Uważaj, bo się spełni!

filmweb.pl 9 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Jak co roku, gdy tylko w Chałupach robi się choć odrobinę cieplej, polscy dystrybutorzy urządzają w kinach prawdziwy festiwal horroru. Większość tych tytułów rozpływa się w pamięci jeszcze przed końcem wakacji – zamienia w bezkształtną gatunkową breję, którą trudno odróżnić od innych straszaków. Czasem z tej taśmy produkcyjnej wyłania się jednak coś odrobinę żywszego. Film, który spod płaszczyka jump scare’ów mruga do widza jakimś autorskim błyskiem. Gdzie na tym krajobrazie plasuje się "Obsesja"?

Inde Navarrette, Michael Johnston
  • Focus Features

Curry Barker w amerykańskim internecie znany jest jako połowa komediowego duetu prowadzącego na YouTubie kanał "That’s a bad idea". Razem z Cooperem Tomlinsonem przez lata wrzucał tam skecze balansujące między żenującym prankiem a absurdalnym performansem. W 2024 roku duet postanowił przerzucić tę energię do pełnego metrażu. Tak powstało "Milk & Serial", found footage nakręcone za absurdalnie niski budżet ośmiuset dolarów. Film nie dostał kinowej dystrybucji, więc Barker i Tomlinson wrzucili go po prostu na swój kanał. Internet zrobił swoje i projekt rozniósł się po jego rubieżach. Krytycy okazali się zaskakująco przychylni, a twórcy trafili na radar większych graczy. "Obsesja" jest więc już projektem twórcy po chrzcie bojowym, coraz wyraźniej próbującego wyjść poza internetową tożsamość.

Jego drugi film zaliczył już pełnoprawne festiwalowe życie. Premierowo pokazano go w sekcji Midnight Madness na zeszłorocznym MFF w Toronto, gdzie zdobył drugą nagrodę publiczności. Prawa dystrybucyjne błyskawicznie zakupiło Focus Features, a do listy producentów wykonawczych dopisał się nie kto inny jak Jason Blum. Jego firma wydawała się zresztą nieuniknionym kierunkiem dla Barkera. Nikogo nie dziwi więc, iż ten szykuje pod szyldem Blumhouse już kolejny projekt, wylądował też przy nowej odsłonie "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". Sprawnie udało mu się więc przejść do innej ligi.

Michael Johnston, Megan Lawless, Cooper Tomlinson
  • Focus Features

Bear, spiritus movens "Obsesji", jest dokładnie takim bohaterem, jakiego horror kocha najbardziej – nieco nijakim everymanem dryfującym przez życie bez celu, charakteru i specjalnych ambicji. Pracuje w sklepie muzycznym, wzdycha do przyjaciółki z dzieciństwa i nie potrafi wydusić z siebie wyznania, choćby gdy ta pyta go wprost, sugerując, iż prawdopodobnie zareagowałaby na nie entuzjastycznie. Nikki z kolei funkcjonuje początkowo jak klasyczna dziewczyna z sąsiedztwa: ciepła, śliczna, zabawna i odrobinę zbyt idealna, by mogła być prawdziwa. Do paczki dołączają jeszcze Ian i Sarah, którzy wsuwają co jakiś czas kij w te niekoniecznie najlepiej naoliwione szprychy między głównym duetem. Sekrety wypływają na powierzchnię, układy się przesuwają, a relacyjne konfiguracje zaczynają coraz bardziej smakować telenowelą.

Podczas jednej z imprez Bear wypowiada na głos pragnienie, by Nikki pokochała go najmocniej na świecie – Barker sięga po motyw znany z literatury od Goethego przez Wilde’a po Jacobsa – i wtem spełnione marzenie staje się przekleństwem. Uczucie Nikki zaczyna puchnąć, rozlewać się po ekranie i mutować w coś potwornego. Dziewczyna zamienia się w emocjonalnego pasożyta, groteskową manifestację wszystkich romantycznych fantazji Beara. Wątek ten odkrywa największy atut filmu, ten błysk, o którym mowa na początku. Rolę Inde Navarrette będę pamiętać jeszcze długo po seansie. Aktorka z banalnej dziewczyny z sąsiedztwa przechodzi w stronę histerycznego monstrum, jakby Isabelle Adjani z "Opętania" nagle trafiła do współczesnego wakacyjnego horroru. Navarrette świetnie balansuje między komediowym przerysowaniem a autentycznie niepokojącą desperacją. Jako materializacja męskiej fantazji o byciu kochanym bezwarunkowo, która bardzo gwałtownie okazuje się czymś dusznym, lepkim i zwyczajnie obrzydliwym, wypada nad wyraz charyzmatycznie. Dobrze wiedzieć, iż po zeszłorocznej świetnej kadencji Sophie Thatcher kolejna młoda aktorka rozwija skrzydła w kinie grozy.

Inde Navarrette, Michael Johnston
  • Focus Features

Po premierze filmu reżyser opowiadał, iż oprócz niezręczności wyznania uczuć zainteresowała go przypadkowość przyjacielskich relacji. "Obsesja" działa najlepiej właśnie wtedy, gdy przypomina przewrotny komediodramat o grupie znajomych, którzy grają przed sobą lepsze wersje samych siebie, ochoczo wstępując do teatru relacyjnych pozorów. Horror wyrasta tutaj nie – jak mogłoby się wydawać po rolach, w jakie wtłoczeni są bohaterowie – z feministycznego manifestu, ale ze zwyczajnego ludzkiego lęku przed szczerością. Każdy coś ukrywa. Każdy manipuluje. Po prostu wszyscy kłamią, jak to powtarzał pewien serialowy lekarz.

Barker oczywiście nie odkrywa gatunku na nowo. "Obsesja" jest zszyta z wielu dobrze znanych pomysłów i horrorowych patentów. Ostatecznie jednak działa zaskakująco sprawnie jako letnie nocne szaleństwo. Trochę obrzydza, trochę bawi, flirtuje z kampem. To horror, który doskonale wie, iż jego naturalnym środowiskiem nie jest raczej przyszły filmowy kanon, tylko rozgrzana sala kinowa pachnąca popcornem i colą.
Idź do oryginalnego materiału