TRZECIA PLANETA OD SŁOŃCA: kosmici są w śród nas, czyli GENIALNY SITCOM w gwiazdorskiej obsadzie

film.org.pl 13 godzin temu

Trzecia planeta od Słońca emitowana od 1996 do 2001 roku na NBC i była jednym z najlepszych sitcomów tamtego okresu, słynącym z wyjątkowego humoru i intrygującego pomysłu fabularnego, przypomina Collider. Opowiadał o ekscentrycznej rodzinie Solomonów, składającej się z Dicka (John Lithgow), Tommy’ego (Joseph Gordon-Levitt), Sally (Kristen Johnston) i Harry’ego (French Stewart). Ta dziwaczna rodzina skrywała niezwykły sekret: byli kosmitami, którzy przybyli na Ziemię, by badać ludzkość.

W kolejnych odcinkach serialu, który wielu nazywa prekursorem Teorii wielkiego podrywu, Solomonowie starają się dostosować do ludzkich norm, co prowadzi do wielu zabawnych i absurdalnych sytuacji. Dzięki swoim przemyśleniom na temat życia i wszechświata, Trzecia planeta od Słońca sprawiała, iż widzowie pękali ze śmiechu, a jego wpływ na przyszłe produkcje komediowe, takie jak np. Resident Alien, jest nie do przecenienia. Jednak to nie tylko fabuła, ale przede wszystkim fenomenalna obsada przyczyniła się do jego sukcesu.

Zespół aktorski serii Trzecia planeta od Słońca był absolutnie wyjątkowy. John Lithgow wcielał się w rolę dowódcy Dicka, a jego interakcje z innymi członkami rodziny, zwłaszcza z błyskotliwą Sally i młodym Tommym, dostarczały wielu komicznych momentów. Chemia między aktorami była widoczna od pierwszego sezonu, a ich wzajemne relacje były zarówno zabawne, jak i wzruszające.

Oprócz głównych bohaterów, w serialu występowała znakomita obsada drugoplanowa, która doskonale uzupełniała fabułę. Do najważniejszych postaci należała Mary Albright (Jane Curtin), z którą Dick miał romantyczne zawirowania, oraz Don Orville (Wayne Knight), policjant, który również skradł serce Sally. Chemia między Knightem a Johnston była niezwykła, a ich wątek romantyczny oparty na kompletnym wizualnym przeciwieństwie stanowił istotny element fabuły i nieodpartego komizmu.

Wszystko to w przezabawny sposób prowadziło oczywiście do konkluzji: ci dziwni kosmici są zaskakująco podobni do ludzi. Trzecia planeta od Słońca z satyrycznym zacięciem przedstawiała codzienne wyzwania, z jakimi musimy się mierzyć w życiu. Refleksje Solomonów, dotyczące ludzkiej natury, były zarówno zabawne, jak i nad wyraz trafne, a ich relacje jako rodziny sprawiały, iż że byli nie tylko obcymi, ale także osobami, z którymi widzowie potrafili się utożsamiać. Dzięki niepowtarzalnej atmosferze i przezabawnym momentom serial pozostaje do dziś kultowym dziełem, które pomimo upływu lat nie traci nic na wartości.

Odys Korczyński w tekście o nomen omen niedocenionych i zapomnianych sitcomach lat 90. pisał o nim tak: W sitcomach nazbyt często jest tak, iż gdyby nie było śmiechu z puszki, mało kto by się naprawdę zaśmiał. Trzecia planeta od Słońca jest zupełnie inna. Tutaj nie potrzeba namawiania widzów do szczerzenia zębów, bo perypetie kosmitów udających Ziemian są naprawdę śmieszne. Żarty z obyczajowości mądrze rozegrane, a przy tym swoim sensem nieidące w przysłowiowe powietrze. Znakomita obsada zachęca, zwłaszcza iż aktorów tych znamy z innych, naprawdę ważnych dla kina, filmów pełnometrażowych.

Podobnie Kornelia Farynowska: Niejednokrotnie kosmici dokonywali wielkich odkryć: można kłamać, jeżeli masz z tego zysk! A co będzie, jeżeli wpadną na to politycy? Nieee, na pewno nikt o tym wcześniej nie pomyślał, to oni, obcy, są tak inteligentni, iż na to wpadli. […] Mimo iż to serial amerykański, humor jest raczej brytyjski, więc nie spodziewajcie się obscenicznych żartów.[…] Tak więc, jeżeli ktoś woli podczas wakacji oglądać lżejsze produkcje, proponuję Trzecią planetę od słońca.

Idź do oryginalnego materiału