Teściowa nie daje za wygraną – wciąż chce pogodzić syna z byłą żoną: “Nie rozumiesz? Przecież mają razem dziecko!” – Skargi i intrygi mojej polskiej rodziny

newsempire24.com 4 dni temu

Rodzice mojego męża najwyraźniej nie słyszeli o zjawisku pod tytułem zaakceptowanie rzeczywistości wciąż usiłują pogodzić go z byłą żoną, jakby osiem sezonów serialu z dramatami rodzinno-miłosnymi miało się skończyć happy endem. No przecież oni mają razem dziecko! narzeka moja teściowa, jakby to dawało licencję na wieczne pojednania.

Jestem drugą żoną Adama. Jego rodzice od czterech lat z uporem godnym lepszej sprawy ignorują fakt, iż ich syn jest już po rozwodzie. Od trzech lat mamy ślub, prowadzimy zupełnie zwyczajne, całkiem udane życie. Ale według teściowej Adam dokonał życiowej katastrofy, a jej obowiązkiem w randze matki Polki jest naprawić za niego świat. Uważa, iż Adam musi odbudować relacje z byłą rodziną, bo przecież tam jest wnuczek, jej oczko w głowie.

Poznałam Adama już po jego rozwodzie. Rozstali się pokojowo (to wersja oficjalna), a była żona gwałtownie ułożyła sobie życie na nowo. Ptaszki ćwierkały, iż nowy mąż był na horyzoncie jeszcze przed rozwodem. Adam twierdzi, iż ślub to była dość przypadkowa decyzja, wymuszona przez ciążę o jakiejś wielkiej miłości nie było mowy. Tak szczerze mi to przyznał: gdyby nie dziecko, nie byłoby całej tej historii.

Nigdy nie miałam kompleksu byłej. Postanowiłam po prostu poobserwować Adama i zobaczyć, czy przypadkiem nie wzdycha do tej swojej dawnej idealnej rodziny. Nic podobnego obojętność do bólu. Była żona również wydaje się mieć wszystko w głębokim poważaniu kontakt utrzymują wyłącznie w sprawie syna, tyle.

Ale teściowelandia rządzi się własnymi prawami. I tutaj zaczyna się festiwal: próby połączenia rodziny, westchnienia za dawnymi czasami, pełna dezaprobata wobec naszego związku. Ewa, naprawdę, po co ci to wszystko? Możesz jeszcze mieć zachwycającą przyszłość, nie pakuj się w czyjeś sprawy! szeptała mi teściowa podczas prywatnych rozmów.

Odpowiadałam jej dyplomatycznie, iż Adam jest wolnym człowiekiem i nic nikomu nie odbieram. Ale wiadomo, iż porozumienie między nami nie leżało w kartach. Jakoś to przeżyłam.

Po ślubie kontakt z teściową ograniczyłam do rodzinnych świąt, na których w gratisie dostawałam wywody o tym, jak to pierwsza rodzina Adama była wspaniała. Adam starał się ją uciszać, ale ile można walczyć z huraganem? I tak zawsze zaczynało się od nowa.

Na rodzicielstwo nie mieliśmy jeszcze ochoty ja nie czułam powołania do bycia mamą, Adam już swojego potomka miał. Przynajmniej teściowa była zadowolona, miała przecież wnuka (i gwarancję, iż moja osoba jako matka nie zagrozi pozycji pierwszej).

Po rozwodzie syna teściowa wzięła sprawy w swoje ręce: serdeczne zaproszenia dla byłej synowej na każde święta, peany na jej cześć, wspólne wspominki. Ku jej rozczarowaniu, była synowa zachowywała totalnie zimny dystans przychodziła, przysiadała się do makowca, ale ani grama entuzjazmu. Szczyt bierności.

Z czasem teściowa zaczęła rozgrywać własne gierki dzwoniła z pytaniami, czy wiem, gdzie jest Adam. jeżeli nie wiedziałam, to prędzej wyobrażała sobie, iż bawi się w odnowione ognisko domowe z byłą, niż po prostu poszedł na siłownię. Czasem choćby sama wysyłała go do tamtej rodziny. Kreacja intryg rodem z telenoweli, serio.

Zazdrość to nie jest mój żywioł, ale poziom absurdu czasami mnie już mierzi. Z zewnątrz patrząc: Adam z byłą żyją jak cywilizowani ludzie z podręcznika alimenty płyną, od czasu do czasu syn wpada do nas, żadnych dantejskich scen, żadnych napięć. Normalność aż razi.

Tylko moja teściowa wciąż widzi tam szansę na spektakularne pojednanie. I knuje, i męczy. Kiedy da sobie spokój? Albo zrozumie, iż nie stanie się cud? Adam łudzi się, iż jak urodzę jej kolejnego wnuka, to się uspokoi. Ale jakoś nie wierzę. Po mojemu, lepiej przygotować się na kolejną serię świątecznych odcinków z cyklu przywracanie dawnej rodziny. W końcu Polak potrafi choćby kota nauczyć latać, gdy akurat nie ma nic ciekawszego do roboty.

Idź do oryginalnego materiału