Tony Iommi to legenda. Tak zacznę tą recenzję i tak mógł bym ją skończyć. Człowiek ,który w Black Sabbath odpowiadał za wszystkie charakterystyczne riffy,stworzył to brzmienie ,które kocha miliony ludzi na świecie. Jego strojenie gitary i jej dźwiek nadawał temu zespołowi klimatu i charakteru,idealnie komponując się z wokalem Ozziego. Jak wszyscy jednak wiemy BS,w tej chwili to rozdział zamknięty. Tony jednak nie powiedział ostatniego słowa i w tym roku wrócił ze swieżą płytą :”From the dark”. Czy ten album można postawić na równi z najlepszymi dokonaniami jego macierzystego zespołu? Czy jest to produkt dobry? Tego dowiecie się już za chwilę.
Okładka może przywodzić na myśl Black Sabbath i o to ,mam wrażenie chodziło. Mamy czerwony( W mojej wersji. Są jeszcze biały, złoty i niebieski) krzyż na czarnym tle ,w który jest jakby wpisany komiks. Podoba mi się tu ten minimalizm ,z jednoczesnym przywiązaniem do detali.
Pierwszy utwór z płyty :”Over the violent sun” zaczyna się dynamicznym riffem,który mi spodobał się bardzo. Na wokal,Tony dobrał sobie Jorna Lande. To był strzał w dziesiątke. Jego maniera wokalna i trochę sam głos przypomina Black Sabbath z okresu z Ronniem Jamesem Dio. Sam utwór jest jednocześnie cieżki i przebojowy. Mam tu na myśli głównie solówki gitarowe. Tekst też mam wrażenie,nawiązuje trochę do okresu z np. Mob rules :” Into the night, we brave the final fight”. Dobra rzecz. jeżeli chodzi o przebojowość,to pełno jej w trzecim utworze z płyty: „ World alone”. Myślę,że sprawdził by się świetnie na koncercie. Jorn śpiewa z pazurem ,jednoczesnie z miłą dla ucha barwą wokalną, do tego gitary idealnie komponują się z wokalem,tworząc zgrany duet. Refren w tym utworze to świetny, energetyczny kop ,który budzi z najcięższej stagnacji.
O ile wcześniej mieliśmy do czynienia z szybszymi utworami,tak „Beyond the dead”,przetacza się przez nasze uszy niczym walec. Podoba mi się to zwolnienie. Urozmaica to płytę,jednocześnie to mój ulubiony utwór z całego LP. Brzmi niesamowicie dostojnie i rzekł bym „Epicko”. Tekstowo to poezja. Mroczna poezja.:”As the night wraps the light into a darkness” Wokal Lande’ego ,ma w tym utworze taką ciężką,ponurą elegancję,która łapie za serce i nie puszcza przez czas trwania kawałka.
Płyta kończy się utworem :”Legacy” i to takie idealne podsumowanie całościowego albumu. Tempo znajduje się gdzieś pomiędzy „World alone” ,a Beyond the dead”. Jest to idealnie wyważone . Gitary brzmią dostojnie i ciężko,jakby wiedziały,że ten utwór kończy całą naszą podróż z „From the dark” . Wokalista śpiewa z pasją i ogromnymi emocjami. Słychać jakby wydobywało się to prosto z serca. A tekst? To fantasy zmieszane z mroczną poezją,czyli tak jak w przypadku reszty albumu :”Heroes and gates,are calling my name for beyond the sky glow”. Idealna kropka nad i. jeżeli chodzi o wady to mam wrażenie,że płyta jest za mało urozmaicona i cały czas mamy do czynienia z tym samym , jednostajnym brzmieniem. Czasem zwalniającym,bądź przyspieszającym ,ale jednak w jednym stylu.
Tony wraz z muzykami nagrał bardzo dobry album duchu Black Sabbath z lat 80. Nie oglądając się na trendy i nowinki, stworzył, w pewnym sensie list miłosny do Black Sabbath z okresu „Heaven and hell” i „Mob rules”. Polecał bym tą płytę fanom tych pozycji. Nowy słuchacz ,raczej będzie miał problem ,moim zdaniem przebrnąć przez tą płytę i jemu polecił bym zacząć od poznania macierzystego zespołu Iommiego. jeżeli jednak ktoś chciałby posłuchać,nadal powinien się dobrze bawić. To kawał bardzo dobrego Hard rocka/heavy metalu
5/6
Dominik Szwarc
















