– Bogna, przestań już udawać, iż jesteś nieszczęśliwa, porozmawiajmy spokojnie i wyjaśnijmy wszystko.
Cokolwiek wymyślisz, zapewniam, nic strasznego się nie stało. Nie jesteśmy już pięcioletnimi dziećmi, żeby
Głos męża zza drzwi pokoju dziecięcego sprawił, iż Bogna i dziesięcioletni syn Szymon spojrzeli na siebie i jednocześnie potrząsnęli głowami.
– Wiesz, nienawidzę go, bo ciągle wszystko przewraca, tak jakbyśmy się po prostu zbytnio martwili. rzucił, nie zdając sobie sprawy, iż właśnie powtarza myśli Bogny.
Zgodnie skinęła głową synowi, osiadła wygodniej na kanapie i włożyła słuchawki, by nie słyszeć łagodnego, ale jednocześnie napomnianego tonu dochodzącego zza drzwi.
To właśnie ten ton przyciągnął ją kiedyś do Władysława. Wydawało się, iż mężczyzna rozwiąże każdy konflikt dyplomatycznie.
Jednak w jego rozumieniu dyplomacji kryło się zagarnąć wszystko pod siebie i swoje interesy, przedstawiając drugą stronę jako histeryczną, niepoważną.
Gdy Bogna jeszcze tolerowała takie sztuczki dla dobra wspólnego dziecka, nie mogła wytrzymać, iż tak traktuje własnego syna.
Urodziny Szymona, które minął w zeszłym tygodniu, pokazały, iż Władysław równie lekceważy własne obowiązki rodzicielskie.
Można było tłumaczyć, iż Bagienny poświęcał się matce i siostrze, ale takie podejście do własnego syna było nie do przyjęcia, choćby dla tak cierpliwej i podporządkowanej natury Bogny.
Ustalili termin przyjęcia już miesiąc przed datą. Zarezerwowali stolik w ulubionym bistro z przytulną salą zabaw, zaprosili trzech najlepszych przyjaciół Szymona wraz z ich rodzinami, ustalili menu i zamówili tort.
Co mogło pójść nie tak? Najgorszy scenariusz ktoś z gości zachorował i nie przyjechał. Byłby to niewygodny incydent, ale wszyscy rozumieją taką sytuację i nie ma pretensji.
Gdyby jednak zachorował sam solenizant, stracilibyśmy jedynie część wpłaconych pieniędzy na rezerwację, a tort najpewniej podzielono z gośćmi.
Szymon cieszył się dobrym zdrowiem, więc taka awaria nie zdarzyła się, a goście od rana potwierdzili przybycie punktualnie jak zegar.
Jedynie Władysław, kiedy cała rodzina szykowała się do wyjścia, odebrał telefon od siostry i natychmiast przebrał się w nieformalne ubrania.
– I gdzie myślisz, iż się wybierasz? zapytała Bogna, a w jej głosie słychać było całą historię ich małżeńskich napięć.
W ich związku Władysława trzy kobiety matka, siostra i Bogna zajmowały kolejno miejsce w hierarchii, od najwyższego do najniższego.
Nie był to pierwszy raz, gdy mąż poświęcał wolny dzień, pomagając matce w ogródku lub idąc z nią na zakupy. Gdy matka nie potrzebowała pomocy, wkraczała siostra, licząca na brata przy pracach domowych.
Na początku Bogna uważała tę troskę za znak szacunku i gotowości do spełniania życzeń bliskich. Jak mężczyzna traktuje matkę, tak będzie się zachowywał z żoną, myślała.
Okazało się, iż to mit. Gdy Władysław biegał po mieście, spełniając prośby krewnej, w jego własnym domu cieknęły krany, skrzypiały zawiasy, a inne naprawy czekały na wykonanie. Bogna, zmęczona obietnicami zrobię to jutro, zaczęła wynajmować fachowców.
Władysław poczuł ulgę, gdy przestał być zasypywany prośbami. Bogna przyzwyczaiła się do jego nieobecności i zaczęła czerpać przyjemność z samotności.
Ostatnio mąż narzekał, iż ona stała się wobec niego chłodna i obojętna. Bogna zaś nie widziała potrzeby reagowania, bo i tak jego obecność była krótkotrwała. Gdy telefon zadzwonił, odpowiadał: Tak, mamo, już jadę, a potem znikał z pola widzenia.
Zamiast rozmawiać, wolała zrobić coś przyjemnego dla siebie podwiązać szalik albo obejrzeć ulubiony serial, co dawało jej lepszy nastrój niż małżeńska rozmowa.
Jednak w dniu urodzin Szymona, kiedy Władysław znowu miał iść do siostry, Bogna nie mogła już dłużej wytrzymać. Najbardziej obraziło ją to, iż najpierw wymyślił wymówkę o przeprowadzce siostry i natychmiast odrzucił istotny dzień dziecka.
Bogna po raz pierwszy podniosła głos, wykrzykując z serca, iż ma tydzień, by zdać sobie sprawę z błędów i naprawić krzywdę. Ten tydzień poświęciła na przemyślenia i przygotowanie się do podjęcia decyzji.
Rozwód był dla niej trudny i nie do przyjęcia na podświadomym poziomie. Gdyby była odważniejsza, rozstałaby się już po pierwszej nocy poślubnej, kiedy Władysław spędzał poranek przy telefonie z matką.
Mimo iż przez osiem lat kilka się ze sobą widzieli, Władysław płacił alimenty, a raz w roku pojawiał się na urodzinach Szymona, często spóźniony. Chłopak przyzwyczaił się do braku ojca, a dopiero po osiemnastym roku życia znów poczuł potrzebę kontaktu.
Wtedy Władysław wymyślił kolejne pretensje: Mogłaś załagodzić nasze relacje, wyjaśnić Szymonowi, iż oboje rodzice są ważni.
Bogna odpowiedziała: Masz osiem lat, żeby naprawić to, co zniszczyłeś, a Ty tylko pogłębiasz przepaść.
– Po co mam się zajmować Twoją rolą w życiu syna? odparła, a jej ton był już nieugięty.
Władysław bronił się: Miałem inne sprawy, oprócz wychowania dziecka, wiesz o tym. Mam jeszcze mamę i siostrę.
– Idź więc do nich, niech pomogą Ci w kontaktach z Szymonem, a mnie zostaw w spokoju odrzekła, zamykając drzwi przed jego nosem.
Wieczorem Szymon podszedł do matki i rzekł:
– Mamo, zamknąłem tę sprawę.
– Jaką? spytała.
– Ojciec zaprosił mnie na urodziny za tydzień, a ja miałem koncert z Julią. Julia to ta z niebieskimi włosami, co ciągle chodzi w naszej firmie.
– I co on zrobił? dopytała.
– Zrobił, iż jest obrażony, bo stawiam Julię wyżej niż niego. Mówiłem, iż możemy się przywitać innym dniem, ale on nie chce.
– Pamiętasz, iż nie zapominajmy przeszłości, ale nie warto żyć w żalu odparła Bogna.
– Dlaczego tak go znosiłaś do dziesięciu lat? zapytał.
– Bo bo myślałam, iż to jedyny sposób, żeby przetrwać, odrzekła, a przywołane wtedy powody wydawały się dziś błahe.
Jednak dzięki zaniedbaniu ze strony męża wobec własnego syna, Bogna w końcu zrozumiała, iż nie może dłużej tkwić w związku, w którym jej potrzeby i potrzeby dziecka są ciągle pomijane. Uświadomiła sobie, iż życie z Władysławem, jego matką i siostrą, byłoby jedynie ciągłym kompromisem, a nie prawdziwą rodziną.
Rozwód dał jej wolność i możliwość budowania własnego życia, a Szymon, choć początkowo zraniony, odnalazł w sobie siłę, by samodzielnie kształtować swoją przyszłość.
Tak powstała lekcja: nie warto rezygnować z własnej wartości i szczęścia dla kogoś, kto nie potrafi dostrzec, iż rodzina to nie lista obowiązków, ale wzajemny szacunek i troska.









