Tur, tur, tur

filmweb.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: plakat


O trzeciej wizycie w Adamczysze możemy już chyba powiedzieć, iż jest jak odwiedziny u starych znajomych. Razem przeszliśmy sporo. Na początku było zauroczenie i zachwyty, później lekki zawód, za którym przyszło otrzeźwienie (i bolesna świadomość, iż do ideału zawsze było daleko). Dziś jednak Adamczewscy mają stałe miejsce w naszych sercach. Wciąż żywimy nadzieję, iż czymś nas jeszcze zaskoczą.

Trudno, by było inaczej. Oglądając serial tria Buchwald-Kądziela-Rużyłło, rozpoznajemy niemające daty ważności narodowe fetysze i wady, podśmiewamy się z nazbyt ostrych przekonań i światopoglądowych ubytków rodaków. W skojarzeniach, językowej wrażliwości i myśleniu to serial polski do granic polskości. Również w trzecim sezonie egotycy-sarmaci budzą skojarzenia z nam współczesnymi, ale podważanie siedzących nam w głowach stereotypów idzie twórcom równie dobrze.

Andrzej Kłak
  • Netflix
  • Jarosław Sosiński

Tym razem tematem i źródłem problemów dla bohaterów z adamczewskiej rodziny jest ich własna tożsamość. Jak się bowiem okaże, autoidentyfikacji mogą przeczyć fakty, wiedza o sobie może być narzucona i niechciana, a wtedy rodzi się konflikt: konflikt wewnętrzny i (skoro wokół tyle nierówności) konflikt interesów. Co, jeżeli to nie żupan zdobi człowieka, a chłop szlachcicowi – tfu, tfu – równy?

W ośmiu premierowych odcinkach bohaterowie na rozmaite sposoby obalą prawdy o sobie. Jedni okażą się kimś sobie obcym. Obok tych, którzy boleśnie odczują skutki utraty własnej tożsamości, będą ci, którzy po łebkach stworzą jej wersję demo. Jeszcze inni postawią na szali wszystko, by stać się swoim przeciwieństwem. Może jednak nie powinniśmy mieć szczególnych wymagań wobec Adamczewskich, skoro w tym świecie krwiożerczy kozacy okazują się pocieszną autopodróbką, sam król zaś to figurka w rękach mądrzejszych od siebie. "1670" jest satyrą o podziałach, w której to nie klasa społeczna, ale umiejętność wejrzenia w głąb siebie nadaje człowiekowi wartość... a czasem czyni wolnym.

Martyna Byczkowska
  • Netflix
  • Jarosław Sosiński

Świadomość tego, na jak rozmaite sposoby twórcy rozgrywają ów temat, wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Możemy się kłócić o skuteczność poszczególnych żartów lub zawodzić nad tendencją spadkową ich ogółu, a mimo to komediowa wielokształtność "1670" budzi we mnie podziw i czyni z serialu rodzaj gatunkowego katalogu, który chce się przeglądać: z doskoku, fragmentarycznie, ale znowu i znowu. Bo "1670" to (owszem, wysokobudżetowy i zaopatrzony w cyfrowe efekty) improwizowany teatrzyk: suma fabularnej umowności i inscenizacyjnego skrótu. Choć konstrukcja omyłek i przeciąganych nieporozumień bywa tu koronkowa, poszczególne wątki działają na korzyść komedii omyłek, to Deus ex machina robi tu podwójny etat, postacie popycha się ku cliffhangerom, by jakiś czas później pokazać, iż dawno bezpiecznie wylądowały, a światem przedstawionym nie rządzą żelazne zasady. Trudno się do tej umowności przekonać, ale bez niej trudno byłoby o taką rozmaitość komediowych metod. A to jest właśnie największy atut w rękach twórców.

Znów dostajemy więc współczesność w kostiumie historycznym. Obok wariacji messengerów, barberów, słuchowisk czy grilla przednią radochę daje zabawa historią i popkulturą. Zabawa w cytaty kojarzy wyzwania polskiej myśli technicznej z wyczynami z polsatowskiego "Armageddonu", wymierająca fauna Rzeczypospolitej przypomina o "Parku jurajskim", dostajemy też genezę szlachty à la Kubrick. Kopalnia inspiracji nie ma tu dna: od Wajdy po Babiarza, od "Gry o tron" po "Stowarzyszenie umarłych poetów".

Ewelina Zawada, Kirył Pietruczuk
  • Netflix

Dodajmy do tego smaczki: liczne cameo czy scenografię z rekwizytami, przy których żal mrugać ("Atlas polskich wąsów"). Choć konsternacja jest wpisana w tutejszy humor, żart słowny bywa wybitny. Nie byłoby komedii bez tej obsady. Gdy Zofia (Katarzyna Herman) mówi szczerze w gościach, iż jej nie smakuje, ręce składają się do oklasków. Bartłomiej Topa powinien prawnie zastrzec wyrażające oniemiałość "Hoo" (skoro "Hop, hop, hop" przejęliśmy już wszyscy). Aktorska szarża Michała Sikorskiego to już nasze dobro narodowe. Twórcy nie boją się docisnąć pedału gazu, o czym świadczą absurdy w duchu Mela Brooksa. Za wybitny uważam sposób, w jaki rozegrano temat gejów we wsi. Świetny jest epizod z kronikarzem Joachimem i wpływem Jana Pawła na polską aforystykę. Adamczewscy znów dostarczają. Oby nie ostatni raz.
Idź do oryginalnego materiału