To twoja matka – więc twój obowiązek!” – Odparł, ale ona była już tym zmęczona

newsempire24.com 3 dni temu

To twoja matka więc to twoja odpowiedzialność! warknął, ale ona już nie mogła tego słuchać.

Kinga zapiła kurtkę synka, zaciskając szczękę, by nie wybuchnąć. Przed nią kolejna wymuszona wizyta u teściowej kobiety, z którą od zawsze były na wojennej ścieżce.

Barbara Nowak od dawna uważała, iż Kinga nie jest godną żoną dla jej syna. Cokolwiek by zrobiła, zawsze było coś nie tak krytyka, pretensje, wieczne niezadowolenie.

Kinga, co znowu? westchnął Marek, widząc jej napiętą twarz. Nie masz ochoty jechać, tak?

Kinga parsknęła i potrząsnęła głową.

Naprawdę mnie o to pytasz? Marek, serio?! Przecież wiesz, dlaczego nie chcę tam iść!

Jej oczy błyszczały gniewem.

Znowu będzie mnie pouczać, wytykać błędy, szukać dziury w całym! Znowu zacznie, iż źle wychowuję Jasia! A czy kiedykolwiek pomyślała, iż pracuję, prowadzę dom, gotuję, sprzątam i płacę wszystkie rachunki? To ja utrzymuję tę rodzinę, Marek!

No ale przecież cały dzień siedzisz w domu mruknął, wzruszając ramionami.

Kinga zmrużyła oczy.

Ach tak? Myślisz, iż siedzę i liczę muchy na ścianie? A może złotówki same spadają z nieba?!

Ja też pracuję odburknął, urażony. To nie moja wina, iż zarabiam mniej.

Ale prawda była brutalna Kinga, jako grafik, zarabiała trzy razy więcej niż on. To ona dźwigała finanse na swoich barkach.

Może pojedziesz sam? zapytała cicho, z nadzieją.

Kinga, dziś Dzień Matki! Nie możesz jej tak olewać!

Zaciśnięte usta, ostatnie guziki u synka. Dwie godziny później stali już w mieszkaniu Barbary.

W salonie, jak zawsze, czekała już Kasia siostrzenica Marka. Kinga od lat widziała, iż Barbara traktuje ją jak królewnę, podczas gdy jej własnego wnuka ledwo dostrzega. Ale co dziwne rodzice Kasi zginęli w wypadku pięć lat temu, a Barbara wzięła ją pod swoją opiekę.

Wokół siedziały ciotki Barbary, popijając herbatę i chichocząc.

I wtedy padły słowa, które zmieniły wszystko.

Podjęłam decyzję oświadczyła Barbara. Zapisuję mieszkanie Kasi. Marek, ty masz swój dom.

Marek choćby nie drgnął. Tylko skinął głową.

Kilka dni później dokumenty były gotowe. Mieszkanie należało do Kasi pod warunkiem, iż wprowadzi się dopiero po śmierci babci.

Ale los nie pytał o plany.

Udar powalił Barbarę, czyniąc ją bezradną.

Musimy się do niej wprowadzić oznajmił Marek. Sama nie da rady.

Kinga poczuła, jak ścina ją lodowaty strach. Wiedziała już, co to znaczy.

To ona będzie ją karmić, przewijać, myć i tak dalej pracować, wychowywać dziecko.

Milczała.

Tygodnie mijały, a Kinga nie miała chwili oddechu.

Aż w końcu, pewnego wieczoru, pękła.

Marek, mieszkanie twojej matki należy do Kasi. Może to ona powinna się nią zająć?

Kasia studiuje, Kinga. I ma faceta. Nie może go tu ściągać!

Kinga zaśmiała się sucho, gorzko.

Marek, ja już nie daję rady!

On skrzyżował ramiona.

Aha. Czyli masz dość?

Jej dłonie zadrżały.

Duszę się tym wszystkim! Ty, twoja matka, Jaś, praca TO ZA WIELE!

Ale przecież pracujesz zdalnie rzucił z sarkastycznym uśmiechem.

Jej wzrok stał się zimny jak lód.

I co z tego? Myślisz, iż to nie praca?!

Serce waliło jej jak młot.

Wiesz co? Teraz TY zajmiesz się swoją matką!

To moja matka, ale twoja teściowa! To twój obowiązek! Chcesz, żebym ją mył?!

Cisza.

A potem Kinga powiedziała cicho, ale stanowczo:

Nic ci nie jestem winna.

Marek prychnął.

To zatrudnij opiekunkę!

O, naprawdę? Zapłacisz za nią?

Dlaczego ja mam płacić?!

W takim razie opiekunki nie będzie.

Zakrzyżowała ręce.

Możesz opłacić ją z emerytury twojej matki. Albo ze swojej pensji?

Twarz Marka zastygła w gniewie.

No to po co mi żona?!

I wtedy coś w Kingi pękło.

Wszystko stało się jasne.

Marek przez te lata tylko z niej korzystał.

A Kasia? choćby nie pojawiła się u babci.

Tej nocy Kinga nie spała.

Rano wiedziała już, co zrobić.

Gdy Marek wyszedł do pracy, spakowała walizki, zabrała Jasia i wyszła.

Zostawiła jedną wiadomość, a potem zablokowała jego numer:

Nie będę już dźwigać tego sama.

Wieczorem Marek wpadł do niej wściekły.

Wracasz albo biorę rozwód!

Kinga uśmiechnęła się lekko.

Składaj papiery. I tak już to zrobiłam.

Po raz pierwszy Marek oniemiał.

Ale ona nie czekała na przeprosiny. Decyzja była już podjęta.

Miesiąc później byli po rozwodzie.

Marek nigdy nie przyznał się do winy.

A Kinga?

Nie żałowała ani sekundy.

Pół roku później

Kinga usłyszała wiadomość.

Barbara nie żyła.

A Kasia?

Bez mrugnięcia okiem wyrzuciła Marka na bruk.

I dopiero wtedy zrozumiał.

Stracił wszystko.

Idź do oryginalnego materiału