepewności, na pęknięciach i szczelinach pojawiających się w systemach wartości oraz ideach, które dotąd wydawały się trwałe.

Tytuł „ONE/EU” nawiązuje również do niepewności i postępującej erozji wartości europejskich, które przestają być tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Inną istotną pracą jest „Donate”, wykonana techniką frotażu. Przy użyciu figurki ołowianego żołnierzyka odrysowałem na papierze monety jednoeurowe. Odnosi się to do praktyki darowizn, samoorganizacji oraz oddolnych zbiórek. Jest próbą artystycznego udokumentowania tego zjawiska.

Prace z tej serii można nabyć pod warunkiem przekazania odpowiedniej kwoty na wsparcie ukraińskiego wojska. W ten sposób akt nabycia dzieła staje się jednocześnie gestem solidarności i konkretnym działaniem.

O.Cz.: Debaty o PKB nieodłącznie potykają się o kwestie zbrojeniowe… Tutaj uruchamiają się wątki związane z depersonalizacją i dehumanizacją, które łączą się z wojną – kolejne pieniądze to sprzęt dla żołnierzy traktowanych jako pozycje w statystykach.

L.S.: Tak, wojna zawsze wiąże się również z kapitałem i interesami ekonomicznymi. Chcemy zwrócić uwagę, iż za tymi liczbami i statystykami stoją konkretni ludzie, często nasi bliscy. Dlatego jednym ze sposobów oddolnego działania jest organizowanie zbiórek, na przykład na wyposażenie dla przyjaciół i znajomych, którzy trafiają do wojska. To przełożenie solidarności na konkretne działania i przypomnienie, iż za dyskusjami o wydatkach wojskowych kryją się ludzkie życia.

O.Cz.: Macie doświadczenie migranckie, które na pewno jest niełatwe. Dzięki niemu możecie jednak spojrzeć na strefę kulturalną rozmaitych państw świeżym okiem. Jak oceniacie sposób działania kultury w różnych krajach?

L.S.: Swoją działalność w polu sztuki rozpoczęłam dopiero w Polsce. W Białorusi niezależne środowiska artystyczne od lat funkcjonują w warunkach ograniczonej wolności twórczej i instytucjonalnej. Istotna jest tu różnica w rozwoju infrastruktury kulturalnej.

Po 1989 roku polskie pole sztuki przeszło transformację, która umożliwiła rozwój nowych instytucji, niezależnych inicjatyw i praktyk artystycznych. W Białorusi, gdzie wciąż silne są wpływy rosyjskie i radzieckie modele zarządzania kulturą, podobne procesy przebiegały inaczej. Duża część niezależnej twórczości funkcjonowała poza oficjalnym obiegiem instytucjonalnym, a osoby artystyczne nierzadko pozostają poza uznanymi strukturami profesjonalnego świata sztuki.

Migracja zmieniła również sposób, w jaki postrzegam własną tożsamość. Dziś jest ona dla mnie czymś płynnym, kształtowanym przez różne języki, relacje i konteksty kulturowe.

V.Sh.: W wieku dziewiętnastu lat wyjechałem ze Lwowa do Gdańska w ramach wymiany między akademiami sztuk pięknych. Następnie podjąłem studia magisterskie w Poznaniu, później trafiłem do Brunszwiku, a ostatecznie przeprowadziłem się do Berlina, gdzie w tej chwili mieszkam.

Vitalii Shupliak, „Solaris”, 2025, fot. Mikołaj Wojnar

Staram się nie tylko łączyć doświadczenia zdobyte podczas studiów, ale także budować relacje między środowiskami artystycznymi, z którymi byłem związany.

Wystawa w DOMIE również jest przykładem takiego działania. Do współpracy zaprosiliśmy berlińskie Radio Industry, które przygotowało nagrania podczas otwarcia wystawy. Powstały materiał został następnie udostępniony na antenie warszawskiego Radia Kapitał.

O.Cz.: Jakie plany na przyszłość?

L.S.: Polecam wystawy w DOMIE. Również dwie wystawy indywidualne, które Vitalii przygotowuje na jesień w Gotisches Haus Museum w Berlinie.

O.Cz.: Vitalii, opowiesz o tych wystawach? Gdzie się odbywają?

V.Sh.: W październiku oraz w Allgemeiner Konsumverein w Braunschweig w listopadzie.Traktuję je jako kontynuację tego, co można było zobaczyć w Poznaniu. Zależy mi na zachowaniu ciągłości między tymi projektami, a jednocześnie na poszerzeniu ich o najnowsze prace malarskie i wideo. Myślę o tych wystawach również jako o swoistym dialogu, który rozwija się między odmiennymi przestrzeniami i kontekstami.

O.Cz.: Jak tworzy się wam w Poznaniu?

L.S.: Poznań jest dla mnie miejscem, w którym stawiałam pierwsze kroki w polu sztuki. Szczególnie istotny był Uniwersytet Artystyczny, który pomógł mi odnaleźć się w jego strukturach i dał pewien rodzaj instytucjonalnej legitymizacji. Dlatego lubię tu działać i jest to dla mnie ważne.

V.Sh.: Możliwość studiowania na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, a także związana z tym instytucjonalna legitymizacja, znacząco ułatwiły mi rozwój na artystycznej ścieżce. Jestem za to wdzięczny. Myślę, iż studia otworzyły mi drzwi do dalszego rozwoju i kolejnych możliwości.

Cieszę się również, iż miałem okazję wystawiać w DOMIE. Regularnie i chętnie wracam do Poznania, starając się podtrzymywać więzi z lokalnym środowiskiem artystycznym.

L.S.: Na pewno chciałabym dalej współpracować z DOMIE, które przez lata organicznie wrosło w tkankę Poznania. Chcemy też rozwijać nowe relacje i współprace.

Z twórczością artysty można zapoznać się na ⇒ stronie.

Idź do oryginalnego materiału