Uczestniczka "MasterChefa" rozpłakała się na środku jarmarku w Warszawie. Powód zaskakuje

gazeta.pl 41 minut temu
28 listopada influencerka Natalia Maszkowska opublikowała w sieci nagranie z jarmarku bożonarodzeniowego w Warszawie. Miała jasne wnioski.
Natalia Maszkowska zyskała popularność dzięki udziałowi w programie "MasterChef". Oprócz tego prowadzi także kulinarne profile w mediach społecznościowych. W sierpniu influencerka podzieliła się z obserwatorami swoimi wrażeniami z pobytu w Kołobrzegu. Była zaskoczona tym, iż za wejście na molo trzeba zapłacić dziewięć złotych. "Ja chyba śnię… molo w Kołobrzegu jest płatne? Czy mi się przewidziało? Zastanawiałam się, czy to nie jest czasami żart… ale otóż nie" - pisała Natalia Maszkowska na Facebooku. Teraz udostępniła nagranie o tytule: "Czyli jak popłakałam się na jarmarku w Warszawie".

REKLAMA







Zobacz wideo Jarmak w Krakowie. Tyle trzeba zapłacić



Natalia Maszkowska już poczuła święta. "Bardzo się cieszę"
Natalia Maszkowska postanowiła przetestować dania serwowane na warszawskim jarmarku bożonarodzeniowym. Wcześniej próbowała potraw we Wrocławiu, o czym przeczytacie tutaj. Zdaniem influencerki na uwagę zasługiwał barszcz czerwony. - Pan robi go codziennie, był naprawdę dobry i kosztował 15 złotych. Sam jarmark na pewno wizualnie nie jest tak ładny, jak we Wrocławiu, nie ma tak świątecznego klimatu, więc na osłodę miód na ciepło - mówiła. Smakowała jej także pajda z chlebem. - Bardzo się cieszę, iż była opcja zamówienia połowy pajdy, więc wzięłam sobie wszystkie dodatki i zapłaciłam 12 złotych. Chleb był idealnej grubości, a ten smalec w porównaniu do wrocławskiego to jest przepaść - mówiła. Pochwaliła także gorącą czekoladę za 19 złotych oraz sezonową herbatę w tej samej cenie.








Natalia Maszkowska skrytykowała pierogi. "Ciasto było stanowczo za grube"
Influencerka nie kryła rozczarowania pierogami. - Kosztowały 32 złote, farsz był dobry, ale niestety ciasto było stanowczo za grube. Nie były to złe pierogi, ale też nie były dobre - mówiła. Najbardziej negatywnie zaskoczył ją omlet cesarski. - Wszystko, ale dosłownie wszystko było jednym wielkim gotowcem. Omlet kosztował 29 zł, chociaż z karty ściągnięto mi 32 zł, ale mam nadzieję, iż to był przypadek - mówiła. Wizyta na warszawskim jarmarku zakończyła się płaczem influencerki. Dlaczego? - Bo jestem z Wrocławia i na ten moment wrocławski jarmark jest najgorszym jarmarkiem w Polsce - skwitowała.
Idź do oryginalnego materiału