Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają świetnie
Lidka przeżywała rozstanie z mężem jakby ją przejechał tramwaj. Czterdziestka na karku, a tu została sama – córka studiowała w innym mieście, i to takim, gdzie choćby autobus raz dziennie jeździ. Rafał dwa miesiące temu wrócił z pracy i stwierdził krótko:
Odchodzę od ciebie, zakochałem się.
Jak to zakochałeś? W kim? wybąkała zszokowana Lidka.
Normalnie, jak chłop odchodząc od żony. Znalazłem inną, z nią mi lepiej, przy niej nie myślę o tobie. I nie próbuj mnie namawiać, wszystko przemyślałem odparł Rafał z miną, jakby mówił, iż dziś na obiad zupa pomidorowa.
Spakował się dziwnie gwałtownie i zniknął. Dopiero później Lidka uświadomiła sobie, iż przez ostatnie tygodnie mąż po cichu wynosił rzeczy wtedy tylko wrzucał resztę do walizki i trzasnął drzwiami na odchodnym.
Lidka wyryczała się za wszystkie czasy, uznała, iż jej lepsze dni skończyły się na zawsze. Miała wrażenie, iż życie zostało zawieszone na haczyku, a ona sama na nim dynda. Nikogo nie chciała widzieć ani słyszeć. Telefon, chociaż brzęczał jak wściekły komar, ignorowała najczęściej. Dzwoniła córka, dzwoniła przyjaciółka odpowiadała na odczepnego i gwałtownie się rozłączała. W pracy tylko odbębniała, koledzy patrzyli, jedni ze współczuciem, inni ewidentnie dla sensacji.
Lidka w myślach się łudziła:
Może tej nowej się znudzi, wróci, a ja mu wybaczę i przyjmę, przecież go kocham
W niedzielę obudziła się tradycyjnie wcześnie, ale leżała, bo i po co wstawać. O jedenastej rozległ się dzwonek. Znowu chce mi ktoś psuć nerwy,” pomyślała, nie odebrała, tylko zerknęła na ekran nieznany numer. A jeżeli to Rafał zgubił telefon czy mu ukradli, zmienił kartę, może chce wrócić?” przebiegło jej przez głowę. Powinnam odebrać!”
Telefon zaczął dzwonić ponownie.
Halo? rzuciła zniecierpliwiona, całkiem jak rozkapryszona aktorka.
Cześć! rozległ się radosny kobiecy głos.
Kto mówi? burknęła Lidka.
Lidka, ty nie poznajesz starej koleżanki? To ja Weronika!
Lidka się skrzywiła. Wciąż miała skrytą nadzieję, iż to Rafał.
No i?
Lidka, co z tobą, wszystko okej?
Nie okej odparła i się rozłączyła, a łzy poleciały jak Wisła w maju.
Usiadła na kanapie, by dojść do siebie. Kilka minut później ktoś zapukał do drzwi. Lidka zerwała się znowu głupkowata nadzieja.
A może Rafał zrozumiał?” pomyślała i otworzyła.
Cześć! rzuciła z uśmiechem kobieta, którą Lidka z trudem rozpoznała to była jej dawna szkolna przyjaciółka Weronika.
Wyglądała perfekcyjnie świeża fryzura, modna sukienka, czerwona szminka, zapach perfum z perfumerii w Złotych Tarasach. Weronika po maturze wyjechała do Warszawy na studia, od lat się nie widziały. Kiedyś razem chodziły na dyskoteki, plotkowały o chłopakach, przekazywały sobie sekrety tak poważnie, jakby rozmawiały o polityce.
Matko, Werka, ale z ciebie laska! wymsknęło się Lidce.
Cześć, przyjaciółko. Ja zawsze byłam taka śliczna, to ty skomentowała Werka, zerkając krytycznie od głowy do stóp wpuścisz mnie czy mam wracać pod blok?
Wchodź Lidka, niechętnie, przepuściła ją do środka.
Werka przyszła z prezentami wyjęła butelkę hiszpańskiego wina (chociaż w Lidce drgało: czemu nie polskie?), torcik z Mazowieckiej i dorodne pomarańcze, bo na odporność”.
Dawaj kieliszki, uczcimy spotkanie paplała Weronika, Lidka jej nie przerywała, przyniosła dwa kieliszki, pokroiła torcik.
Werka rozlała wino, przekręciła korek jakby była barmanką, i wznosząc kieliszek, rzuciła:
No to za spotkanie i już miała połowę opróżnioną, Lidka zaś z duszą na ramieniu dopiła do dna.
Drugi kieliszek był za kobiety z odzysku” a potem Lidka niespodziewanie zaczęła się zwierzać. Zebrało się jej. Werka słuchała uważnie, nie przerywała, a gdy Lidka skończyła wywód, wzruszyła ramionami:
O Jezus Maria, Lidka, myślałam, iż rzeczywiście masz jakiś dramat.
A to nie dramat? Ty nie wiesz, bo cię mąż nie rzucił odparła smętnie Lidka.
A ja wymyśliłam rzuciła Weronika to ja zostawiłam mojego, kiedy odkryłam, iż lata do młodszych na boku. Złożyłam papiery o rozwód, aż zgłupiał pewnie sądził, iż sobie poszaleje, a ja będę udawać, iż nic się nie dzieje
Pewnie go nie kochałaś
Kochałam, aż głupio! wyznała Werka ale nie zniosę, jak mnie ktoś lekceważy. Miłość z zazdradą to nie miłość.
Werka, ty masz z tym wszystkim łatwo.
Bo ty, Lidka, wszystko dramatyzujesz, zawsze taka byłaś. A co z twoją córką?
Studiuje, mieszka u ciotki w Poznaniu.
To Rafał rzucił i ciebie, i swoją córkę. A ty jeszcze go wspominasz.
Bo ja go wciąż kocham
Dobra, koniec, Lidka! Od dzisiaj się tobą zajmuję. Depresja cię dopadła.
Jak? Tabletki mi nie pomogą
Jakie tabletki, dziewczyno! Leczymy starej daty metodami: nowy image, zakupy, może nowa miłość?
Uuuu, Werka…
Ruszamy do galerii, potem fryzjer zarządziła Werka i bez gadania. Masz trochę oszczędności? Wiesz, „skarpeta” w razie W?
Skarpeta? Coś mam, odkładaliśmy na nowy samochód Rafałowi.
Rafał się obejdzie ciesz się, iż wziął starą brykę. Składaj papiery o rozwód, nie licz na niego. I niech ci się choćby nie śni, iż mu wybaczysz. A może jeszcze wygrajemy połowę na rozliczeniu auta?
Niech się nim zadławi Lidka nagle się roześmiała. Werka, wróciłaś na stałe z Warszawy? Tak nic nie mówisz.
Na stałe, stolica już mnie nie bawi A ty zrzucaj dresy, lecimy na zakupy! Aa, Róża Pietrzyk do mnie dzwoniła za tydzień mamy zjazd klasowy, idziemy razem! Większość się pojawi, a niektórzy z chłopaków też są po rozwodzie. A pamiętasz, jak na ciebie od siódmej klasy wzdychał Wiktor Mielczarek?
Matko, Werka, komu ja potrzebna stara kobyła
No i wymyśliłaś! Lidka, nie wolno tak o sobie mówić, trzeba siebie kochać i celebrować. Zaraz będzie z ciebie młoda klacz śmiała się Werka, wychodząc z mieszkania. A, pamiętasz moją ciotkę Kasię? Ta, co mieszka niedaleko twojej mamy? Właśnie szykuje się do piątego ślubu, ale nie wie kogo wybrać dwóch kawalerów walczy!
Po wycieczce po sklepach Lidka nie poznawała siebie w lustrze.
Niemożliwe, co się ze mną stało zachwycała się kolor włosów zupełnie inny, mega krótkie cięcie! Nigdy bym nie powiedziała, iż będzie mi tak dobrze. Wyglądam młodo i elegancko. No Werka trzeba mieć taką przyjaciółkę! Inaczej utknęłabym tu na amen.
Zjazd klasowy impreza w knajpie pod Warszawą. Prawie wszyscy przyszli, oprócz kilku, których życie zaniosło na Sybir albo emigrację. Większość nie poznaje Lidki, a Wiktor, dziś poważny przedsiębiorca, nie spuszcza z niej oka.
Lidka, prawie cię nie rozpoznałem, wyglądasz cudownie, jeszcze lepiej niż w szkole. Zawsze mi się podobałaś, tylko wtedy wybrałaś Rafała z równoległej klasy. A gdzie on, tak w ogóle?
Nie ma go, zostawił mnie odparła Lidka z lekkością.
Zostawił?! Chyba nie wiesz, jakich kobiet się nie zostawia autentycznie się zdziwił Wiktor.
A jednak i wiesz co, to chyba najlepiej, co mnie spotkało.
Ani przez chwilę nie wątpiłem, Lidka. Ja też jestem po rozwodzie dwa lata już. Niby wszystko było dobrze: firma, wspólny dorosły syn. Ale jak mi się w pracy posypało, żona uznała, iż jestem przegranym i odeszła do młodszego i, rzekomo, bardziej obiecującego. W rok odbudowałem biznes i teraz idzie lepiej niż kiedykolwiek.
Po dwóch miesiącach Lidka spaceruje z Wiktorem pod rękę nad Wisłą, wracają z teatru, lansują się po mieście. I nagle Lidka widzi idącego z naprzeciwka Rafała, chudszego i poszarzałego samotny jak palec. Chyba jej nie poznaje.
Pewnie nowa go źle karmi przebiegło jej przez myśl.
Gdy Rafał przechodzi koło nich, zatrzymuje się, patrzy: ona czy nie ona? Przechodzą dalej, ale słyszy zza pleców:
Lidka?
Lidka spokojnie się odwraca, uśmiecha i mówi:
O, cześć. To ty? Poznaj Wiktor, mój były mąż Rafał, a ty go pewnie nie kojarzysz zwraca się do Wiktora.
Cześć, nie kojarzyłem mówi Wiktor a jestem przyszłym mężem Lidki.
Rafał otwiera usta ze zdziwienia, Lidka też się trochę zaskoczyła, bo Wiktor jeszcze nie proponował.
Co tam u ciebie? zapytała radośnie Lidka byłego.
Nic szczególnego, da się żyć No, wyładniałaś! Wyglądasz świetnie.
Lidka uśmiechnęła się jeszcze szerzej, złapała Wiktora za rękę i rzuciła:
Bo szczęśliwe kobiety zawsze świetnie wyglądają.
Czyli u ciebie wszystko gra? mruknął Rafał.
Naturalnie. I będzie tylko lepiej po czym z Wiktorem pod rękę poszli pewnym krokiem dalej, a na plecach czuła wzrok swojego byłego jak gorącą zupę pomidorową ale pierwszy raz było jej z tym dobrze.









