Teściowa postanowiła wprowadzić się do mojego mieszkania, które sama kupiłam, a swoje własne oddać córce – mąż uważa, iż tak będzie najlepiej dla wszystkich

polregion.pl 3 tygodni temu

Moja teściowa postanowiła przeprowadzić się do naszego mieszkania, zostawiając swoje własne dla córki.

Mój mąż, Paweł, dorastał w wielodzietnej rodzinie gdzie rządziła silna ręka matki, Bożeny. Bożena rodziła dzieci jedno po drugim aż w końcu, po kilku synach, doczekała się córki Aneczki. Całe życie podporządkowywała pod tę księżniczkę, dla której gotowa była zrobić wszystko. Dopóki nie urodziła Anny, rodziła kolejne dzieci taki był jej upór. Nie mnie to jednak oceniać.

Wychodząc za Pawła, wierzyłam, iż mam szczęście. Był odpowiedzialny, zaradny, dawał poczucie bezpieczeństwa. Wiedział, czym jest rodzina. Ale choćby nie wiadomo co, na matkę i młodszą siostrę nigdy nie pozwoli złego słowa powiedzieć. Zawsze był gotowy nieść im pomoc, choćby jak dla mnie brakowało już cierpliwości.

Z Bożeną relacje były poprawne. Wszystko zmieniło się, gdy Anna miała dziesięć lat i poznałam ją osobiście. Na początku to było dziecko jak każde, jednak z czasem zaczęła mnie drażnić minęło pięć lat i miałam jej serdecznie dosyć. Uczyć się nie chciała, zaczepiała się z podejrzanymi chłopakami na blokowisku. I zawsze wtedy Paweł musiał interweniować, bo Ania potrafiła wydzwaniać do niego w środku nocy z byle powodu.

Przez lata łudziłam się, iż Anna w końcu spoważnieje, wyjdzie za mąż i będzie spokój. Nic z tego. Gdy spotkała Krzyśka i zdecydowali się na ślub okazało się, iż pieniędzy brak, więc teściowa wymogła na braciach, by dołożyli do wesela. Swojego grosza nie wyłożyła. Krzysiek też biedny, kilka zarabiał, więc młodzi zamieszkali z Bożeną.

Narodziło się jedno dziecko, potem drugie Stopniowo miejsce zaczęło im doskwierać, a Bożena zaczęła knuć. Wymyśliła idealne wyjście przekaże swoje mieszkanie Annie, a sama zamieszka u nas. U nas, czyli w moim dwupokojowym mieszkaniu, za które sama zapłaciłam każdą złotówkę Paweł nie dołożył złamanego grosza. Najbardziej uderzające jest jednak to, iż jemu suchy chleb nie przeszkadza: Mama ci pomoże, zawsze będzie z nami przekonuje.

Nie potrafię się pogodzić z tym, iż ktoś bez pytania chce wejść z walizką do mojego życia i mojej prywatności. Teściowa uważa, iż to nasz święty obowiązek bo Paweł jest najstarszy, a najstarszy syn zawsze dba o matkę. Ja kocham Pawła, rozwód nie wchodzi w grę, ale nie wiem już, jak mam do niego dotrzeć. Jak sprawić, by wreszcie zauważył, iż życie z jego matką pod jednym dachem to nie rodzinna sielanka, ale prawdziwy koszmar?

Może ktoś miał podobną sytuację i wie, jak przemówić do rozsądku mężowi, zanim zamieni się to nasze życie we wspólne piekło?

Idź do oryginalnego materiału