Słucham sobie ostatnio sporo Ares Kingdom. I to jest idealny wręcz przykład zespołu, który jest "spoko" i nic poza tym. Jak leci, to myślisz, iż świetnie to płynie, zajebiste riffy, mocne wokale, ogólnie muzyka z głową napisana, do tego dynamiczna i "jadąca" do przodu. Bo i w sumie jest to prawda, ale kiedy kończysz słuchać, to w głowie nic z tego nie zostaje. A jak za jakiś czas włączysz znowu, to j/w. Cmokasz z uznaniem nad pracą panów Karola i Michała a potem ulatuje z głowy jak wypity dzień wcześniej alkohol.
Co jakiś czas sobie do tej kapeli wracam, ale niezmiennie odczucia mam identyczne. Dotyczy to również sytuacji koncertowej. Jak widziałem ich 10 lat temu w Berlinie, to pomyślałem dokładnie to samo, co napisałem wyżej. Że świetne granie. A potem zapomniałem o tym recitalu na jakieś dwa lata

Jednak czasem przyjemnie jest sobie ich przypomnieć, choćby po to, żeby potem znów zapomnieć. Z pewnością mogę stwierdzić, iż im późniejsze płyty, tym lepiej się ich słucha.
The Unburiable Dead,
By the Light of Their Destruction oraz
In Darkness At Last najbardziej warte są rekomendacji. Rzekłem.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — minutę temu