Tydzień przed Dniem Kobiet wybiegłam z sali sądowej we łzach – w uszach brzmiało tylko zdanie: „Nie jesteście już mężem i żoną”. Za co spotkało mnie takie cierpienie? Dlaczego on mnie zostawił po tylu latach miłości, by zamieszkać z rodzicami i zapomnieć o własnym dziecku?

newsempire24.com 10 godzin temu

Na tydzień przed Dniem Kobiet niemal wybiegłem z sali sądowej, ledwo widząc cokolwiek przez łzy. W uszach dźwięczało mi jedno zdanie: nie jesteście już małżeństwem. Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Za jakie winy dostałem taką karę?

Ożeniłem się mając zaledwie 18 lat. Miłość rozpaliła nas do granic, każda noc bezsenna, emocje jakbym nie chodził po ziemi, tylko szybował nad nią. Przez pięć lat byłem autentycznie szczęśliwy. Każdego dnia żona starała się mnie zadowolić na wszelkie możliwe sposoby rano szykowała śniadanie do łóżka, gotowała tylko moje ulubione potrawy, a nasz dom zawsze lśnił czystością.

Niestety, teściowie nigdy mnie nie zaakceptowali. Ciągle powtarzali, iż ich córka zasługuje na kogoś lepszego i iż znajdą jej lepszego męża. Wyraźnie oddziaływało to na moją żonę z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej zdystansowana i krytyczna.

Nasz synek miał wtedy pięć lat początkowo byłem dla niego całym światem, rozpieszczałem, jak tylko potrafiłem. Z czasem jednak i do niego zacząłem odnosić się chłodno. Podejrzewam, iż to znów wpływ teściów, którzy zaczęli powątpiewać, czy dziecko jest naprawdę moje (choć chłopak był do mnie bardzo podobny). Żona coraz częściej bywała u rodziców, niemal tam zamieszkała. Kiedy wracała do domu, zawsze była rozdrażniona i obarczała mnie pretensjami. Ja, mimo wszystko, starałem się dbać o siebie, o synka i o dom.

Pewnego popołudnia żona, w ogromnych emocjach, uderzyła mnie. Ciężko mi było pojąć, iż coś takiego w ogóle miało miejsce. Wciąż jednak łudziłem się, iż jakoś razem przez to przejdziemy. Niestety, niedługo potem żona oznajmiła, iż ma już dosyć tego wszystkiego i chce odejść. Zostawiła mnie samego z synem. Błagałem, by jeszcze dała szansę naszej rodzinie, ale nie chciała słuchać.

Nadal ją kochałem i nie potrafiłem sobie wyobrazić życia bez niej choćby już po rozwodzie. Przesyła mi niedużą kwotę alimentów na dziecko i z uporem maniaka żąda dowodów na każdy wydany grosz. choćby gdy kupię zwykły chleb, muszę zrobić zdjęcie paragonu i wysłać przez internet. Doszło do tego, iż muszę prosić ją o pieniądze na nasze wspólne dziecko, choć nie czuje się odpowiedzialna, by coś dołożyć.

Moja była żona rzadko odwiedza synka, a jeżeli już, to sporadycznie zabierze go na jeden czy dwa dni. Nasz syn odczuwa jej chłód i nie chce się z nią widywać. Przypisuje mi winę za to, iż chłopak nie chce z nią rozmawiać twierdzi, iż go nastawiam przeciwko niej. Ja sam nie umiałem się pozbierać po naszym rozstaniu i nieraz łzy same płynęły mi po twarzy. Odkąd została sama, zupełnie się zmieniła; schudła, popadła w depresję, a bywało, iż wyładowywała złość na synku, choć potem tego żałowała.

Jak żyć dalej, gdy serce pęka na kawałki? Codziennie zaglądam na profile byłej żony w internecie, śledzę jej nowe życie. W ten sposób dowiedziałem się, iż planuje ponownie wyjść za mąż to tylko pogłębiło mój smutek.

Rozumiem już, czemu tak rzadko nas odwiedza i dlaczego nasz syn się do niej zraził. W głowie wiem, iż to już koniec naszej historii, ale serce nie może tego przyjąć. Musiałem wszystko opisać, by sam zrozumieć: życie wymaga, by umieć odpuścić i zacząć jeszcze raz, choćby od zera. To jedyny sposób, by kiedyś poczuć spokój.

Idź do oryginalnego materiału