Tirowcy (Grupa zamknięta)

filmweb.pl 18 godzin temu
Pewnego dnia facebookowy algorytm oszalał i z dnia na dzień na moim feedzie zaczęły pojawiać się posty z otwartej grupy "Busiarze". Mirek pytał o porady w kontekście holenderskiej trasy, Janusz szukał przyjaciół, Bartek organizował spotkanie członkowskie gdzieś pod Frankfurtem. Posty i przytaczane anegdoty przypominały historie opisywane w "Ekspedycji" Malcolma XD. Okazało się jednak, iż życie kierowców nie jest i nigdy nie było usłane różami. Z grupki typu "Busiarze" można było się pośmiać, ale im bardziej zagłębiałeś się w to uniwersum, tym bardziej zaczynałeś rozumieć, iż motyw przewodni tej grupy jest jeden – mówią na niego "samotność".

W trakcie seansu "Flesh and Fuel" Pierre'a Le Galla, opowiadającego historię uczucia, które połączyło dwóch kierowców tirów, zastanawiałem się, czy istnieje queerowa grupa "Tirowcy". A jeżeli tak: to czy jest otwarta, czy może właśnie zamknięta, niedostępna dla zwykłych śmiertelników. Jeżdżenie tirem jest gruncie rzeczy zajęciem dla tak zwanych "prawdziwych mężczyzn”; fachem mającym wiele męskich przywar, przynajmniej w polskiej kulturze. Czy w tym brudnym i nieraz niewdzięcznym zawodzie jest miejsce dla kierowcy geja?

W filmie Le Galla rozumie się to samo przez się – małomówny i wiecznie czujny Étienne (znany z "Nędzników" Alexis Manenti) od czasu spotkania z Bartkiem (Julian Świeżewski) promienieje i wreszcie czuje, iż zaczyna żyć. Wspierają go kumple, kibicują mu najbliżsi – to dobry świat; taki, w którym animozje zostają zastąpione wsparciem oraz empatią. Samotność w podróży dalej mu doskwiera, ale przynajmniej pojawia się poczucie dążenia do "celu", choćby jeżeli owym celem będzie po prostu spotkanie z nowym partnerem/kochankiem.

W "Flesh and Fuel" tirowcy – by zaspokoić swoje własne potrzeby – muszą kombinować, spotykać się pod osłoną nocy, choćby w lesie, bo przecież nie będą zapraszać nieznajomych do siebie, na pakę. Kiedy Étienne wchodzi do pobliskiego lasu, żeby zobaczyć, czy być może tym razem uda mu się z kimś "zgrać", niespodziewanie dostrzega wspomnianego Bartka. Wystarczy chwila, by zaiskrzyło – jak to mówią, reszta to już historia (a w tym przypadku fabuła samego filmu).

To miłość rodem z poprzedniego stulecia – zamiast listów Étienne i Bartek mają jednak spotkania w tirach na postoju, a czasem musi wystarczyć im moment, kiedy mijają się na trasie i mają co najwyżej ułamek sekundy, by sobie pomachać. Czasem uda się zgadać na kamerce wideo (rzadko – nieustannie jeżdżą i odsypiają), ale to wciąż nie to samo, co spotkanie w realu. W przypadku tirowca wejście w relację wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Może dlatego nasi bohaterowie tak bardzo cieszą się z jakiejkolwiek interakcji – spotkanie na przeciwnych pasach tej samej drogi jest dla nich niczym muśnięcie dłonią w miejscu publicznym.

Nie rozdzielą ich kilometry, portfel ani inni faceci. choćby język nie stanie na przeszkodzie – Bartek świetnie mówi po francusku, więc jakoś to będzie (Świeżewski specjalnie nauczył się języka do tej roli i wyszedł z tego obronną ręką). Obaj tirowcy wzajemnie wprowadzają się w świat własnych rytuałów, marzeń oraz erotycznych fantazji. Kiedy jednej nocy tirowcy-kochankowie umawiają się na videocalla, Bartek mówi do Étienne’a, iż jest "seksowny, kiedy mówi po angielsku" – ten akurat siedzi w fast foodzie i rozmawia z kelnerką. Na swój sposób bardzo to romantyczne – obaj panowie bez żadnych kompleksów zasypują się komplementami i za wszelką cenę starają się podtrzymać iskry w tej relacji. W świecie, w którym mężczyźni nie potrafią mówić o swoich uczuciach, taka kolej rzeczy zdaje się filmowym (a także życiowym) powiewem świeżości.

Wiadomo też, iż w każdym raju muszą pojawiać się – prędzej lub później – problemy. Niedopowiedzenia, problemy zdrowotne, zmęczenie: to wszystko zabija tzw. "miesiąc miodowy" ich relacji. Czasy się zmieniają, problemy ze zleceniami stają się normą, a bohaterowie coraz częściej zaczynają się mijać, gdy muszą dostarczać towary na przeciwne krańce Europy. "Nigdy nam się nie uda", konstatuje Bartek w pewnym momencie, zniechęcony zaistniałą sytuacją. Ale Étienne nie zamierza odpuszczać i stracić tej szansy – pragnie przebiec przez wszelkie przeszkody niczym przez autostradę, która – w jednej ze scen – niefortunnie oddziela ich od planowanego, 45-minutowego spotkania.

Dla tirowców te 45 minut to sprawa życia i śmierci, pozwalająca im rozpalić wewnętrzny ogień i dająca nadzieję na lepsze jutro; na to, iż ta wieczna orka kiedyś się skończy, a szczęśliwe zakończenie pojawi się wreszcie przed szybą, gdy obaj – raz na zawsze – zjadą z tej niekończącej się trasy.

Dwadzieścia lat zamknięcia w jednym tirze to trochę dużo, prawda? Trudno jednak powiedzieć, która strona zwycięży – miłość czy potrzeba pracy, pomagania siostrze i stabilizacji finansowej: strefa komfortu czy wkroczenie w zupełnie nowy rozdział zwany związkiem. Do końca nie wiemy, czy Étienne zdecyduje się na tytułowy "flesh", ciało (Bartka, rodzinę, przyjaciół), czy też "fuel”, paliwo (czytaj: na wieki wieków pozostanie odosobnionym od prawdziwego życia kierowcą).

W takim ekosystemie żadna z decyzji nie będzie dla niego dobra – a przecież połączenie obu mikroświatów nie wchodzi w grę. Mimo to podskórnie wierzymy, iż miłość musi zwyciężyć i jakoś to będzie. Kiedy więc Étienne wyrusza na kolejne zlecenie, my po prostu cierpliwie czekamy. Trudno mu nie kibicować: chłopak po prostu pragnie kochać i być kochanym, choćby jeżeli nie do końca potrafi to pokazać. Ale walczy, próbuje i stara się – jadąc przed siebie w nieznane.
Idź do oryginalnego materiału