Na świat przyszła 30 września 1954 roku w Jaworznie, w muzycznie uzdolnionej rodzinie, dlatego od dziecka śpiewała i grała na różnych instrumentach. Skrycie też marzyła o występach na największych scenach. Wszystko zaczęło się od debiutu na I Ogólnopolskim Festiwalu Awangardy Beatowej w Kaliszu, na którym zaprezentowała się wraz z rockowym zespołem Astra. Głos 15-latki zachwycił publiczność i jurorów, ale nie sądziła, iż jednorazowy występ tak diametralnie zmieni jej całe dotychczasowe życie.
REKLAMA
Zobacz wideo Izabela Trojanowska o młodych wokalistkach. Największą jej uwagę przykuwa Sara James
Jej mama nie chciała, by robiła karierę. Dla muzyki Trzetrzelewska rzuciła choćby studia
Krótko po debiucie do Barbary Trzetrzelewskiej odezwał się menadżer Alibabek, który zaproponował jej współpracę. Była w siódmym niebie, ale jej mama gwałtownie ostudziła ten entuzjazm, mówiąc kategoryczne "nie". Chciała, by jej córka zdobyła solidne wykształcenie i to na jej edukację kładła największy nacisk. Po pomyślnie zdanej maturze Basia zdobyła więc indeks Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym studiowała fizykę. Wtedy szansa na podbój branży muzycznej pojawiła się ponownie. – Znalazł mnie [menadżer Alibabek - przyp. red.] i wciągnął do zespołu. Zrezygnowałam ze studiów bez żalu, bo fizyka nie była moim pierwszym wyborem – opowiadała w jednym z wywiadów, przyznając, iż chciała studiować matematykę, ale nie miała wystarczającej liczby punktów, by się na nią dostać.
Za miłością Trzetrzelewska wyemigrowała z kraju. Za oceanem została matką i zrobiła karierę
Z Alibabkami występowała w latach 1972-1974, a następnie dołączyła do debiutującej grupy rockowej Perfect. Koncertowała zarówno w Polsce, jak i za granicą, w tym m.in. w Chicago, dokąd wyjechała za miłością. – Byłam tak zakochana w ówczesnym partnerze, iż mogłabym z nim mieszkać choćby na Syberii – opowiadała o Johnym, bo tak miał na imię, na łamach "Echa Dnia". Jednocześnie przyznała, iż zagraniczna kariera nigdy nie była na liście jej marzeń czy celów. Jednak to właśnie za oceanem urodziła syna Mikołaja i na dobre rozwinęła skrzydła jako artystka.
W trakcie tych wszystkich zmian musiała z czegoś żyć, a umiała jedynie śpiewać, więc po prostu śpiewała
– pisał o niej felietonista Witold Filler. Z ówczesnym ukochanym przeprowadziła się także do Londynu, ale ich uczucie ostatecznie nie przetrwało próby czasu. Jej drugim partnerem został Danny White, z którym współtworzyła jazzowo-popową grupę Bronze, nazywaną później Matt Bianco. Wydali choćby debiutancką płytę i podbili międzynarodowe listy przebojów takimi utworami jak "Half a Minute" oraz "More Than I Can Bear". I choć łączyła ich wspólna pasja, ostatecznie podjęli decyzję, by się rozstać. Wtedy też zdecydowała, iż będzie kontynuować działalność artystyczną, ale już w pojedynkę.
Moja druga płyta 'London Warsaw New York' sprzedała się w nakładzie 2 mln kopii na świecie. Później też miałam dużo szczęścia, może dlatego, iż robiłam to, co kocham, nie dla kariery
– powiedziała w wywiadzie dla "Echa Dnia".
Ukochany Trzetrzelewskiej też jest muzykiem. Gra w znanym brytyjskim zespole
Po rozpadzie drugiego związku na drodze Trzetrzelewskiej pojawił się trębacz Kevin Robinson z grupy Simply Red, u boku którego odnalazła szczęście. – Z Kevinem wszystko mnie łączy poza muzyką. Mamy takie samo spojrzenie na świat, interesują nas te same rzeczy, ale muzycznie różnimy się bardzo – wyznała w "Zwierciadle". Jednak jej życie nie zawsze było spokojne i beztroskie. Gdy zmarła jej mama, pogrążyła się w rozpaczy i na kilka lat zupełnie zawiesiła karierę. – Myślę o niej ciągle – przyznała w "Vivie", wyjawiając, iż jej zdjęcia ma porozstawiane po całym domu, by nieprzerwanie czuć jej obecność. Dzięki temu wie, iż nie jest sama i poradzi sobie choćby w najtrudniejszych chwilach. – Czasem, jak mi się nie chce, jestem rozleniwiona i odkładam coś na później, czuję presję, jakby ona do mnie mówiła: "Nie zalegaj z pracą" – opowiadała.
Mama była zawsze jej drogowskazem i najlepszą przyjaciółką, choć nie szczędziła jej uwag, choćby tych bolesnych. – Wolałabym, żeby ludzie cię znali ze śpiewania, a nie z zapowiedzi – usłyszała od niej, kiedy przed laty zgodziła się poprowadzić galę rozdania Fryderyków. Po jej śmierci to właśnie w muzyce odnalazła ukojenie i choć niebawem będzie obchodzić 72. urodziny, to ani myśli o tym, by przejść na emeryturę. Regularnie koncertuje zarówno w Polsce, jak i za granicą, a przy tym ciągle pracuje nad nowym repertuarem. W "Co za tydzień" przyznała nawet, iż występy dla rodaków mają dla niej największe znaczenie. – To jest najważniejsze miejsce dla mnie i ja chcę, żeby publiczności najbardziej się to podobało. Za granicą specjalnie się nie przejmuję – wyznała.













