Spotkanie w Aurorze, czyli The Aurora Encounter Jima McCullougha z 1986 roku to niewątpliwie jeden z najdziwniejszych filmów w dziejach kina.
USA, przełom XIX i XX wieku. W teksaskim miasteczku Aurora pojawia się latający spodek pilotowany przez przyjaznego przybysza z kosmosu. Świadkami tego wydarzenia są wdowa Irene, poczciwy pijaczek Charlie i dziewczynka imieniem Sue, która odnajduje na brzegu rzeki dziwny kryształ pozostawiony przez pozaziemską istotę – ale już niedługo wieść o niezwykłym gościu roznosi się po okolicy. Większość tubylców uznaje ją za wymysły zdziwaczałej kobiety, wiecznie pijanego starca oraz dziecka o wybujałej wyobraźni. Sytuacja ulega komplikacji, kiedy pewien nieustępliwy Strażnik Teksasu zauważa kosmitę i postanawia ruszyć jego tropem.

Fabuła ma swoje źródło w incydencie w Aurorze, który rzekomo rozegrał się 17 kwietnia 1897 roku na teksaskiej prowincji. Dallas Morning News donosił, iż tego dnia nad ranem latający statek rozbił się o wiatrak, jego pilot zginął w katastrofie i został pochowany na miejscowym cmentarzu, zaś szczątki wehikułu pogrzebano w studni. Incydent w Aurorze poprzedził słynną sprawę Roswell o pół wieku, doczekał się też wielu teorii, wyjaśnień i prób demistyfikacji, ale nigdy nie zostały one potwierdzone ani obalone. Niektórzy twierdzą, iż był to żart dziennikarza, który chciał zwrócić uwagę na umierające miasteczko odcięte od świata.
Spotkanie w Aurorze sfinansował Roger Corman, a dzięki fundacji Make-A-Wish rolę kosmity zagrał Mickey Hays – czternastolatek cierpiący na progerię, który marzył o występie w filmie. Całość przypomina połączenie E.T. (1982) Stevena Spielberga z serialem Domek na prerii: kino familijne w kostiumie science fiction. Film cechuje się nieodpartym urokiem i wysokim poziomem osobliwości, który zapewnia mu miejsce na każdej liście największych ekranowych kuriozów. Coś wyjątkowego musiał tu też dostrzec DJ Shadow, który samplował monolog Charliego na płycie Endtroducing…












