Uciekaj od niego: Mroczna tajemnica idealnego Romana, zakazana biel i platynowe włosy, zamknięte drz…

newsempire24.com 4 dni temu

Uciekaj od niego

O, cześć, przyjaciółko! Malwina przysiadła na krześle obok Sylwii. Dawno się nie widziałyśmy! Jak życie?

Cześć, Malwina odpowiedziała Sylwia nieco ospale. Wszystko w porządku.

To czemu unikasz mojego wzroku? Malwina przyjrzała się jej badawczo. Znowu Wiktor coś nawywijał? Tym razem co wymyślił?

Oj, nie rób dramy Sylwia przewróciła oczami, żałując chyba, iż w ogóle weszła do tej kawiarni. U mnie spokój. U nas z Wiktorem jest bajka idealny chłopak, serio. Skończmy ten temat, dobra?

Lekceważąc oburzoną koleżankę, wyszła, zostawiając niedojedzone eklerki. Szczerze mówiąc, nie miała już ochoty nikogo słuchać, naiwnie przekonana, iż inni jej po prostu zazdroszczą.

A Wiktor był taki No świetny. Przystojny, bogaty, troskliwy. Tylko miał swoje, hmmm, dziwne zasady. Na przykład zabronił Sylwii farbować włosy na jasny blond.

Od tego zaczęła się ich pierwsza poważna kłótnia. Mało brakowało, a rozeszliby się wtedy. O takie głupstwo!

Poszła raz Sylwia do fryzjera, kumpel fryzjer przekonywał ją, iż powinna zostać blondynką. Uległa i wróciła do domu z platynowymi lokami.

Wiktor aż pobladł ze złości. Rzucił w nią książką, którą do tej pory czytał spokojnie na kanapie. Wylał na nią potok przykrych słów i żądał, by natychmiast się przefarbowała. Bo blondynek w jego mieszkaniu nie będzie.

Cicho pochlipując, Sylwia pobiegła do najbliższego salonu. Stylistka próbowała ją namówić, żeby tego nie robiła, bo nowy kolor naprawdę jej pasował, ale gdy Sylwia się rozryczała, od razu ją przefarbowała.

Wiktor tylko pokiwał wtedy głową z samozadowoleniem. Następnego poranka podarował jej drogi naszyjnik w ramach zadośćuczynienia.

Poza tym Sylwia nie mogła chodzić w bieli. Czerwony, niebieski, zielony każdy byle nie biały. Kiedyś dla żartu spytała Wiktora, jaki kolor będzie miała jej suknia ślubna, ale dostała tak dziwne spojrzenie, iż odechciało jej się pytać o cokolwiek.

Uciekaj od niego powtarzała wtedy Malwina. Uciekaj i nie patrz wstecz! Dziś nie wolno ci nosić białego, a jutro? Może nie pozwoli ci wychodzić z domu? Obojętnie, jak wspaniały jest, powinnaś sobie poszukać kogoś normalniejszego.

Każdy ma swoje dziwactwa tylko wzruszała ramionami Sylwia. My podchodzimy poważnie do relacji. choćby zdecydowaliśmy się na dziecko. Wiktor bardzo chce dziewczynkę. Już ma dla niej imię Gizela. A ty gadasz: uciekaj.

****************************************

Szkoda, iż nie posłuchała koleżanki. Bo miała ona rację w kwestii dziwności Wiktora. I Sylwia już niedługo miała okazję się o tym przekonać.

Był w ich mieszkaniu pokój, do którego Sylwia nie miała wstępu. Nigdy nie był otwarty. Kiedyś zapytała ze śmiechem:

Ty przypadkiem nie jesteś potomkiem Sinobrodego?

Bez obaw uśmiechnął się krzywo Wiktor. Nie trzymam tam ciał byłych żon.

Na tym rozmowa o zakazanym pokoju się skończyła. Do czasu, gdy los sprawił, iż Sylwia zerknęła tam przez szparę. Wróciła z zajęć wcześniej wykład odwołano przez nieobecność profesora. Wiedziała, iż Wiktor jest w domu, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Przechodząc koło zamkniętych drzwi, usłyszała coś jak odgłos rozmowy. Ostrożnie popchnęła uchylone drzwi. To, co zobaczyła przez szczelinę, przeszyło ją na wskroś.

Na całej ścianie wisiał portret dziewczyny. A przed nim klęczał Wiktor.

Dziewczyna na malowidle uśmiechała się rozpromieniona i wyciągała do kogoś ręce. Była bardzo podobna do Sylwii śmiało można by je uznać za siostry, odróżniał je tylko kolor włosów. Nieznajoma była jasną blondynką.

Jeszcze tylko trochę, Gizela Jeszcze trochę i będziemy razem powtarzał Wiktor. Sylwii zrobiło się żal i była gotowa wejść i wszystko mu wykrzyczeć, ale wtedy zatrzymały ją następne zdania:

Ona urodzi mi dziewczynkę, na pewno urodzi. I wtedy twoja dusza wskoczy do tego małego ciałka. Znów będziemy razem. Będę się tobą opiekował, a kiedy dorośniesz, znów się pokochamy.

Psychol! przemknęło jej przez myśl i uciekła, ledwo powstrzymując szloch. Koleżanki miały rację świętą rację! Ale co teraz? Jak uciec od szaleńca, gdy naprawdę jest w ciąży? Za wcześnie by coś rozsądzać, ciąża dopiero się zaczyna.

Rodzina daleko, poza Malwiną żadnych bliskich przyjaciół. Właśnie do niej pojechała.

Nie miałam pojęcia, iż Wiktor to taki świr szeptała zdezorientowana Sylwia, zaciskając nerwowo pięści. Gdybym tego nie zobaczyła na własne oczy

Uspokój się Malwina podała jej szklankę wody, Sylwia wypiła bez słowa. Musisz sama zdecydować, co zrobić. Zostaniesz z nim?

Nigdy w życiu! pokręciła głową. Boję się o siebie i dziecko krzywo się uśmiechnęła. Teraz rozumiem, czemu nie mogłam być blondynką i nosić bieli. Wyglądałabym do niej za bardzo podobnie.

Dobrze, iż się dowiedziałaś przed ślubem przyznała przyjaciółka. O dziecku mu jeszcze nie mówiłaś?

Chciałam zrobić niespodziankę

No to świetnie. Powiesz, iż kogoś poznałaś i wyjeżdżasz z nim. Malwina westchnęła ciężko. Chyba najlepiej, jeżeli wrócisz do domu. Przepiszesz się na lokalny uniwersytet, dokończysz studia. Najważniejsze: daleko od niego.

Tak chyba zrobię.

*****************************************

Ostatnie sześć miesięcy były dla Sylwii wyjątkowo trudne. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. Przeprowadzka, rozmowa z rodzicami Przez dziecko musiała rzucić studia na aborcję nie miała odwagi, bo przecież dzieciątko niczemu nie zawiniło. A dokładnie dziewczynka, właśnie takiej pragnął Wiktor.

O dziwo, Wiktor puścił Sylwię wolno bez oporów, ledwie wspomniał, żeby “za dużo nie gadała”. choćby nie spytał dokąd jedzie; jakby nie obchodziło go to zupełnie.

Sylwia czasem zastanawiała się, czy nie popełniła błędu, zostawiając Wiktora i na dodatek nic nie mówiąc o dziecku. Te rozterki przyszły i tego wieczoru, gdy położyła małą Gizię spać, stała przy oknie i rozmyślała.

Nagle zadzwonił domofon. To kurier przyniósł zamówioną pizzę. Sylwia nigdy nie umiała gotować. Po szybkim posiłku zamierzała usiąść do książek serio planowała wrócić na studia.

Literki wirowały jej przed oczami, głowa zaczęła się kręcić Sięgnęła po telefon, by zadzwonić po karetkę, ale ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Nie mogła się choćby poruszyć. Zanim straciła przytomność, zobaczyła Wiktora tulącego nowo narodzoną córkę.

***********************************************

Sylwia obudziła się w szpitalu. Mama akurat postanowiła ją odwiedzić w samą porę.

Policja próbowała odnaleźć dziecko, ale bez skutku. Wiktor z zaginioną malutką Gizią, przepadł jak kamień w Wiśle.

Dopiero po paru latach bezsilnej żałoby Sylwia dostała malutki ślad zdjęcie, na którym Wiktor przytula śliczną, jasnowłosą dziewczynkęCisza rozlała się w mieszkaniu Sylwii jak zimna mgła. Dni mijały w zawieszeniu, niosąc ból i niepewność. Każda wiadomość o odnalezieniu dziecka gdzieś w kraju sprawiała, iż świat na moment zwalniał, by zaraz znów roztrzaskać się o rozczarowanie. Policja wypytywała, sąsiedzi szeptali, Malwina płakała w ukryciu, a Sylwia zamieniała się w cień samej siebie.

Czas płynął, ale nie leczył. Jednak pewnego popołudnia, podczas rutynowej wizyty u psychoterapeutki, Sylwia po raz pierwszy odważyła się wypowiedzieć słowa, których dotąd nie potrafiła z siebie wydobyć:

Wiem, iż on się kiedyś potknie. I wiem, iż muszę żyć dla Gizeli i siebie. Nie pozwolę, by jej los był powtórką z życia tamtej blondynki z portretu.

Zamiast zamknąć się w żalu, postanowiła działać. Zaangażowała się w pomoc kobietom, które podobnie jak ona uciekły od niebezpiecznych związków. Rozmawiała z policją, prawniczką, tworzyła profil Gizeli na międzynarodowej liście osób zaginionych. Stała się głosem nie tylko dla własnego dziecka, ale też dla innych matek, które żyły w cieniu przemocy.

Lata mijały, a zdjęcia Gizeli co roku pojawiały się na plakatach: “Poszukiwana”. I chociaż czułość matczynego serca bolała, Sylwia potrafiła patrzeć w lustro bez lęku. Wiedziała, iż wszystko, co w niej było najodważniejsze, przekazała swojej córce choćby jeżeli los rozdzielił je na długo. Nadzieja żyła w każdym drobnym geście, uśmiechu, zbiórce czy wiadomości od innej uratowanej kobiety.

I w końcu, wiele lat później, gdy Sylwia niemal pogodziła się z tym, co nieodwracalne, usłyszała w radiu wiadomość: w małym niemieckim miasteczku odnaleziono nastolatkę bez dokumentów, mówiącą płynną polszczyzną i noszącą na szyi wisiorek z wyrytym imieniem Gizela.

Zanim Sylwia zdążyła przyjąć to do siebie, łzy już płynęły jej po twarzy. Część bólu odeszła, a w sercu zapłonęła iskra, która przez tyle lat nie gasła mimo wichrów i burz: nadzieja.

Bo choć życie potrafi być labiryntem, w którym łatwo zgubić samego siebie, dla matki każdy zakręt prowadzi z powrotem do dziecka. Sylwia znów mogła uwierzyć, iż choćby zza największego mroku można odnaleźć światło i wrócić do życia.

Idź do oryginalnego materiału