Netflix od lat poszukuje godnego następcy Stranger Things, jednak wygląda na to, iż nie docenił serialu, który już miał na stanie, i to od bardzo cenionego twórcy Mike’a Flanagana, na co zwrócił uwagę Collider. The Midnight Club (u nas dosyć nieszczęśliwie Klub Północny) został skasowany po zaledwie dziesięciu odcinkach, mimo iż w istocie stawiał dokładnie na to, co sprawiło, iż historia z Hawkins stała się globalnym fenomenem – siłę relacji między młodymi bohaterami w świecie nadnaturalnego zagrożenia.
Co ciekawe, serial został anulowany mimo tego, iż zebrał bardzo pozytywny oddźwięk wśród krytyków (85% pozytywów na Rotten Tomatoes). The Midnight Club, adaptacja powieści Christophera Pike’a z 1994 roku, opowiadał o ośmiorgu nieuleczalnie chorych nastolatkach zamieszkałych w hospicjum Brightcliffe, którzy spotykali się co noc o północy, by opowiadać sobie przerażające historie. Zawarli oni pakt – ten, kto umrze pierwszy, spróbuje skontaktować się z pozostałymi zza grobu.

Serial Flanagana miał przewagę nad Stranger Things, której nie posiadały inne próby naśladowania tego sukcesu. Śmierć w Brightcliffe nie była abstrakcyjnym zagrożeniem – każdy członek klubu wiedział, iż umiera. Możliwość istnienia życia pozagrobowego stanowiła dla nich nie tylko nadnaturalną zagadkę, ale desperacką potrzebę odpowiedzi na pytanie o to, co czeka ich po drugiej stronie. To sprawiało, iż tajemnica w serialu była nierozerwalnie związana z emocjami bohaterów, a każde dziwne zdarzenie w Brightcliffe niosło autentyczny ciężar.
Pierwszy sezon był wyraźnie dopiero początkiem. W przeciwieństwie do miniserii Flanagana Nawiedzony dom na wzgórzu, Nocna msza czy Zagłada domu Usherów, serial nie był zamkniętą opowieścią. Flanagan celowo pozostawił niewyjaśnione tajemnice, planując kontynuację. Co najważniejsze, sam Klub Północny miał się zmieniać – Brightcliffe tworzyło naturalny sposób na odchodzenie postaci i pojawianie się nowych nastolatków (co nie oznacza, iż trzeba byłoby to robić, oczywiście). Każdy nowy mieszkaniec mógł wnosić kolejne życie, kolejne lęki i potencjalnie kolejną historię do klubu.

The Midnight Club nie potrzebował Upside Down ani kolejnej Eleven, aby zapełnić lukę po Stranger Things. Miał coś cenniejszego – zespół bohaterów, do których warto się przywiązać, oraz nadnaturalną tajemnicę. Serial zbudowany był w sposób zdolny do ewoluowania bez utraty tego, co sprawiało, iż działał. Zastąpienie Stranger Things nigdy nie miało oznaczać kopiowania rozpoznawalnych elementów Hawkins, Netflix potrzebował serialu potrafiącego sprawić, by widzowie zakochali się w grupie młodych bohaterów i poszli za nimi w mrok. The Midnight Club już to miał.







