To twoja matka – więc to twój obowiązek!” – Krzyknął, ale ona miała już serdecznie dość

twojacena.pl 2 dni temu

To twoja matka więc to twoja odpowiedzialność! warknął, ale ona miała już dość.

Katarzyna zapiła kurtkę synowi, zaciskając zęby, by nie wybuchnąć. Przed nią kolejna wizyta u teściowej kobiety, z którą nigdy nie znalazła wspólnego języka. Od pierwszej chwili między nimi iskrzyło.

Janina Nowak od dawna uważała, iż Katarzyna nie jest odpowiednią żoną dla jej syna. Cokolwiek zrobiła, zawsze było coś nie tak krytyka, pretensje, ciągłe uwagi.

Katarzyna, co znowu? westchnął Marek, widząc jej naburmuszoną minę. Nie masz ochoty tam jechać, co?

Katarzyna prychnęła i potrząsnęła głową.

Naprawdę mnie o to pytasz? Marek, serio?! Przecież doskonale wiesz, dlaczego nie chcę tam iść!

Jej oczy błysnęły gniewem.

Znów będzie mnie pouczać, dopiekać, wytykać błędy, których nie ma! Znów powie, iż źle wychowuję nasze dziecko! A zupełnie nie obchodzi ją, iż pracuję, iż ja ogarniam cały dom, gotuję, sprzątam i płacę rachunki! To ja utrzymuję naszą rodzinę, Marek!

Przecież cały dzień siedzisz w domu rzucił, wzruszając ramionami.

Katarzyna zmrużyła oczy.

Serio? Myślisz, iż siedzę i liczę muchy? A może złotówki same wskakują nam do portfela?!

Ja też pracuję mruknął urażony. To nie moja wina, iż zarabiam mniej.

Prawda była taka, iż Katarzyna jako graficzka zarabiała trzy razy więcej niż on. To ona dźwigała finansowy ciężar.

Może pojedziesz sam? zapytała z nadzieją.

Katarzyna, dziś Dzień Matki! Nie możesz jej tak olewać!

Zacisnęła usta i dokończyła ubierać syna. Dwie godziny później byli już u Janiny.

W salonie, jak zawsze, czekała już Ewa siostrzenica Marka. Katarzyna od dawna widziała, iż Janina traktuje ją jak królewnę, podczas gdy własnego wnuka ledwie zauważa. Ale nie było w tym nic dziwnego rodzice Ewy zginęli pięć lat temu, a Janina wzięła ją pod swoje skrzydła.

Wokół siedziały siostry Janiny, popijając herbatę i głośno komentując każdy szczegół.

Wtedy padły słowa, które zmieniły wszystko.

Podjęłam decyzję oznajmiła Janina. Zapisuję mieszkanie Ewie. Marek, ty masz swój dom.

Marek choćby nie drgnął. Tylko skinął głową.

Kilka dni później dokumenty były gotowe. Mieszkanie oficjalnie należało do Ewy pod warunkiem, iż wprowadzi się dopiero po śmierci babci.

Ale los miał inne plany.

Wylew powalił Janinę, zostawiając ją całkowicie zależną od innych.

Musimy się do niej wprowadzić oświadczył Marek. Sama nie da rady.

Katarzyna poczuła ucisk w żołądku. Wiedziała, co to oznacza.

To ona będzie ją karmić, myć, przewijać i to wszystko, pracując i wychowując dziecko.

Milczała.

Minęły tygodnie, a Katarzyna nie miała chwili dla siebie.

Aż w końcu, pewnego wieczoru, wybuchła.

Marek, mieszkanie twojej matki należy do Ewy. Może to ona powinna się nią zająć?

Ewa studiuje, Katarzyna. I ma chłopaka. Nie może go tu sprowadzić!

Katarzyna zaśmiała się sucho, gorzko.

Marek, ja już nie wyrabiam!

On skrzyżował ręce.

Aha. Czyli masz dość?

Jej dłonie zadrżały.

Duszę się tym! Ty, twoja matka, dziecko, praca TO ZA DUŻO!

Przecież pracujesz zdalnie rzucił z sarkastycznym uśmieszkiem.

Jej wzrok stał się lodowaty.

I co z tego? Myślisz, iż to nie praca?!

Serce waliło jej jak młot.

Wiesz co? od dzisiaj TY zajmiesz się swoją matką!

To moja matka, ale twoja teściowa! To twój obowiązek! Chcesz, żebym ja ją kąpał?!

Cisza.

Wtedy Katarzyna powiedziała cicho, ale stanowczo:

Niczego ci nie jestem winna.

Marek prychnął.

No to zatrudnij opiekunkę!

O, naprawdę? Zapłacisz za nią?

Dlaczego ja mam płacić?!

W takim razie opiekunki nie będzie.

Skrzyżowała ramiona.

Możesz opłacić ją z emerytury twojej matki. Albo ze swojej pensji?

Twarz Marka wykrzywiła się ze złości.

No to po co mi żona?!

I wtedy coś w Katarzynie pękło.

Wszystko stało się jasne.

Marek przez lata tylko z niej korzystał.

A Ewa? choćby nie pojawiła się u babci.

Tej nocy Katarzyna nie zmrużyła oka.

Rano wiedziała, co zrobić.

Gdy Marek wyszedł do pracy, spakowała walizki, zabrała syna i wyszła.

Zostawiła jedną wiadomość, a potem zablokowała jego numer:

Nie będę już dźwigać tego sama.

Wieczorem Marek wpadł do niej wściekły.

Wracasz albo biorę rozwód!

Katarzyna uśmiechnęła się lekko.

Składaj papiery. I tak zamierzałam to zrobić.

Po raz pierwszy Marek oniemiał.

Ale ona nie czekała na przeprosiny. Decyzja była już podjęta.

Miesiąc później byli po rozwodzie.

Marek nigdy nie przyznał się do błędu.

A Katarzyna?

Nie żałowała ani przez chwilę.

Pół roku później

Katarzyna usłyszała wiadomość.

Janina nie żyła.

A Ewa?

Bez wahania wyrzuciła Marka z mieszkania.

I dopiero wtedy zrozumiał.

Stracił wszystko.

Idź do oryginalnego materiału