24 kwietnia 2026 roku przypada dwunasta rocznica śmierci jednego z moich ulubionych poetów, Tadeusza Różewicza. Kojarzony jest głównie z poetyką „ściśniętego gardła”, która charakteryzowała jego wczesną twórczość. Chodzi rzecz jasna o skrajną oszczędność wyrazu, kompletny brak patosu oraz suchy opis faktów, no bo jak można było odnaleźć w sobie zachwyt i jakich poetyckich słów należało używać po przeżyciu okrucieństw II wojny światowej?
Przypomnijmy, iż Różewicz „Satyr” był żołnierzem Armii Krajowej. Nic dziwnego, iż ozdobniki w poezji musiały wydawać się barbarzyństwem w świecie zrujnowanym moralnie, w świecie po Auschwitz. Tym bardziej gorzka wydaje się ta refleksja teraz, w 2026 r., kiedy Palestyna umiera, eksterminowana na oczach całego świata. Jaka dziś byłaby poezja Różewicza? Może zaprzestałby pisania w ogóle? „Nigdy więcej” w kontekście Auschwitz-Birkenau wydaje się być w tej chwili pustym sloganem, skoro historia tak brutalnie i ironicznie zatacza koło.
Nie chcę jednak skupiać się jedynie na poetyckim wymiarze jego twórczości, a zwłaszcza na tym początkowym jej okresie, ponieważ
Różewicz dał się poznać także jako świetny dramaturg (jego „Kartoteka” to pierwszy przykład teatru absurdu na polskim gruncie), krytyk współczesności, a nawet, z dzisiejszej perspektywy, wizjoner.
Już w latach 50., a więc w głębokim PRL-u, trafnie przewidywał nadciągającą bylejakość, tandetę, pustkę moralną. Swoje obserwacje mógł tylko pogłębić w „Kartotece rozrzuconej” z lat 90., a więc już w demokratycznej Polsce. To wszystko na długo przed erą ogłupiających telefonów oddalających człowieka od człowieka.
Jego twórczość, gorzka, bynajmniej nie napawająca optymizmem, mogła przez niektórych być odbierana jako przejaw cynizmu czy wręcz nihilizmu. A jednak, po tragedii lat 1939-1945, Różewicz próbował nadać słowom nowy sens. I nadawał go, aż do śmierci 24 kwietnia 2014 r. Polska poezja straciła wówczas swego mistrza. Przy tej okazji zostawiam czytelników z tekstem obfitującym w cytaty z jego poezji (z różnych okresów) oraz z najsłynniejszego dramatu, wspomnianej już „Kartoteki”, która zresztą całkiem niedawno doczekała się nowej adaptacji w Teatrze Jaracza w Łodzi.
Na próżno szukać tu podziałów na akapity, podtytułów. Parafrazując samego Różewicza przyznaję, iż „byle jaka felietonistka”, pozostawia czytelników z (nie mniej byle jakim? :)), delikatnie „poetyzującym” tekstem.
*
„Jestem tak pusty iż można wybudować w moim
wnętrzu jedną katedrę gotycką dwa domy towarowe
teatr boisko zajezdnię tramwajową”.
Jakże trudno było odnaleźć się po katastrofie lat 1939-1945. Jakże trudno było odnaleźć „nauczyciela i mistrza”, który miał przywrócić „wzrok słuch i mowę”, miał jeszcze raz „nazwać rzeczy i pojęcia; oddzielić światło od ciemności”… O wiele łatwiejsze zdawało się odnalezienie cmentarza, „gdzie nie powstan[ie się] z martwych”.
Ostro i bez znieczulenia
– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Stajemy więc przed sprzecznością nie do pogodzenia – z jednej strony zarzucany poecie przez niektórych krytyków nihilizm, słynne „ściśnięte gardło”, uniemożliwiające odnalezienie i poskładanie się na nowo po doświadczeniu wojny, z drugiej zaś instynktowna chęć życia, poszukiwania, jednak już nie cmentarza, ale nowej drogi, sposobu na wyrażenie siebie, poezji; próba odnowy wiary w dawne emocje, bo przecież:
„miłość uszlachetnia
jestem lepszy
odrobinę lepszy
wierzymy w to oboje”[1].
Przez wspomnianą wyżej sprzeczność, byłoby absurdem (i to większym niż ten emanujący z „Kartoteki”) określić Różewicza jako nihilistę. Poeta nie ustaje w poszukiwaniu dobra, nadziei, może choćby piękna, stara się jednak uczciwie opisać swoją drogę tych (bez?)owocnych poszukiwań. Przeplatają się tu zatem wątki uniesień, przypływów kruchej nadziei, zmieniających się niekiedy w gorzkie retoryczne pytania, takie jak to:
„czy można pisać
o miłości
słysząc krzyki
zamordowanych i pohańbionych?[2]”
Różewicz nie jest naiwny, wie, że:
„Marzenia jak ptaki
bez skrzydeł
spadają”, ale nie pozostaje bierny. przez cały czas szuka. I kto wie, czy właśnie nie ten motyw poszukiwania pomimo wszystko nie jest najistotniejszą składową jego twórczości.
Nie sposób wyprzeć doświadczenia wojny będącego, w gruncie rzeczy, punktem krytycznym w myśleniu poety o człowieku.
„Ociekamy krwią
I nie było pory rozkwitania
Było rozdarcie nienawiść
(…) zasłaniam się przed odruchem czułości[3]” – zdaje się mówić poeta w imieniu całego pokolenia Kolumbów. Jednakże zamiast uciekać się do romantycznych mitów patriotyzmu, ten bezpardonowo opisuje wojenne realia:
„Mordują człowieka. Z bronią u nogi.
Czekam… na rozkaz”.
Czy to wywrotowy cynizm? Czy może przewrotna chęć zachowania odrobiny człowieczeństwa poprzez pozostawienie świadectwa, jakiekolwiek by ono nie było?
Świadectwa, które ciąży. A mimo to woli je przekazać, niczym niechciany testament-dług. Ku przestrodze?
Jak odnaleźć się w tym okaleczonym świecie bez czułości? Teoretycznie
„ręce można też ogrzać
i o garnuszek
w którym jest gorąca kawa
jeśli na świecie
jest już tak zimno”[4].
Czy z upośledzonych dusz ma szansę wydostać się ciepło, życzliwość?
„Jak my się kaleczymy
wzajemnie okrutni
w skupieniu czujni
nieomylni w zadawaniu ciosu”.
A przecież choćby w wiele lat po wojnie, ci „nowocześni” ludzie nie zawiązują żadnych więzi, gubią się samotni w wielkich metropoliach, a
„odległość od człowieka do
rośnie pod neonami
w przeludnionych miastach”[5].
Paradoksalnie to właśnie w czasie wojny ludzie byli ze sobą bliżej:
„byliśmy otwarci
w czasach największego ucisku
cudze cierpienie i cudza radość
łatwo przenikały do naszego wnętrza (…)
teraz okrywają nas pancerze”[6].
Bez obaw o zranienie, bez obaw o odpowiedzialność. Tę płytką rzeczywistość poeta puentuje słowami:
„mówię iż nic jest w nas”[7].
Różewiczowskie zwątpienie w człowieka daje zauważyć się, rzecz jasna, nie tylko w wymiarze emocjonalnym, ale i intelektualnym. Wystarczy odejść na chwilę od poetyckich krajobrazów, celem uważniejszego przyjrzenia się egzystencji (anty)Bohatera „Kartoteki”. Ten zaś, w totalnej opozycji do Mickiewiczowskiego Konrada, który wznosił się, leci „na szczyt opoki, [zapala papierosa, patrzy w sufit] i Leż[y]. Leż[y]!”Życie Bohatera wypełnia pustka, rozbicie wewnętrzne, niemożność działania i przemiany. Konrad – przepełniony romantycznymi ideałami – mówił:
„Teraz duszą jam w moją ojczyznę wcielony
Ciałem połknąłem jej duszę”[8].
Bohater z kolei wygłasza: „apetyt rośnie, jak otworzę usta, tobym łykał całe miasta i ludzi, i budynki, i obrazy, i biusty, telewizory, motory” …
„Romantyczną identyfikację z ideą wypiera pokusa konsumpcyjna”[9]. Przedstawiony tu świat współczesny opiera się w głównej mierze na konsumpcji, globalizacji, na czym wyraźnie traci jednostkowość, indywidualizm i wyobraźnia, kształtowana odtąd przez mass-media:
„[Bohater zasypia. Budzi go wystrzał armatni (…)] BOHATER: Idioci. Znów wojna? GŁOS SPOD KOŁDRY: Nie, panie dyrektorze, to księżna Monaco powiła ośmioraczki. W związku z tym w całej ojczyźnie urządza się żakinady, dziecinady i tak dalej”.
Świat świętuje, jest z czego się cieszyć. Nieważne, czy ma to jakikolwiek realny wpływ na życie jednostki, a w tym wypadku Bohatera, który zdziwiony pyta, dlaczego u nas. Odpowiedź jest krótka: to bez znaczenia. I tak najprościej można spuentować wszystko to, co kreuje prasa, telewizja: to tak naprawdę bez znaczenia.
Człowiek XX wieku pozostaje jednak osaczony, a przy tym zdecydowanie zbyt często bezwolny, ogłupiony, bierny, bezmyślnie poddający się konsumpcji, pracując tylko po to, by móc „nacieszyć się” bezruchem w jedyny wolny dzień.
Oczywiście, zdegradowany po okropieństwach wojny intelektualnie człowiek niezmiennie podlega degradacji emocjonalnej, co wyraźnie uwidacznia się w dialogach Bohatera z dawną ukochaną, Olgą. „Mówiłeś, iż będziemy mieli domek z ogródkiem, parkę dzieci: synka i córeczkę… Świat się kończył a ty kłamałeś!”. Spokojną odpowiedzią Bohatera na te zarzuty jest beznamiętne stwierdzenie, że: „Świat się nie skończył. Przeżyliśmy. Nie masz pojęcia jak się cieszę, iż mogę leżeć. (…) Myślałem, iż wszyscy umrzemy, więc mówiłem ci o dzieciach, kwiatach, o życiu. Proste”.
Czy ustąpienie zagrożenia spowodowało, iż wyniszczonego człowieka płynnej rzeczywistości nie stać już na nawiązanie szczerych, opartych na wzajemnej trosce i szacunku relacji? Czy to strach przed konsekwencjami, z którymi nieuchronnie wiąże się każdy nasz czyn?
Znamienna wydaje się być refleksja nad mocą rąk, zdolnych tak do czynienia zła, jak i dobra, przewijająca się nieomal cały czas w „Kartotece”: „Moja ręka. Moje palce. Moja żywa ręka jest taka posłuszna. Robi wszystko, co pomyślę”. Czy znów więc powracamy do paraliżującego doświadczenia wojny wywołującego strach przed działaniem? A może mamy tu do czynienia ze sprzeciwem wobec konwencji powojennego skomercjalizowanego świata? Do „Kartoteki rozrzuconej” z lat 90. Różewicz dołączył przecież faktyczne wycinki z gazet, cytaty z programów telewizyjnych, czyli wszystkie możliwe „podroby full doznań”. W tej „kapitalistycznej” Kartotece po 1989 r. bohaterami stają się choćby posłowie chorujący na „fajdanitis poslinis” [10], (innymi słowy: chorujący na upadek moralny), zaś sceny przedstawiające polski parlament nie są satyrą – to tragikomiczny dramat naszej demokracji, aktualny po dziś dzień. Czy naprawdę jest aż tak źle, jak prorokował poeta, czy
„ta czarna dziura to polska kultura
ta czarna dziura to polska literatura”?
Historia zdaje się powtarzać, happy endu zaś nie widać…
Człowiek wobec komplikacji świata jest bezradny. Czy oznacza to jednak, iż jedynym rozwiązaniem pozostają nihilizm i apatia?
Nieustanne poszukiwania celu, wartości również nie gwarantują sukcesu… O jakim sukcesie zresztą mowa wobec wszechobecnej pustki egzystencjalnej, wobec braku sensu (innego niż bezrefleksyjne dążenie do „dobrobytu”), wobec zimna w relacjach międzyludzkich, upośledzenia emocji, ogłupiającego świata mass-mediów i globalizacji, upadku sztuki i kultury, której namiastki w zderzeniu z komercyjną cywilizacją i tak nie mają szans na przetrwanie.
„Jestem Nikt (…)
byle jaki Gustaw
przemienia się
w byle jakiego Konrada
byle jaki felietonista
w byle jakiego moralistę
słyszę
jak byle kto
mówi do byle co
do byle kogo
byle jakość ogarnia masy i elity
a to dopiero początek[11]”.
Po co więc szukać? Może po to, by zrozumieć, iż nie warto wzruszać ramionami? W tym nieczułym, nastawionym głównie na zysk świecie, poeta dąży jednak do jak najgłębszego poznania i zrozumienia drugiej istoty. Samotny, nie zamyka się w sobie. Niezrozumiany, nie rezygnuje z próby zrozumienia, nie separuje się od innych. Wie, iż wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy skażeni życiem:
„Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę[12]”.
Ta sprzeczność w Różewiczu wydaje się być najbardziej intrygującym aspektem całej jego twórczości: mimo niemożności odnalezienia się, nie potrafi oprzeć się (instynktownej?) pokusie sprawdzenia wszelkich możliwych dróg, by jednak odnaleźć to, co piękne i dobre. Jeszcze nie jest za późno. Nie warto się zamykać, nie mamy nic do stracenia. Narodziny już są jak rana, więc skoro i tak jesteśmy to… Szukajmy? Może dla kilku chwil zdumienia – warto? Przecież:
„Jak dobrze Jestem z tobą
tak mi serce bije
myślałem człowiek
nie ma serca”[13] …
Źródła i przypisy:
Tadeusz Różewicz „Poezja 1” i „Poezja 2” Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988;
Tadeusz Różewicz, „Kartoteka. Kartoteka rozrzucona”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2004.
[1] „Miłość”
[2] „Świadek”
[3] „Głosy”
[4] „Ciepło”
[5] „Zielona róża”
[6] „Zielona róża”
[7] „Zielona róża”
[8] „Dziady, część III”, Adam Mickiewicz, (Wolne lektury) [dostęp: 07.04.2026 r.]
[9] „Otwieranie Kartoteki” Zbigniew Majchrowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997 r.
[10] Jest to neologizm o zabarwieniu pejoratywnym, ironicznym, od słów „ufajdać się”, „poślinić się”. W dramacie Różewicza występuje w kontekście polskiego parlamentu, jest metaforą niskiej jakości dyskursu, brudnej polityki, ogólnego upadku norm. Ten zwrot bywa także kojarzony z Józefem Piłsudskim, który miał używać tego określenia wobec sejmu – W cztery oczy o Marszałku Piłsudskim, Gazeta Krakowska [dostęp: 07.04.2026 r.]
[11] „Przyszli żeby zobaczyć poetę”
[12] „List do ludożerców”
[13] „Jak dobrze”




