Toronto – miasto, które trzeba przejść pieszo

bejsment.com 1 godzina temu

Najlepszy sposób na poznanie Toronto? Zacząć od jeziora, a potem pozwolić miastu prowadzić się ulicami.

Kiedy odwiedzają Toronto ludzie, którzy mieszkają w Anglii, pochodzą z Polski i mają za sobą podróże po wielu europejskich miastach, trudno ich czymś zachwycić. Paryż, Londyn, Rzym, Barcelona czy Amsterdam mają swoją historię, architekturę i atmosferę. Toronto jest inne.
Nie próbuje być Europą. Jest nowoczesne, wielokulturowe, trochę surowe, trochę szalone, a przy tym niezwykle przyjazne. I właśnie dlatego najlepiej poznawać je nie z okna samochodu, ale pieszo.

Najpierw jezioro
Naszą przygodę zaczęliśmy nad brzegiem Lake Ontario. To był świetny wybór, bo właśnie tutaj Toronto pokazuje swoją najbardziej charakterystyczną twarz.
Przed nami woda, a za nią panorama miasta z wieżowcami wyrastającymi jeden za drugim. W oddali widać charakterystyczną sylwetkę CN Tower. Waterfront daje też coś, czego nie można zobaczyć z centrum – perspektywę na całe Toronto. To miasto wygląda stąd jak ogromna metropolia wyrastająca prosto z brzegu jeziora.
Toronto Waterfront ciągnie się przez około 5 kilometrów i jest jednym z najlepszych miejsc na spacer, rower czy po prostu odpoczynek z widokiem na skyline.
Potem przychodzi czas na Harbourfront. Tutaj miasto zaczyna żyć jeszcze intensywniej – restauracje, wydarzenia kulturalne, muzyka, łodzie i spacerujący mieszkańcy. To miejsce, w którym bardzo wyraźnie czuć, iż Toronto jest jednocześnie wielką metropolią i miastem nad wodą.

Toronto pod ziemią
Kolejny punkt może zaskoczyć szczególnie osoby przyzwyczajone do europejskiego sposobu zwiedzania.
Warto wejść w okolice Royal York i zobaczyć fragment podziemnego Toronto, czyli PATH. To ogromna sieć połączonych ze sobą przejść, sklepów, restauracji i usług, dzięki której centrum miasta może funkcjonować także pod ziemią.
Najlepiej zobaczyć to w środku dnia, szczególnie w porze lunchu. Nagle człowiek orientuje się, iż pod ulicami znajduje się adekwatnie drugie miasto. Tłumy ludzi wychodzące na szybki lunch, sklepy, kawiarnie i restauracje pokazują codzienne Toronto – to, którego nie znajdziemy w typowym folderze turystycznym.
I właśnie takie miejsca są często ciekawsze niż kolejny zabytek.

Toronto City Hall – zdjęcie, które musi powstać
Po wyjściu na powierzchnię warto skierować się w stronę City Hall.
Tutaj jest moment obowiązkowy: fotografia przy wielkim napisie TORONTO i przy fontannach.
To jeden z tych punktów, przy których turysta choćby nie musi pytać, gdzie zrobić zdjęcie. Wystarczy spojrzeć na ludzi dookoła – wszyscy robią dokładnie to samo.

Ale warto nie kończyć wizyty na fotografii.
Trzeba spojrzeć w górę.
Okolice City Hall pokazują jedną z największych zalet Toronto – niezwykłe połączenie starego i nowego. Szklane wieżowce, stal, beton i futurystyczne bryły sąsiadują z historyczną zabudową. Toronto nie wygląda jak miasto z jednego okresu. Ono wygląda jak miasto budowane przez kolejne pokolenia.

Kensington Market – tutaj Toronto zmienia charakter
Kilka ulic dalej atmosfera zmienia się całkowicie.
Kensington Market nie przypomina eleganckiego centrum finansowego. Tutaj są graffiti, kolorowe fasady, małe sklepy, restauracje, egzotyczne produkty, vintage i uliczny klimat.
To właśnie tutaj najlepiej zobaczyć wielokulturowość Toronto.
Miasto ma ponad 140 dzielnic, a jego mieszkańcy reprezentują ponad 250 narodowości. Ta różnorodność jest widoczna nie tylko w statystykach, ale przede wszystkim na ulicach – w językach, zapachach jedzenia, sklepach i restauracjach.
Kensington Market jest jednym z najlepszych przykładów tej mieszanki. Można tu zjeść coś z zupełnie innej części świata, wejść do sklepu z rzeczami, których nie spodziewaliśmy się znaleźć w Toronto, a po chwili skręcić w uliczkę pełną graffiti.
To miejsce nie jest idealne. I właśnie dlatego jest interesujące.

Distillery District – Toronto z innej epoki
A potem kolejna zmiana scenografii. Distillery District wygląda tak, jakby ktoś wyjął kawałek starej Europy i postawił go w środku nowoczesnego Toronto.
Ceglane budynki, brukowane uliczki, galerie, sklepy, restauracje i kawiarnie tworzą zupełnie inną atmosferę niż downtown.
To jednak nie jest muzeum. Dawne zabudowania Gooderham & Worts zostały przekształcone w miejsce, które żyje przez cały dzień. W historycznym kompleksie znajduje się około 30 zabytkowych budynków, a dzisiaj mieszczą się tam sklepy, galerie, restauracje i miejsca związane ze sztuką.
W sezonie często realizowane są koncerty, wydarzenia i różnego rodzaju imprezy. Można spacerować, wypić dobre piwo, coś zjeść i po prostu obserwować ludzi.
I znowu – Toronto pokazuje tutaj swoją niezwykłą umiejętność łączenia historii z nowoczesnością.

CN Tower – obowiązkowo, ale najlepiej z odpowiednią perspektywą
Oczywiście nie można przyjechać do Toronto i ominąć CN Tower.
Ma 553 metry wysokości i pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych symboli miasta. Z góry Toronto wygląda zupełnie inaczej, szczególnie kiedy patrzymy jednocześnie na wieżowce i ogrom Lake Ontario.
Obok znajduje się Ripley’s Aquarium of Canada – miejsce, które szczególnie dobrze sprawdza się podczas rodzinnego zwiedzania. Można tam zobaczyć ponad 20 tysięcy zwierząt morskich należących do ponad 450 gatunków.
Ale pozostało jeden widok, którego nie wolno przegapić.
Stadion, który można zobaczyć niemal za darmo
Jeżeli jesteśmy w okolicach CN Tower, warto podejść w stronę Rogers Centre.
Sam stadion robi ogromne wrażenie. o ile mamy chwilę, warto zajrzeć w okolice hotelu Toronto Marriott City Centre i spróbować zobaczyć wnętrze stadionu z dostępnych przestrzeni publicznych.
Nie trzeba koniecznie kupować biletu na mecz, żeby poczuć skalę tego miejsca. Wystarczy zobaczyć ogromną konstrukcję stadionu i wyobrazić sobie kilkadziesiąt tysięcy kibiców podczas meczu.
To jeden z tych momentów, kiedy Toronto pokazuje swoją północnoamerykańską skalę.
A wieczorem – miasto zaczyna grać.

Toronto najlepiej smakuje jednak po zmroku.
Wtedy warto wrócić w okolice centrum i spojrzeć na skyline jeszcze raz. Wieżowce zaczynają świecić, CN Tower zmienia się w wielką latarnię, a ulice zapełniają się ludźmi wracającymi z restauracji, koncertów i wydarzeń sportowych.
I właśnie wtedy można zrobić coś, czego nie zrobi typowy turysta.

Pójść na muzykę
Na Spadina Avenue znajduje się El Mocambo, miejsce z historią, która spokojnie mogłaby być scenariuszem filmu o rock and rollu. Klub działa od 1948 roku, a w 1977 roku Rolling Stones zagrali tam dwa niespodziewane koncerty, występując pod nazwą „The Cockroaches”. Nagrania z tych występów stały się później częścią historii zespołu i albumu Love You Live.
Dzisiaj El Mocambo przez cały czas jest miejscem koncertów i wydarzeń.
A jeżeli ktoś chce poczuć atmosferę torontońskiego rocka, warto pamiętać również o Horseshoe Tavern przy Queen Street West – jednym z legendarnych klubów muzycznych miasta.
To właśnie takie miejsca pokazują Toronto od strony, której nie widać na pocztówkach.

Queen Street, graffiti i miasto bez jednej twarzy
Warto też przejść się Queen Street West i zajrzeć w okolice Graffiti Alley. To kolejny przykład tego, jak sztuka uliczna stała się częścią tożsamości miasta. Destination Toronto wymienia Graffiti Alley jako jedno z charakterystycznych doświadczeń związanych z Queen Street West.
I tutaj pojawia się odpowiedź na pytanie, dlaczego Toronto tak bardzo spodobało się naszej rodzinie.

Bo Toronto nie ma jednej twarzy
Rano można patrzeć na panoramę miasta znad jeziora. W południe zejść pod ziemię do PATH i zobaczyć tysiące ludzi spieszących na lunch. Potem zrobić zdjęcie przed City Hall, przejść przez pełen graffiti Kensington Market, napić się czegoś w historycznym Distillery District, wejść do akwarium albo na CN Tower, a wieczorem słuchać muzyki w klubie z historią sięgającą czasów największych gwiazd rocka.

Toronto nie trzeba tylko zwiedzać
Toronto trzeba przejść.
To miasto nie zachwyca jednym zabytkiem, tak jak Paryż zachwyca wieżą Eiffla, a Rzym Koloseum.
Toronto działa inaczej.
Zachwyca zmianą.
Jezioro i wieżowce.
Stare ceglane budynki i futurystyczne biurowce.
Kensington Market i finansowe centrum.
Graffiti i eleganckie restauracje.
Podziemne miasto i otwarta przestrzeń nad jeziorem.
Rockowa historia El Mocambo i najnowocześniejsze stadiony.
A przede wszystkim ludzie z całego świata.
Może właśnie dlatego rodzina, która przyjechała z Anglii, ma polskie korzenie i widziała już kawałek Europy, tak łatwo polubiła Toronto.
Bo tutaj nie trzeba wybierać między historią a nowoczesnością.
Toronto ma jedno i drugie. I jeszcze coś więcej – własny charakter.
I najlepiej odkrywa się go krok po kroku, ulicę po ulicy, bez pośpiechu.
Bo czasami najciekawsza część podróży zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajemy odhaczać atrakcje i zaczynamy po prostu iść.
Michał Bogusławski

Idź do oryginalnego materiału