[…] Gdy starożytni wymyślali znane nam do dziś baśniowe historie, a także później, gdy ustne tradycje zostały ostatecznie spisane w średniowieczu, ziemie północnej i zachodniej Europy porastał gęsty las.
Niebezpieczeństwa były namacalne: od łotrów i bandytów czyhających na podróżników po wilki żądne krwi, a za każdym zakrętem czaiła się śmierć.
To miasta i wioski były terenem cywilizowanym, jednocześnie trochę nudnym, przewidywalnym i restrykcyjnym w swoich normach.
Pod wieloma względami bór symbolizuje wszystko, czym miasta i miasteczka nie są: to, co nieokiełzane, niekontrolowane, tajemnicze i dzikie.
Cywilizacje, jako dzieła ludzkości, mają swoje zasady, standardy i granice. Istnieje akceptowalny oraz, co ważniejsze, nieakceptowalny sposób zachowania, a od każdego oczekuje się przestrzegania społecznych konwencji. W lesie zaś czai się to, co nieznane, nieposkromione.
Tam czeka przygoda. […]
Monika Kucia, Pewnego razu w borze, Echa Leśne nr 4 (662)2025

