Seria Czerń, biel i krew zdecydowanie skupia się na tej mroczniejszej stronie Marvela. Nie wyobrażam sobie w jej ramach Kapitana Ameryki czy innego harcerzyka, ale już Spider-Man w okresie czarnego kostiumu pasował do niej idealnie. A skoro był czarny kostium, a wcześniej choćby Carnage, przyszedł najwyższy czas na Venoma. Bohatera, który jest chodzącą czernią i bielą, a i krew jest stałym elementem jego przygód. Venom: Czerń, biel i krew to album mroczny, brutalny i zarazem nostalgiczny, idealny pod tytułową serię.

Strona komiksu Venom: Czerń, biel i krew
Na pierwszym miejscu ex equo umieszczam historie Ojcowie i synowie J.M. DeMatteisa i Dave’a Wachtera i Ostatnia modlitwa Ryana Northa i Creeesa Lee. Obie osadzone są w czasie, gdy granica między dobrem i złem była dla Venoma płynna. W pierwszej dostajemy nieco retrospekcji związanych z ojcem Brocka, drugie to dowód na to, iż czarny symbiont już wtedy potrafił był lepszy, niż na to wyglądał. Zresztą to niejeden powrót do wczesnych lat Zabójczego Obrońcy.
Wart uwagi jest również Punkt zapalny Erika Larsena, świetnie oddający konflikt Venoma i Spider-Mana z jego najbardziej intensywnego okresu. A jeżeli chodzi o relacje, to dostajemy konfrontacje Venoma z Mac’iem Garganem/Scorpionem, niegdysiejszym nosicielem symbionta, która ukazuje nowe oblicze tego okresu. Bardziej emocjonalną historią jest jednak ta z Flashem Thompsonem. Brakuje na polskim rynku szerszego ukazania czasu Agenta Venoma…

Strona komiksu Venom: Czerń, biel i krew
Venom: Czerń, biel i krew to także historie grające motywem czarnego symbionta. Ninja Venom, to – jak sama nazwa wskazuje – japońska wariancja na temat antybohatera w wykonaniu Takashiego Okazaki. Pojawia się też Peter Parker bez pajęczych mocy, za to z w czarnym kostiumie i świąteczna historia Ładnie świeci Chrisa Bachalo, pokazująca tę nieco sentymentalną stronę Venoma. Ten tom nie ma słabych punktów, choć mam wrażenie, iż to album bardziej o czarnym symbioncie niż Venomie.
Seria Czerń, biel i krew od początku wizualnie zachwycała. Nie będę robił wyliczanki którego rysownika pochwalić za co, bowiem wszyscy ujęli bezbłędnie istotę bohatera. Venom to bestia, ktoś, kto nie przychodzi na myśl przy słowie „superbohater”. Ale w całej swej zębatości i dzikości stoi po słusznej stronie. To łotr, ale swój łotr. Taki, który trzyma podobnych sobie z dala od drzwi niewinnych. I chyba ktoś taki o wiele lepiej do mnie przemawia, niż kolejny umoralniający trykociarz. Tytułowe trio kolorów pasuje więc do niego idealnie.

Strona komiksu Venom: Czerń, biel i krew
Venom: Czerń, biel i krew jest tym, czego oczekiwałem. Nawiązuje do złożonej historii antybohatera i moralnych turbulencji, jakie zdarzały mu się w jego burzliwej karierze, ale też przedstawia kilka nieszablonowych historii. Bądźmy też ze sobą szczerzy. W tej konwencji Venom po prostu nie mógł wypaść źle. Mucha Comics zapowiedziała sporo dobrego Marvela na ten rok, ale mam nadzieję, iż dorzucą jeszcze coś z tej serii. W oryginale mamy już antologię zbierającą różnych bohaterów i kolejny tom poświęcony Wolverine’owi.

Okładka komiksu Venom: Czerń, biel i krew
Tytuł oryginalny: Venom: Black, White & Blood #1-4
Scenariusz: David Michelinie, Ryan North, J.M. DeMatteis, Erik Larsen, Karla Pacheco, Tom Waltz, David Dastmalchian, Carl Potts, Takashi Okazaki, Al Ewing, Rich Douek, Chris Bachalo
Rysunki: Jonas Scharf, Creees Lee, Dave Wachter, Erik Larsen, Pere Pérez, Brian Level, Philip Tan, Damian Couceiro, Takashi Okazaki, Kei Zama, Robert Gill, Chris Bachalo
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Mucha Comics 2026
Liczba stron: 152
Ocena: 85/100









