Trauma – recenzja książki. Kto pierze dywany po trupach?

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Odświeżanie starszych tytułów Grahama Mastertona trwa w najlepsze. Najnowszą pozycją na liście wznowień okazała się Trauma – po raz pierwszy opublikowana jeszcze przed moimi narodzinami, a teraz powracająca z nową szatą graficzną.

Praca Bonnie nie należy do standardowych – kobieta doprowadza do porządku miejsca zbrodni. Niejedno już widziała, więc naprawdę wiele potrzeba, by zrobić na niej wrażenie. Jednak, o ile środki chemiczne są w stanie usunąć krew i inne oznaki makabry, pewnych grzechów nie da się wymazać.

Nawet nie potraficie sobie tego wyobrazić.

– opis wydawcy

Trauma opowiada historię Bonnie Winter – kobiety z pewnymi problemami w życiu prywatnym i wyjątkowo niestandardową pracą. W domu Bonnie użera się z bezrobotnym mężem alkoholikiem o skrajnie ksenofobicznych poglądach i jeszcze skrajniej kruchym ego. Duke to odrażający pasożyt, na dodatek coraz skuteczniej demoralizujący ich syna, Raya. Żeby utrzymać całą ich trójkę, kobieta pracuje w dwóch miejscach naraz: w firmie sprzedającej kosmetyki, w której dodatkowo musi radzić sobie z klejącym się do niej szefem, oraz we własnej działalności zajmującej się sprzątaniem domów po śmierci ich mieszkańców. Wbrew temu, co widnieje w opisie książki, nie zawsze są to miejsca zbrodni – czasem zdarza się, iż ktoś umarł i rozłożył się w wannie, a odkryto to dopiero po kilku tygodniach. Takie sprawy Bonnie również przyjmuje. Tragiczna czy nie, śmierć to śmierć – i ktoś musi po niej posprzątać.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Replika)

Fabularnie książka jest dosyć interesująca – jednak jest spore „ale”. Większość czasu spędzamy tutaj na obserwowaniu codziennego życia Bonnie, które z każdym kolejnym dniem sypie się coraz bardziej. Jej mąż zachowuje się wobec niej jak straszny śmieć i przemocowiec. Jej syn zaczyna schodzić na złą drogę, replikując toksyczne poglądy ojca. Sytuacja z Rayem doprowadza w pewnym momencie do tego, iż Bonnie nie daje rady wziąć udziału w wyjeździe służbowym, przez co omal nie wylatuje z pracy przy kosmetykach. A w międzyczasie na miejscach zbrodni zaczynają się pojawiać dziwne larwy motyla, który w ogóle nie powinien występować w tym kraju. Wszystko to nabudowuje stopniowo napięcie i frustrację odczuwaną w imieniu bohaterki. Kiedy jednak przychodzi czas na tak zwany payoff, jest on przeprowadzony rozczarowująco gwałtownie i po łebkach, bez żadnego realnego ciężaru.

Było to dla mnie o tyle bolesne, iż sam pomysł na sucho brzmiał naprawdę obiecująco. Szczególnie końcowy zwrot akcji to dla mnie zmarnowany potencjał. Gdyby trochę lepiej go podbudować – dajmy na to, na dłużej zagłębić się w psychikę Bonnie – mógłby świetnie zadziałać. Zamiast tego Masterton zaledwie się po nim prześliznął, a Trauma skończyła się, pozostawiając mnie z jedną myślą: „I to tyle?”. Czasem niedosyt bywa dobrą rzeczą, aczkolwiek w tym przypadku – kompletnie nie. Zupełnie nie satysfakcjonuje mnie to zakończenie. A wystarczyło tylko poświęcić mu trochę więcej czasu i uwagi…

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Replika)

Druga sprawa, która bardzo rzuciła mi się w oczy – każdy jeden facet w Traumie zachowuje się gorzej niż zwierzę. choćby ci teoretycznie dobrzy. jeżeli dany męski bohater ma mieć w tej książce jakiekolwiek znaczenie, to na sto procent w którymś momencie potraktuje Bonnie jak obiekt seksualny albo przynajmniej „niezłą dupę do wyrwania”. No, może poza Rayem, ale on jest jej synem, więc zrobiłoby się naprawdę dziwnie, gdyby tak o niej pomyślał. Co więcej, Masterton choćby nie próbuje za bardzo tego w żaden sposób romantyzować czy usprawiedliwiać. Nie, ci ludzie mieli po prostu być obrzydliwi i tak właśnie to wybrzmiewa. Czy w 2001 roku Graham miał jakiś epizod nienawidzenia mężczyzn? Nie wiem, ale trochę tak to wygląda. Bo nie chce mi się wierzyć, iż to adekwatne oddanie ówczesnych realiów.

Z ciekawych pomysłów, Trauma wykorzystuje jako jeden z głównych motywów meksykańską mitologię. Jest to jedna z tych nieco mniej popularnych, więc miło było dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Niestety, ponownie występuje tu ten sam problem co w przypadku zakończenia książki – wątek jest rzucony, wyjaśniony w minimalnym wymaganym dla fabuły stopniu i niespecjalnie już później eksplorowany. Chętnie dowiedziałabym się czegoś jeszcze o dziwnej motylowej pani oprócz tego, iż istnieje, wygląda w określony sposób i doprowadza do zabijania ludzi. Była choćby ku temu świetna okazja – można było ją dokładniej przedstawić w momencie, gdy Bonnie zaczęła wierzyć w jej istnienie. Nic takiego jednak niestety nie nastąpiło. Kto by pomyślał, iż w książce mającej ledwo co ponad 200 stron wszystko będzie za mało rozwinięte…

Fot. materiały promocyjne (Replika)

Odświeżone wydanie Traumy jest dość barwne – mamy tu oczywiście nową, twardą okładkę, ale oprócz tego również wyklejkę i barwione brzegi. Okładka jest całkiem ładna; barwiony brzeg zresztą także. Grafiki w oczywisty sposób nawiązują do treści książki, wizja artystyczna jest jasna. Problem zaczyna się dopiero, gdy pochylimy się nieco nad wyklejką, którą… niestety najpewniej wygenerowano w AI, patrząc na te chybotliwe, pozbawione wyraźnego początku i końca szlaczki. Po zauważeniu tego przyjrzałam się bliżej również okładce i chociaż tutaj takie wtopy dużo lepiej skorygowano, wciąż da się dostrzec pewne wątpliwe elementy. A już mogło być tak pięknie… Jedyna okoliczność łagodząca, jaką tu widzę, to fakt, iż AI rzeczywiście posłużyło tu tylko jako narzędzie wspierające. Większość okładki grafik skleił mimo wszystko z niegenerowanych elementów, z których niektóre choćby kojarzę. Tylko z tą nieszczęsną wyklejką można się było trochę bardziej postarać…

Trauma to książka zmarnowanego potencjału. interesujący pomysł oparty na mało popularnej mitologii oraz interesującym zawodzie, który mało kto chciałby wykonywać, został potraktowany rozczarowująco po łebkach i nijak nie zgłębiony. Tytuł miał potencjał na coś wyjątkowego, ale skończył jako rozrywka z serii „przeczytaj i zapomnij” – lektura szybka i bezbolesna, ale pozostawiająca po sobie w czytelniku kilka więcej niż lekkie poczucie rozczarowania.


Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Okładka: Mikołaj Piotrowicz
Wydawca: Replika
Premiera: 28 kwietnia 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 239
Cena katalogowa: 59,90


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Replika. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Replika)

Idź do oryginalnego materiału