"Szepty mroku" już były świetne, ale w 4. sezonie stały się naprawdę znakomite – recenzja serialu AMC

serialowa.pl 2 godzin temu

„Szepty mroku” nie bez powodu są uznawane za jeden z najlepszych telewizyjnych thrillerów ostatnich lat. Debiutujący właśnie na AMC 4. sezon potwierdza, iż opinie wcale nie są na wyrost.

Przyznam szczerze, iż żaden news o serialowych premierach, które czekają nas w tym roku, nie sprawił mi dotąd więcej euforii niż wiadomość, iż będziemy mogli oglądać nowe „Szepty mroku” równocześnie z Amerykanami. Do tej pory musieliśmy zawsze długo na ten świetny serial czekać, ale tym razem AMC spisało się na medal i żadnych opóźnień nie będzie. Timing nie mógłby być lepszy, bo wypadło akurat na najlepszą z dotychczasowych odsłon serii.

Szepty mroku sezon 4 to nowa sprawa i stare problemy

W liczącym osiem odcinków 4. sezonie (widziałem przedpremierowo całość), wracamy do rezerwatu plemienia Navajo w Arizonie, ale jak mogliście już zobaczyć w zapowiedzi, to nie wszystko. Nowa sprawa, której podejmują się porucznik Joe Leaphorn (Zahn McClarnon) i jego ludzie, prowadzi ich bowiem dalej, wprost do słonecznej Kalifornii. A choć Los Angeles w wydaniu rodem z lat 70. jest dokładnie tak barwne, jak należało się spodziewać, serialowe okoliczności do kolorowych bynajmniej nie należą.

„Szepty mroku” (Fot. AMC)

Zanim jednak trafimy na ulice LA, spędzimy trochę czasu w znajomych sceneriach, gdzie wszystko, na czele z trójką najważniejszych postaci, wróciło do względnej normy. Joe, po tym jak przynajmniej w jakimś stopniu uporał się z demonami przeszłości, przez cały czas szefuje lokalnej policji, ale głośno mówi o emeryturze. Jim Chee (Kiowa Gordon) wydaje się wreszcie znajdować na adekwatnym miejscu, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Bernadette Manuelito (Jessica Matten) odzyskuje natomiast równowagę po pracy w straży granicznej, wracając do domu i znanej sobie służby. Oczywiście wszystko do czasu.

Sprawy zaczynają się komplikować, gdy na terenie rezerwatu dochodzi do zaginięcia nastoletniej Billie (Isabel DeRoy-Olson, „Three Pines”), a niedługo potem spokój zostaje zakłócony przez pojawienie się tajemniczego zabójcy. A adekwatnie zabójczyni, bo niejaka Irene Vaggan (Franka Potente, „Biegnij Lola, biegnij”) przedstawi nam się mocno już na samym początku sezonu, żeby potem ciekawić jeszcze bardziej. Podobnie zresztą jak cała kryminalna intryga, która czerpiąc z najlepszych noirowych wzorców, będzie mnożyć wątki i zataczać coraz szersze kręgi.

Szepty mroku w 4. sezonie szukają nowych rozwiązań

W teorii nic w tym sezonie nie może szczególnie dziwić. Twórcy ekranizacji powieści Tony’ego Hillermana odkryli dobrze działającą formułę, z czasem ją udoskonalili i nie dokonali rewolucji, więc fani dostaną w nowej odsłonie serii wszystko, za co wcześniej ją pokochali. Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, iż to tylko odcinanie kuponów. Wręcz przeciwnie, bo 4. sezon „Szeptów mroku” jest całościowo ambitniejszy, a pod pewnymi względami także inny od poprzedników.

„Szepty mroku” (Fot. AMC)

Najbardziej widać to po głównym bohaterze, którego rekonwalescencja po zafundowanych mu poprzednio traumach stanowi jeden z wiodących motywów sezonu. Joe nie tylko mówi o przejściu na emeryturę. On podejmuje w tym kierunku aktywne działania, jednocześnie próbując się stać innym człowiekiem. W dużej mierze ze względu na Emmę (Deanna Allison), która opuściła go i udała się do Los Angeles, ale także dla samego siebie. Bo Joe wyraźnie zdał sobie sprawę (a widzowie wraz z nim), iż znalazł się w miejscu, w którym jeden fałszywy krok dzieli go od przepaści.

O ile jednak widok porucznika Leaphorna uprawiającego pomidory, spędzającego czas w szałasie potu czy na wewnętrznych zadumach może być zaskakujący, to niekoniecznie da się na nim oprzeć całą emocjonalną warstwę historii. Twórcy znaleźli na to rozwiązanie, przerzucając w 4. sezonie psychiczne ciężary na młodsze barki. Dostało się zwłaszcza Chee, który zajął miejsce Joego w ringu zmagań z wypartymi wspomnieniami, co prowadzi go do czasem nad wyraz obrazowych cierpień. Dodajmy zbierające się nad głowami jego i Bern ciemne chmury, a burza będzie nieuchronna.

Szepty mroku sezon 4 to fantastyczna Franka Potente

Choć może powinienem napisać raczej „kolejna burza”, bo tych jest w nowych odcinkach sporo. Za wiele z nich odpowiada wspomniana już Irene, niemiecka zabójczyni, która z łatwością wyrasta na najciekawszy z dotychczasowych czarnych charakterów w serialu. Nie chcąc zdradzać za dużo, mogę powiedzieć, iż twórcy w bardzo pomysłowy sposób podeszli do jej wątku, a choć dotarcie do sedna trochę zajmie, zdecydowanie warto poczekać na efekty.

„Szepty mroku” (Fot. AMC)

Zwłaszcza iż wcześniej też nie będzie nudy, bo i Franka Potente (kapitalny duet z Zahnem McClarnonem!), i inne nowe twarze w tym sezonie zwykle wiele do niego wnoszą. Nieco rozczarował mnie tylko występ Titusa Wellivera („Bosch”) jako mafijnego bossa Dominica McNaira, bo po tym, jak wykorzystano go w materiałach promocyjnych, spodziewałem się większej roli w serialu.

Inne drugoplanowe czy gościnne występy, choćby jeżeli króciutkie, coś po sobie zostawiają i nie mówię tylko o pośmiertnych wspomnieniach. Choć fakt, iż po Robercie Redfordzie w poprzednim sezonie, w tym również mamy ostatnią rolę innej aktorskiej legendy, jest trochę niepokojący. Może na przyszłość lepiej trzymać wybitnych aktorów w podeszłym wieku z dala od „Szeptów mroku”? Tak na wszelki wypadek.

Szepty mroku to serial, którego nie powinniście przegapić

Odsuwając jednak na bok czarny humor, trzeba z pełną stanowczością zaznaczyć, iż serial AMC jest wart uwagi ze znacznie istotniejszych powodów niż przyciąganie do siebie znanych nazwisk. Trzymająca w napięciu i wielowątkowa historia. Intensywne, a jednocześnie wyważone i nieprzykrywające braków w treści sceny akcji. Dbałość o szczegóły i równomierny rozwój postaci. A wreszcie klimat, który w 4. sezonie przechodzi od pustynnego do wielkomiejskiego, niczego na tym nie tracąc.

„Szepty mroku” (Fot. AMC)

Wszystko to sprawia, iż już słusznie cieszące się znakomitą opinią „Szepty mroku”, w nowej odsłonie jeszcze zyskały, stając się obowiązkowym seansem nie tylko dla miłośników ekranowego noiru i klasycznych kryminalnych historii, ale po prostu wysokiej jakości telewizji. W jakimkolwiek kierunku pójdą twórcy dalej (AMC potwierdziło zamówienie 5. sezonu jeszcze przed premierą nowych odcinków), jestem jak rzadko spokojny o to, iż można im w pełni zaufać. choćby jeżeli ostatecznie dadzą Joe Leaphornowi spokój i rzeczywiście odeślą go na emeryturę.

Szepty mroku – odcinki w poniedziałki o 3:00 w nocy i 22:00 na AMC

Idź do oryginalnego materiału