Przygody Eddiego i Dylana Brocka absolutnie nie zwalniają tempa. Nieuchronna konfrontacja ojca z synem jest coraz bliżej. W międzyczasie każdy z nich ma sporo problemów, których rozwiązanie nie przyjdzie tak łatwo. Ojciec stanie twarzą w twarz z dawnymi wrogami, a syn stanie ramię w ramię z nieoczywistymi sojusznikami.
Venom wraz z trzecim tomem kontynuuje dwie równolegle rozgrywające się fabuły. Połowa tomu, pisana przez Ala Ewinga, poświęcona jest Eddiemu Brockowi. Bohater dalej próbuje wyrwać się z niekończącej się pętli, w której jego los został z góry zapisany. By osiągnąć ten cel, konieczna będzie podróż w czasie. Z tego względu wyrusza on do Latverii, której znany wszystkim władca może mu w tym pomóc. Niestety bezpośredniość bohatera w konfrontacji z ego Doktora Dooma doprowadza do poważnej utarczki, która rozgrywa się na różnych płaszczyznach czasu.
Zobacz również: Venom. Tom 2 – recenzja komiksu. Przez czas i przestrzeń
Fot. EgmontW międzyczasie w Nowym Jorku swoje własne sprawy ma Dylan. Zeszyty poświęcone tej postaci do tej pory pisał Ram V. Tym razem odpowiada za nie jednak Torunn Grønbekk. Chłopak próbuje zebrać sojuszników w postaci innych symbiontów, by przygotować się na starcie z ojcem. Napotka między innymi Flexo, który służył podczas drugiej wojny światowej. Będzie miał też okazję walczyć ramię w ramię z Toxinem oraz Czarną Wdową, która otrzymuje tutaj swojego własnego symbionta. Dylan zostanie również zmuszony do konfrontacji z tajemniczym ugrupowaniem, które nazywa siebie Bezimiennymi. A w międzyczasie pomiędzy to wszystko ponownie wplącze się Alchemax, które, jak to wielkie korporacje mają w zwyczaju, okaże się mieć brudne ręce.
Obie fabuły utrzymują wysoki poziom, jaki seria osiągnęła w poprzednich tomach. Czytanie na przemian przygód Eddiego i Dylana działa świetnie z uwagi na to, jak bardzo różnią się od siebie obie historie. Segmenty poświęcone starszemu z Brocków co rusz przerzucają nas pomiędzy różnymi epokami czy wszechświatami. Spotkania z takimi postaciami jak Doktor Doom czy Kang są tutaj błahostką, a fabuła z zeszytu na zeszyt robi się coraz bardziej pogmatwana. Z drugiej strony historia Dylana to klasyczny, naprawdę solidny superhero. Wszystko dzieje się na poziomie ulicy, gdzie mamy do czynienia z ciekawymi, ludzkimi antagonistami.
Zobacz również: Venom. Tom 1 – recenzja komiksu. Kosmiczny chaos i rodzinne więzi
Fot. EgmontJuż w poprzednim tomie sekwencje z Eddiem były bliskie absurdu pod względem skomplikowania fabuły. Tutaj odniosłem wrażenie, iż Ewing delikatnie przeskoczył rekina. Lektura dalej jest angażująca, natomiast na pewnym etapie poddałem się i przestałem analizować, czy to, co aktualnie czytam, jest w ogóle logiczne.
Zdecydowanie lepiej scenarzyście wyszła konfrontacja Króla w Czerni z nemezis Fantastycznej Czwórki. Choć dalej mamy tam podróże w czasie, nie stanowią one rdzenia opowieści. Na pierwszy plan wychodzi zaskakująco intrygująca dynamika pomiędzy dwoma panami. Ich dialogi są świetne, a wzajemne przekomarzanie się to najlepszy element humorystyczny w tym komiksie. Doom jest moim ulubionym antagonistą, także jego obecność w jakiejkolwiek formie przyjmuję z otwartymi ramionami. Spod pióra brytyjskiego pisarza wypada on jednak w najlepszym możliwym stylu.
Fragmenty Dylana są według mnie choćby bardziej udane. Seria dostarcza nam coraz więcej nowych symbiontów i aktualnie ich liczba może wydawać się lekką przesadą. Ja jednak nie odczuwałem nadmiaru. Każdy Klyntar, którego dostajemy, ma faktycznie zbudowaną osobowość, a ich gospodarze mają z nimi dobrze podbudowane relacje. Szczególnie przypadł mi do gustu Flexo ze względu na nietypowy design, jak i unikatowe backstory.
Zobacz również: Venom 3: Ostatni taniec – recenzja filmu. Najlepsze z najgorszych
Fot. EgmontWarstwa graficzna stoi tutaj na wysokim poziomie. Otrzymujemy pokaźny zbiór rysowników, z których każdy wnosi coś od siebie do departamentu ilustracji. Podobnie jak w tomie drugim, na uznanie zasługuje szczególnie CAFU, którego zeszyty wypadały znakomicie. Rafael Pimentel miał jednak według mnie choćby lepsze prace, co wydawało mi się mało prawdopodobne. Historie z jego panelami wyróżniały się niezwykłą dynamiką oraz świetnym wykorzystaniem cieni. To właśnie je zapamiętam najbardziej.
Venom dalej pozostaje dla mnie jedną z najlepszych marvelowych serii, jakie w tej chwili wydaje u nas Egmont. Nie jest to komiks doskonały, natomiast trzyma wysoki poziom w każdym aspekcie. Jest to też bardzo unikalny tytuł, wybijający się na tle reszty stawki. Całą serię mogę serdecznie polecić i zachęcam do śledzenia losów Brocków do samego końca.

Scenariusz:
Ram V, Al Ewing, Torunn Grønbekk
Ilustracje:
Ramon F. Bachs, Ken Lashley, Sergio Davila, CAFU, Julius Ohta, Rafael Pimentel
Tłumaczenie: Zofia Sawicka
Premiera: 15 lipca 2026
Oprawa: miękka
Stron: 240
Cena katalogowa: 69,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)








