
Człowiek jest istotą zdolną do największego zła jeżeli tylko ubierze je w "dostatecznie błyszczący kostium", jest zdolny do potwornych czynów, jeżeli tylko potrafi je przed samym sobą i innymi uzasadnić – krótko mówiąc "ubrać w kostium" wyższych celów, takich jak "postęp", "nauka", "dobro wyższe" czy "misja". A wtedy niemoralne czyny są racjonalizowane i ukrywane pod maską szczytnych haseł, tradycji lub tzw. "wyższego dobra", "konieczności dziejowej", "sprawiedliwości", "bezpieczeństwa" itp. Zło rzadko występuje w czystej postaci lepiej się "sprzedaje w ładnym opakowaniu" dlatego... zwykle potrzebuje "kostiumu" czyli " fajnego przebrania" – ideologii, propagandy, czy usprawiedliwienia / np." to dla dobra ogółu"/, aby człowiek mógł czynione zło zaakceptować i dalej realizować. Ubiera więc najbardziej potworne czyny w szaty konieczności, obowiązku czy wręcz cnoty a własna pycha i hipokryzja pozwalają mu zamaskować choćby największe zło, czyniąc je "wystarczająco błyszczącym", by stało się też akceptowalne społecznie. Te "fajnie błyszczące" narracje usprawiedliwiające zło często przybierają formę atrakcyjnych, spójnych opowieści, które nadają krzywdzie pozory wyższego celu, konieczności dziejowej, bezpieczeństwa lub wyższej sprawiedliwości. Celowo dehumanizują ofiary, sprawiając, iż krzywda staje się dla sprawców i ich popleczników mało widoczna lub moralnie akceptowalna a oni sami wierzą, iż czynią dobro, iż realizują szczytne cele uważają się za dobrych i co za tym nie czują odpowiedzialności... za swoje czyny.



