Tradycyjny rodzinny przepis

polregion.pl 3 godzin temu

Rodzinny przepis

Naprawdę chcesz wyjść za mąż za człowieka, którego poznałaś w internecie? Ludwika Stanisławowa patrzyła sceptycznie na przyszłą synową, jakby ta próbowała przemycić do domu fałszywe banknoty. Jej wzrok, ciężki i oceniający, prześlizgnął się po skromnej fryzurze Kingi i jej prosto skrojonej sukience. Przecież choćby się dobrze nie znacie!

Kinga poczuła, jak dreszcz przebiega jej po plecach. Siedzieli w kuchni bloku z wielkiej płyty, w którym wychował się Wojtek. Pomieszczenie było małe, ale przytulne i lśniące czystością. W powietrzu unosił się zapach wanilii i starego parkietu.

Mamo, daj spokój wtrącił się syn, obejmując narzeczoną za ramiona. Poznaliśmy się nie w internecie, tylko w klubie książki. Tylko najpierw rozmawialiśmy online. Pół roku! A Kinga jest wspaniała!

Poznali się tak: Kinga prowadziła małego bloga o zapomnianych, starych książkach. Wojtek, programista z cichą pasją do klasyki, natknął się na jej wpis o Zbrodni i karze. Ich dyskusja przeniosła się do prywatnych wiadomości, potem w długie rozmowy telefoniczne. Odkryli, iż śmieją się z tych samych żartów, cenią te same rzeczy ciszę, uczciwość, zapach zakurzonych stron. Pierwsze spotkanie pod pomnikiem Mickiewicza nie było randką, a kontynuacją rozmowy. Wojtek czuł się przy Kindze dziwnie swojsko. Ona zaś dostrzegła w nim nieśmiałego człowieka z głębią w oczach.

Wspaniała prychnęła Ludwika Stanisławowa, celowo uderzając łyżeczką o porcelanową filiżankę. A to, iż z innego miasta, bez pracy tutaj, i w ogóle kto wie, co jej w głowie siedzi Syna wychowałam, wykształciłam, a tu przychodzi jakaś

Kinga zacisnęła zęby, ale milczała.

Zrozumiała jedno: teściowa widzi w niej nie człowieka, ale zagrożenie obcą dziewczynę, która chce zabrać syna spod matczynej opieki. Ludwika Stanisławowa była kobietą, której życie opierało się na twardych zasadach i bezkompromisowej walce ze słabościami. Po śmierci męża pięć lat temu jeszcze mocniej otoczyła syna swoją troską.

Każda próba zbliżenia się do teściowej kończyła się niepowodzeniem.

Gdy Kinga, starając się jak mogła, upiekła szarlotkę z cynamonem i anyżkiem, tak jak u jej babci, Ludwika Stanisławowa, odłupawszy malutki kawałek, mruknęła:

Za słodkie. U nas się tak nie robi.

Kiedy Kinga zaproponowała pomoc przy porządkach, usłyszała suche:

Nie trzeba. Ja wiem, gdzie co leży. Potem bym pół roku szukała.

Pozostawszy sam na sam z Kingą w swoim pokoju, wypełnionym modelami statków i książkami z fizyki, Wojtek tylko rozłożył ręce:

Nie bierz tego do serca. Mama taka jest. Kochająca, ale kolczasta jak jeż.

Staram się cicho odpowiedziała Kinga, patrząc przez okno na identyczne balkony. Tylko żyć w stanie zimnej wojny to ciężko, a wyprowadzić się od niej gwałtownie nie możemy.

Ale Kinga się nie poddawała. Wierzyła, iż do każdej twierdzy prowadzi tajne przejście.

Pewnej soboty Ludwika Stanisławowa, ścierając półki, wyjęła stary album i zaczęła go przeglądać. Kinga poprosiła o pozwolenie i przysiadła obok. Zauważyła, jak teściowa zatrzymała wzrok na pożółkłej fotografii, na której stała młoda i uśmiechnięta obok wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny.

Kto to? ostrożnie zapytała Kinga.

Ludwika Stanisławowa drgnęła, jakby przyłapana na czymś zakazanym.

Mój brat, Andrzej westchnęła, a w jej głosie po raz pierwszy zabrzmiała nie złośliwość, ale zmęczony smutek. Pokłóciliśmy się. Dwadzieścia lat temu, jeżeli nie więcej.

O co? odważyła się zapytać Kinga, bojąc się spłoszyć chwilę szczerości.

Głupoty. Działkę po rodzicach dzieliliśmy. Oboje uparci jak kozy. Powiedział mi coś przykrego, ja jemu i tyle. Mieszkamy w tym samym mieście, a jakby w innych światach.

Kinga milczała, ale w jej głowie już rodził się plan. Przypomniała sobie, jak Wojtek mimochodem wspomniał, iż matka stała się jeszcze bardziej zamknięta po tej kłótni.

Tydzień później, spotkawszy w klatce gadatliwą sąsiadkę, ciocię Kazię, Kinga przypadkiem zagadnęła ją o rodzinę męża.

Ach, Ludka i jej brat! zawołała sąsiadka. Nierozłączni byli! Andrzej mieszka w tej nowej dzielnicy, za rzeką. W zeszłym roku ciężko chorował, miał operację serca. Dzieci w Warszawie, on sam jak palec.

Wieczorem, gdy Wojtek czytał, a teściowa robiła na drutach skarpety, Kinga zaczęła ostrożnie:

Ludwiko Stanisławo, wie pani, iż brat w zeszłym roku miał operację serca?

Druty w rękach teściowej zastygły. Zbladła:

Co?! Skąd wiesz?

Mówiła mi ciocia Kazia. Mówi, iż teraz sam, dzieci wyjechały, pomocy potrzebował, a nie miał kto

Ludwika Stanisławowa nic nie odpowiedziała. W milczeniu wyszła do swojego pokoju. Kinga słyszała, jak chodzi za ści

Idź do oryginalnego materiału