To twoja matka – więc to twój obowiązek!” – Odparł, ale ona nie zamierzała już tego znosić

polregion.pl 20 godzin temu

To twoja matka więc to twoja sprawa! powiedział, ale ona miała już dość.

Kinga zapiła kurtkę synka, zaciskając zęby, by nie wybuchnąć. Przed nią kolejna wizyta u teściowej kobiety, z którą od zawsze była na wojennej ścieżce. Ich relacje od początku wisiały na włosku.

Janina Nowak już dawno uznała, iż Kinga nie jest odpowiednią żoną dla jej syna. Cokolwiek zrobiła, zawsze było coś nie tak krytyka, pretensje, drobne docinki.

Kinga, co znowu? westchnął Marek, widząc jej naburmuszoną minę. Nie masz ochoty jechać, co?

Kinga prychnęła i pokręciła głową.

Naprawdę mnie o to pytasz? Serio, Marek?! Przecież wiesz, dlaczego nie chce mi się tam stawiać!

Jej oczy błysnęły gniewem.

Znowu będzie mnie pouczać, doszukiwać się błędów, mówić, iż źle zajmuję się dzieckiem! A kompletnie nie obchodzi ją, iż pracuję, ogarniam dom, gotuję, sprzątam i płacę rachunki! To ja utrzymuję naszą rodzinę, Marek!

No ale przecież cały dzień siedzisz w domu rzucił Marek, wzruszając ramionami.

Kinga zmrużyła oczy.

Tak myślisz? Że siedzę i liczę muchy na ścianie? A może pieniądze same spadają z nieba?!

Ja też pracuję mruknął urażony. To nie moja wina, iż zarabiam mniej.

Prawda była jednak prosta Kinga jako graficzka zarabiała trzy razy więcej niż on. To ona dźwigała finansowy ciężar.

Może pojedziesz sam? zapytała z nadzieją.

Kinga, dziś Dzień Matki! Nie możesz jej tak olewać!

Zacisnęła usta i dokończyła ubieranie synka. Dwie godziny później byli już u Janiny.

W salonie, jak zwykle, czekała już Beata siostrzenica Marka. Kinga dawno zauważyła, iż Janina traktuje ją jak królewnę, a jej własnego wnuka ledwo dostrzega. Ale co dziwnego rodzice Beaty zginęli pięć lat temu w wypadku, a Janina wzięła ją pod swój dach.

Wokół siedziały ciotki Janiny, popijając herbatę i śmiejąc się głośno.

I wtedy padły słowa, które wszystko zmieniły.

Podjęłam decyzję oznajmiła Janina. Zapisuję mieszkanie Beacie. Marek, ty masz swój dom.

Marek choćby nie drgnął. Tylko skinął głową.

Kilka dni później dokumenty były gotowe. Mieszkanie oficjalnie należało do Beaty pod warunkiem, iż wprowadzi się tam dopiero po śmierci babci.

Ale los miał inny plan.

Udar zwalił Janinę z nóg, zostawiając ją bezradną.

Musimy się do niej wprowadzić stwierdził Marek. Sama sobie nie poradzi.

Kinga poczuła ucisk w żołądku. Wiedziała, co to oznacza.

To ona będzie ją karmić, myć, przewijać i to wszystko obok pracy i wychowywania dziecka.

Ale nie odezwała się.

Minęły tygodnie, a Kinga nie miała chwili oddechu.

Aż w końcu, pewnego wieczora, pękła.

Marek, mieszkanie twojej matki należy do Beaty. Może to ona powinna się nią zająć?

Beata studiuje, Kinga. I ma faceta. Nie może go tu ściągać!

Kinga zaśmiała się sucho, gorzko.

Marek, ja już nie daję rady!

On skrzyżował ręce na piersi.

Aha. Czyli masz dość?

Jej dłonie zadrżały.

Duszę się tym wszystkim! Ty, twoja matka, dziecko, praca TO ZA WIELE!

Ale przecież pracujesz zdalnie odparł z sarkastycznym uśmiechem.

Jej wzrok stał się lodowaty.

I co z tego? To niby nie praca?!

Serce waliło jej jak młot.

Wiesz co? od dzisiaj TY zajmiesz się swoją matką!

To moja matka, ale twoja teściowa! To twój obowiązek! Chcesz, żebym ją kąpał?!

Cisza.

A potem Kinga powiedziała cicho, ale stanowczo:

Nic ci nie jestem dłużna.

Marek prychnął.

To zatrudnij opiekunkę!

Naprawdę? To ty za nią zapłacisz?

Dlaczego ja?!

W takim razie opiekunki nie będzie.

Skrzyżowała ramiona.

Możesz opłacić ją z emerytury twojej matki. Albo z twojej wypłaty?

Twarz Marka wykrzywiła się ze złości.

No to po co mi żona?!

I wtedy coś w Kingi pękło.

Wszystko stało się jasne.

Marek przez te lata tylko z niej korzystał.

A Beata? Nie pojawiła się u babci ani razu.

Tej nocy Kinga nie zmrużyła oka.

Rano wiedziała, co robić.

Gdy Marek wyszedł do pracy, spakowała walizki, zabrała syna i wyszła.

Zostawiła jedną wiadomość, a potem zablokowała jego numer:

Nie będę już dźwigać tego sama.

Wieczorem Marek stanął w drzwiach wściekły.

Wracasz albo biorę rozwód!

Kinga uśmiechnęła się lekko.

Składaj papiery. I tak już to zrobiłam.

Po raz pierwszy Marek oniemiał.

Ale ona nie czekała na przeprosiny. Decyzja była już podjęta.

Miesiąc później byli po rozwodzie.

Marek nigdy nie przyznał się do winy.

A Kinga?

Nie żałowała ani przez chwilę.

Pół roku później

Kinga usłyszała wiadomość.

Janina nie żyła.

A Beata?

Bez mrugnięcia okiem wyrzuciła Marka na bruk.

I dopiero wtedy zrozumiał.

Stracił wszystko.

Idź do oryginalnego materiału