Wszystko zaczęło się od zwykłych zakupów w jednym z lubelskich marketów. Po powrocie do domu rodzina odkryła w pudełku pasażera na gapę, który na pierwszy rzut oka wyglądał egzotycznie, ale gwałtownie okazał się śmiertelnym zagrożeniem. Gdy emocje opadły, a zdjęcia trafiły do specjalisty, zapadł wyrok: to pająk z rodzaju Latrodectus, czyli bliski krewny słynnej czarnej wdowy.
„Wtedy się trochę przerazili i zamknęli pająka wraz z zakupami w nieczynnej witrynie chłodniczej” – relacjonuje ekspert z profilu Atrax Spiders, który interweniował na miejscu.
Co najbardziej przerażające, w domu, do którego trafił pająk, znajdowały się dzieci. Na szczęście nikomu nic się nie stało, choć pajęczak był skrajnie wycieńczony, co sugeruje, iż mógł przeżyć w transporcie choćby pół roku.
Zobacz również
Czarna wdowa w pudełku z zakupami. Rodzina przeżyła horror!
Ponad 120 osób rozpoczęło szkolenie w 2 LBOT na Majdanku
Duma Lublina! Rekordowa kasa na pomysły naszych uczniów!
Gdzie dokładnie doszło do znaleziska? Specjalista nie ujawnia nazwy sklepu, by uniknąć problemów prawnych, ale ostrzega: to mogło przytrafić się każdemu. Wdowy są niezwykle odporne na niskie temperatury i potrafią przetrwać choćby polską zimę w piwnicy. Często trafiają do nas nie tylko w owocach, ale ukryte w kartonach lub sprowadzone wraz z samochodami z USA.
Jeśli znajdziecie podobnego osobnika, najważniejszy jest spokój.
„Pająka można zagonić do pojemnika na żywność, słoika lub czegoś, co ma zamknięcie” – radzi ekspert. Ważne, by nie dotykać go gołymi rękami i użyć np. patyka. Pamiętajmy też, iż nie każdy czarny pająk to zabójca – w Polsce żyje m.in. Zyzuś tłuścioch, który choć podobny, nie posiada charakterystycznej czerwonej klepsydry na odwłoku.
Złapany w Lublinie okaz trafił już do specjalistycznego laboratorium Zwierzyniec WQE, gdzie przejdzie badania genetyczne. Specjaliści ustalą dokładnie, z którym z 31 gatunków wdów mieliśmy do czynienia i jak bardzo był on niebezpieczny.
Co zrobilibyście w takiej sytuacji? Sprawdzacie dokładnie swoje zakupy przed włożeniem ich do lodówki, czy ufacie, iż markety dbają o nasze bezpieczeństwo? Dajcie znać w komentarzach, czy po tej historii będziecie uważniej zaglądać do kartonów!











