Beta Vulgaris – recenzja książki. To dopiero jest schiza

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Odcięta od świata miejscowość, przemysłowa sceneria, brak perspektyw i hasło „surrealistyczny koszmar”. Czego chcieć więcej? Tyle wystarczyło, żebym sięgnęła po Beta Vulgaris. Teraz stwierdzam jednak, iż to „więcej” by się jednak przydało.

Wiecie, co to znaczy Beta Vulgaris? To burak zwyczajny, oczywiście po łacinie. Elise i Tom, spłukana para, jadą pracować przy zbiorze buraków, bo potrzebują pieniędzy na czynsz w Nowym Jorku. Zimno, ciemno – bo pracują na nocne zmiany – nieprzyjemnie, a wokół podobni ludzie z sukcesami, jak i oni. A do tego ludzie zaczynają znikać…

Po lekturze tej książki mam w głowie hasło fever dream. Przede wszystkim, Elise jest kobietą z problemami. Chroniczny brak pieniędzy to najbanalniejszy z nich. Od czego zacząć? Niska samoocena, patologiczna potrzeba bycia lubianą, zaburzenia odżywiania, w zasadzie choćby skłonności samobójcze. Jej chłopak, Tom, pasuje do niej jak pies do jeża. Z bogatego domu, rzekomo „żyje za swoje”, chociaż to rodzice spłacają jego karty kredytowe. Między nimi unosi się aura, iż Elise ciągnie Toma w dół.

Narracja przypomina mi nieco Żółwie aż do końca Johna Greena. Głupie, ale bardzo pourywane ciągi myślowe Elise czyta się lekko, ale z pewnym napięciem. To niekończąca się spirala jej wątpliwości. I to jeszcze zanim pojawiają się buraki.

Przechodzimy do sedna Beta Vulgaris. Buraki są tutaj pełnoprawnym bohaterem i jest to koncepcja szalenie ciekawa, ale dziwaczna w wykonaniu. Nie mamy pojęcia, czy psychodeliczne zdarzenia dzieją się naprawdę, czy to wytwór udręczonej psychiki Elise. Buraki są bytem, który przemawia, nawołuje Elise do różnych działań, a do tego pociąga seksualnie. To, iż oczy kochanka w oczach Elise zmieniają się w buraki to jedno. To, iż dziewczyna zaczyna aktywnie wyprawiać z nimi różne akcje erotyczne, to coś innego.

Ta opowieść to jedna z pozycji tak dziwnych, iż aż atrakcyjnych. Naprawdę głowiłam się, czy Elise nie jest przypadkiem perfekcyjnym niewiarygodnym narratorem. Z drugiej strony jej seksualne fantazje związane z maszyną do przerzucania buraków to było mocne wyzwanie dla mojej własnej psychiki.

Czy Beta Vulgaris warto przeczytać? Jest w tej książce iskra szaleństwa, która się sprawdza. Czyta się to gwałtownie i lekko, chociaż czasem z marszczeniem brwi. Ale o ile celem jest zagłębienie się w zaburzenia psychiczne, to muszę przyznać, iż przyćmiewają to buraki. Czasami jest po prostu zbyt dziwnie – ale to też pewna zaleta książki.

Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Insignis. Dziękujemy!

Fot. główna: Kolaż z użyciem okładki.

Idź do oryginalnego materiału