Tak właśnie postąpiłam, gdy znalazłam w kieszeni Marka dwa vouchery na rejs po Bałtyku. Na jednym z nich widniało nazwisko jego kochanki.

polregion.pl 3 dni temu

15 listopada, Warszawa

Tego dnia, którego nigdy nie zapomnę, było zimno i mżyło. Spotkałem się z moją wtedy jeszcze przyszłą żoną, Zofią, na przystanku autobusowym przy ulicy Marszałkowskiej. Pamiętam, jak szukała kluczy w torebce i nieopatrznie je upuściła, wyjmując portfel. Pomogłem jej, bo było już ciemno, a asfalt i mżawka nie ułatwiały zadania. Uśmiechnęła się do mnie, szczerze podziękowała i tak się zaczęło. Okazało się, iż jechaliśmy tym samym autobusem w stronę Ochoty.

Odprowadziłem Zofię pod kamienicę, w której mieszkała. Od tego wieczora zaczęliśmy się częściej spotykać filmy w kinie Iluzjon, niedzielne spacery po Łazienkach. Po pół roku oświadczyłem się Zosi w pewnej małej kawiarni, gdzie pierwszy raz piliśmy gorącą czekoladę razem. Powiedziała tak i pobraliśmy się w czerwcu pamiętam, Komorów wtedy tonął w kwiatach. Marek mój dobry przyjaciel był świadkiem.

Przez trzy lata żyliśmy sobie spokojnie, jak to w polskich rodzinach bywa. Mieszkanie niewielkie, praca stabilna, czas spędzany przy wspólnych obiadach i wyjazdach nad jeziora. Ale wszystko zaczęło się zmieniać, gdy Marek dostał nową pracę w zagranicznej firmie w centrum. Od tamtego czasu coraz częściej zostawał po godzinach, był rozkojarzony, czasem nerwowy. Przemilczałem to, przecież każdy ma swoje gorsze dni. Tłumaczyłem sobie, iż to kwestia stresu.

Pewnego dnia Marek oznajmił, iż wyjeżdża na dwa tygodnie do Gdańska na szkolenie. Kiedy pakował się do wyjazdu, poszedł się wykąpać, a ja postanowiłem zrobić szybkie pranie, by mu pomóc. Przy przeglądaniu kieszeni znalazłem dwa bilety na rejs po Bałtyku każdy po 500 złotych. Na jednym bilecie widniało obce, kobiece imię: Agnieszka Nowicka. Wszystko było już dla mnie jasne Marek mnie zdradzał. Poczułem, jak w jednej chwili runęło całe moje zaufanie. Ta sytuacja bolała tym bardziej, iż tak bardzo kochałem i ufałem Zofii.

Nie powiedziałem Markowi od razu, bo chciałem przemyśleć wszystko na spokojnie. Zadzwoniłem do starego znajomego ze szkoły, Andrzeja, który zawsze był dla mnie podporą. Poprosiłem go o przysługę by poszedł ze mną w to samo miejsce, do którego Marek zabrał swoją kochankę. Postanowiliśmy udawać parę zakochanych.

Kiedy Marek zobaczył nas razem w kawiarni Pod Zegarem, zrobił się blady jak ściana i ruszył w naszym kierunku. Zaczął mnie oskarżać, iż go zdradzam. Uśmiechnąłem się z przekąsem i odpowiedziałem spokojnie:
Ty sądziłeś, iż możesz mnie zdradzać, a ja nie mogę? Zobacz, jak łatwo znalazłem dla siebie kogoś, kto mnie rozumie!

W tym samym czasie w lokalu była też Agnieszka ta sama kobieta z biletu. Była zupełnie zaskoczona, bo jak się okazało nie wiedziała nawet, iż Marek ma żonę. Oszukał nie tylko mnie, ale i ją. Po tej scenie zdecydowałem się na rozwód. Nie dało się już odbudować zaufania. Rozeszliśmy się bez awantur, spokojnie.

Po pół roku ożeniłem się z Andrzejem. Znaleźliśmy wspólny język, spokój i szczęście coś, czego mi brakowało przez wcześniejsze lata. Agnieszka zerwała kontakty z Markiem, bo nie potrafiła mu wybaczyć kłamstwa.

Dzisiaj wiem, iż nie wolno zamykać oczu na sygnały ostrzegawcze. Zawsze warto rozmawiać i nie tracić własnej godności, choćby jeżeli serce podpowiada co innego. Czasem zdrada jest początkiem czegoś dobrego, jeżeli tylko człowiek potrafi wyciągnąć wnioski z własnych błędów.

Idź do oryginalnego materiału