Walka z demonami i potrzeba eskapizmu w surowej, garażowej piosence inspirowanej gitarową muzyką wczesnych lat 2000. Singiel zwiastuje debiutancką EP-kę “Rozpadam Się”, planowaną na wiosnę 2027.
Szósty singiel Maćka Bąka to – po raz kolejny – zabawa muzyczną konwencją. Tym razem: surowym, hałaśliwym, garażowym indie-rockiem, w klimacie The White Stripes i wczesnych The Strokes. Artysta snuje rozważania na temat relacji – relacji, w której potrzeba bliskości ściera się z potrzebą eskapizmu i z walką z wewnętrznymi demonami. Surowa, gitarowa, obrana z produkcyjnych trików warstwa muzyczna koresponduje z tekstem, bez ogródek opisującym napięcie, wątpliwości i rozdarcie.
Singiel jest zwiastunem debiutanckiej EP-ki “Rozpadam Się”, którą Maciek Bąk planuje na wiosnę 2027 roku. EP-ka zawierać będzie 6 całkowicie premierowych, niepublikowanych utworów.
1 grudnia artysta zagra biletowany koncert w warszawskim klubie Chmury, na którym wykona część repertuaru z zapowiadanej EP-ki (link do wydarzenia).
Singiel jest dostępny we wszystkich serwisach streamingowych.
“Ja mam Ciebie a Ty masz mnie, w mojej głowie tak to jest. / W mojej głowie zawsze wszystko jest.”
Czasami relacja jest tylko wytworem naszej wyobraźni, a jej trwałość jest czysto życzeniowa.
“W moim sercu nie ma mnie, jestem obok lub daleko gdzieś”
Czy można być obecnym w relacji, i jednocześnie unikać bliskości?
“Ja Mam Ciebie Ty Masz Mnie, w taki obraz wierzę, czy Ty wierzysz też? W tej iluzji trochę prawdy jest”
Związki bywają iluzją. Utrzymują się dzięki wierze w wyjątkowość relacji, podczas gdy rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana.
Pokusa, żeby “podpalić” swój prywatny świat i “odpiąć wrotki” bywa nieodparta. Walczymy z wewnętrznymi demonami, potrzebą eskapizmu i zwyczajnego “rzucenia się na wiatr”.
“Porywa mnie muzyka, woła wiatr, a z góry na dół leci cały świat.
Zamykam oczy, w płomieniach tańczę sam”
O tym napięciu, o życzeniowej potrzebie obecności, o świadomości własnych wewnętrznych demonów, o iluzji bliskości, o uciekaniu od niej jest właśnie najnowszy singiel Artysty.
To mocny przekaz – i taka jest muzyczna strona utworu. Surowa, bezpośrednia, prosta. Podana w hałaśliwej, “suchej”, garażowej formule, piosenka zbudowana jest na jednym gitarowym riffie i kilku sfuzzowanych zagrywkach. Miarowy, prosty niemalże “rzeźnicki” perkusyjny beat pozbawiony jest dodatków i fajerwerków.
I to wszystko. Nie ma tu bogatej aranżacji, wokalnych harmonii, pogłosów, malowania przestrzeni. Jest surowa, obrana “do kości” muzyczna esencja.
Prostota muzycznego przekazu koresponduje z towarzyszącym singlowi teledyskiem. To oszczędny, surowy, chaotycznie zmontowany obraz w punk-rockowym klimacie Nowego Jorku z końca lat 70. Ukazuje performance zespołu na żywo, w klimatycznym, zdezelowanym mieszkaniu w starej kamienicy. Żadnego storytellingu ani fabuły, żadnej symboliki. Czysta, surowa energia zespołowa. Nawiązanie do bardzo klasycznej i trochę dzisiaj zapomnianej formuły wideoklipu, w której band wykonuje singiel przed kamerą.
Reżyserem teledysku jest Piotra Krzysztof Kamiński, utytułowany nagrodami członek
. Już po raz drugi współpracuje z Maćkiem Bąkiem, po bardzo udanym videoklipie do piosenki “Jadę Jadę” z lutego 2026 roku.
Autorką okładki do singla ponownie jest
, warszawska DJ-ka, członkini kolektywu
.
O ARTYŚCIE
Maciek Bąk – gitarzysta, producent i songwriter. Od lat obecny jest na scenie alternatywnej jako muzyk i producent muzyczny. Znany ze składów Letters From Silence, Stardust Memories, Zespół BODO, z którymi występował na Openerze. Supportował Natalię Przybysz, VooVoo, Myslovitz, LaoChe, Hey.
Teraz jednak przyszedł moment, żeby stanąć na froncie i opowiedzieć własną historię – już bez filtra cudzych projektów. Robi to konsekwentnie od roku – regularnie wypuszcza eklektyczne piosenki okraszone oryginalnymi teledyskami w “analogowym” retro-klimacie. Z dużą dozą autorefleksji, autoironii, szczerości i absurdalnego humoru. Śpiewa o przewrotności i ironii losu, o udanych i nieudanych planach, marzeniach i nadziejach. Szyderczo, z poczuciem humoru, z drwiną i kpiną. Z dystansem. Z uśmiechem. Z mądrością (dojrzałego) faceta, który debiutuje po raz drugi. O rozterkach (ponownie) debiutującego muzyka. O (trudnych) emocjach związanych z dorastaniem i dojrzewaniem. O uskrzydlającym odkrywaniu siebie po raz kolejny – z nowym wiatrem w żaglach i z dużą dawką entuzjazmu. Czasem surrealistycznie, czasem wprost, zawsze z dużą dawką humoru i drwiną … z samego siebie.
Mówi, iż w swojej muzyce posługuje się klasycznymi muzycznymi (rockowymi i nie tylko) motywami, konwencjami, archetypami. Obraca je, przekształca na swój sposób. Bawi się, wchodzi w role, realizuje tym samym swoje muzyczne fantazje.
Bąk łączy retro-pop, soul, rock i garażowe granie, flirtuje z 70’sowym vibem i analogowym brzmieniem, ale nie ucieka od współczesnych inspiracji. W jego piosenkach pobrzmiewają echa MacDeMarco, Lenny’ego Kravitza, The Black Keys czy King Gizzard & The Lizard Wizard, ale nie tylko. Żartuje, iż chciałby być polskim Lennym Kravitzem – ale takim z przymrużeniem oka, z autoironią, humorem i dystansem do emploi typowego rockowego herosa.
We wrześniu 2026r wystąpił na Festiwalu Great September 2026. Na wiosnę 2027 zapowiada wydanie debiutanckiej EP-pki z całkowicie premierowym materiałem.
Obserwuj:
/ Facebook / YouTube / Strona WWW












