Szczęśliwe kobiety zawsze olśniewają wyglądem – Historia Lilki, która po zdradzie męża w wieku czterdziestu lat, dzięki wsparciu dawnej przyjaciółki Księży z Warszawy, metamorfozie, zakupom i spotkaniu klasowemu w Krakowie odzyskuje euforia życia oraz pewność siebie, a przypadkowe spotkanie z byłym mężem pokazuje, iż nigdy nie wolno się poddawać

newsempire24.com 1 dzień temu

Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają wspaniale

Z pamiętnika Pawła

Mam wrażenie, iż moja siostra Lidia chyba nigdy nie była tak pogrążona w rozpaczy, jak wtedy po zdradzie męża. W wieku czterdziestu lat została sama. Córka Zosia studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, daleko od rodzinnego Poznania. A Tomek, jej mąż, dwa miesiące temu wszedł do domu po pracy i rzucił:

Odchodzę, zakochałem się.

Jak to? W kim? Lidia stropiła się, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.

No tak zwyczajnie, jak to faceci odchodzą od żon. Zakochałem się w innej, z nią czuję się świetnie, przy niej zapominam o wszystkim, choćby o Tobie odpowiedział Tomek jakby mówił o pogodzie.

Spakował się w kwadrans. Lidia dopiero później uświadomiła sobie, iż mąż zbierał rzeczy przez dłuższy czas, a tamtego dnia tylko wrzucił wszystko do walizki i z impetem zamknął za sobą drzwi.

Wtedy Lidia płakała bez końca, przekonana, iż nic dobrego jej już w życiu nie czeka. Była przekonana, iż życie się na tym skończyło, albo po prostu zatrzymało. Unikała ludzi, nie odbierała telefonu. Dzwoniła Zosia, dzwoniła przyjaciółka Marta odpowiadała na odczepnego i od razu rozłączała się. W pracy nie rozmawiała z nikim. Zauważyłem, iż każdy patrzył na Lidkę po swojemu: jedni z współczuciem, inni z satysfakcją.

Miałem wrażenie, iż Lidia liczyła, iż Tomek się jeszcze opamięta:

Może mu się znudzi ta nowa i wróci do mnie. A ja go wtedy wybaczę, bo przecież go kocham.

W niedzielę obudziła się wcześnie, ale nie spieszyło się jej, żeby wstać. Po chwili namysłu podniosła się. Po jedenastej zadzwonił telefon.

Kto dzwoni w niedzielę rano? mruknęła wkurzona. Spojrzała na ekran obcy numer. A co jeżeli to Tomek? Może zgubił komórkę, może ukradli i ma nowy numer… Może jednak chce wrócić? Przez chwilę wahania mogła odpowiedzieć.

Telefon za chwilę zadzwonił ponownie.

Halo? odebrała głośno.

Hej! w głosie kobiety słychać było radość.

Kto mówi? spytała Lidia niechętnie.

Lidka, serio mnie nie poznajesz? To ja, Basia! No weź, nie wolno zapominać dawnych przyjaciół!

Lidka poczuła zawód znów nie Tomek.

I co

Lidka, co się z tobą dzieje, wszystko OK?

Nic nie jest OK odpowiedziała krótko i rozłączyła się. Łzy popłynęły strumieniem.

Usiadła na kanapie by się uspokoić. Po kilku minutach rozległ się dzwonek do drzwi. Lidka zerwała się z nadzieją:

Może Tomasz, wrócił

Otworzyła drzwi i zobaczyła elegancką kobietę prawie nie poznała Basi, swoją byłą koleżankę z liceum. Wyglądała zjawiskowo: zadbana, mocna pomadka, nowoczesne ciuchy i zmysłowa woda perfumowana. Po liceum Basia wyjechała do Warszawy na studia, od tamtej pory widziały się raz, chyba ze 12 lat temu. A kiedyś chodziły razem na potańcówki, plotkowały o chłopakach, wszystko sobie opowiadały.

Basia, ale z ciebie laska! Lidka nie mogła się powstrzymać.

Hej, kochana! Zawsze byłam taka, to ty Basia zlustrowała ją od stóp do głów wpuszczasz mnie w końcu?

Wejdź machinalnie odpowiedziała Lidka.

Basia przyniosła siatkę wyjąła butelkę wina marki Chardonnay z doliny Wisły, placek drożdżowy i kilka jabłek.

No, wyciągaj kieliszki, świętujemy spotkanie. choćby nie pamiętam kiedy ostatnio piłyśmy razem gadała Basia, a Lidka bez słowa kroiła ciasto. Basia otworzyła wino, nalała po kieliszku:

Za naszą przyjaźń! wzniosła toast, Lidka wypiła, choć bez entuzjazmu.

Za drugim kieliszkiem Lidka się rozkleiła. Basia wysłuchała wszystkiego w milczeniu, na koniec wzruszyła ramionami.

Daj spokój, Lidka, serio myślałam, iż przechodzisz prawdziwą tragedię.

A to nie jest tragedia? Tobie mąż nigdy nie zrobił czegoś podobnego westchnęła Lidia.

Mój? Nigdy! To ja go rzuciłam, jak się dowiedziałam, iż szwenda się za jakąś młodziutką. Złożyłam papiery o rozwód jeszcze tego samego dnia! On był w szoku, chyba myślał, iż wszystko się upiecze

Czyli nie kochałaś go?

Kocham siebie bardziej! roześmiała się Basia. Nie znoszę, gdy ktoś mi robi krzywdę. Jak cię zdradzają, to nie jest miłość.

U ciebie wszystko takie proste

U ciebie zawsze komplikacje! Gdzie jest twoja Zosia?

Uczy się, mieszka u ciotki w Krakowie.

Tak? Tomek zostawił cię i córkę, a ty przez cały czas się zadręczasz.

Bo ja wciąż go kocham

Stop, Lidka. Biorę się za twoje leczenie. Depresja cię złapała!

Jak chcesz mnie leczyć? Tabletki nie pomogą.

Po co ci tabletki? Najlepsza terapia to: nowy styl, zakupy, facet. Najlepiej wszystko od razu!

Basia zmartwionym głosem zareagowała Lidia.

No, szykuj się, jedziemy do Galerii Malta, potem fryzjer. Nie wykręcaj się! Masz coś odłożone?

Odłożone? Zbieraliśmy na auto Tomka

To niech się cieszy, iż dostał starą! Ty za to idź do prawnika, rozwód i zero żalu. Niech ci choćby odda połowę tej fury!

Niech sobie ją zabierze nagle odpowiedziała Lidka. Basia, naprawdę wróciłaś na stałe?

Na dobre! W stolicy nie chcę już mieszkać. A teraz ruszaj się z dresów, idziemy na zakupy. A, właśnie, Rita Nowak dzwoniła: za tydzień zjazd klasowy. Idziemy tam razem! Kto wie, ilu chłopaków z naszej klasy się jeszcze rozwiodło. Pamiętasz, jak Wojtek ze mną flirtował aż od szóstej klasy?

Basia, komu ja się spodobam, stara baba

Gadasz głupoty, kochana! Trzeba siebie kochać, nie zadręczać. Zrobimy z ciebie młodą żonkę Basia żartowała, wychodząc z mieszkania. A, znasz moją ciotkę Krystynę, tę co mieszka koło twojej mamy? Szykuje piąty ślub i wciąż nie może się zdecydować na kawalera!

Po kilku godzinach Lidka nie poznawała siebie w lustrze.

Ależ przemiana! Nowy kolor, króciutka fryzura. Nigdy nie pomyślałabym, iż wyglądam lepiej w takim wydaniu! Ledwo poznała siebie. Basia wyciągnęła ją z marazmu. Sama by tak ugrzęzła!

Wieczór zjazdu odbywał się w eleganckim lokalu na Starym Rynku, przyszli niemal wszyscy. Niektórzy z klasy nie poznali Lidki, a Wojtek, pewny siebie przedsiębiorca, nie odrywał od niej oczu.

Lidia, nie poznaję cię! Ależ jesteś piękna, choćby bardziej niż w szkole! Zawsze mi się podobałaś, ale wybrałaś wtedy Tomka A gdzie on teraz?

Nie ma go, zostawił mnie powiedziała pogodnie Lidka.

Zostawił? Nie żartuj! Taką kobietę się nie zostawia zdumiał się Wojtek.

Czasem bywa i tak, ale wyszło mi to na dobre!

Nie wątpię! Ja też dwa lata po rozwodzie. Żona stwierdziła, iż jestem zbyt mało przebojowy, uciekła do młodszego. Ale się podniosłem, biznes idzie świetnie. Mamy syna, dorosły już. Życie się układa.

Dwa miesiące później Lidka szła ramię w ramię z Wojtkiem po bulwarze nad Wartą, właśnie wrócili z teatru i chcieli pospacerować. Nagle, z naprzeciwka szedł Tomek. Wychudły, zasępiony, najwyraźniej samotny. Nie rozpoznał Lidki od razu.

Chyba kiepsko go ta jego nowa żona karmi przemknęło mi przez myśl.

Tomek spojrzał jej w oczy, z wahaniem:

Lidia?

Ona obróciła się z szerokim uśmiechem.

O, witaj! Poznaj, to Wojtek, mój przyszły narzeczony zwróciła się do Wojtka.

Dzień dobry, nie rozpoznałem Wojtek podał mu rękę.

Tomek zaniemówił. Lidia też była zaskoczona, bo Wojtek nie mówił dotąd o ślubie.

Jak tam? zapytała wesoło Lidia byłego.

W porządku Wyglądasz świetnie! odpowiedział, zmieszany.

Lidia znów uśmiechnęła się szeroko, ściskając dłoń Wojtka:

Bo szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają wspaniale!

To znaczy, układa Ci się? bąknął Tomek.

Oczywiście! I będzie jeszcze lepiej odparła z energią, idąc dalej z Wojtkiem pod rękę.

Zrozumiałem wtedy istotną rzecz: choćby po największej burzy można odnaleźć szczęście, jeżeli przestaniesz oglądać się na tych, którzy odchodzą i zaczniesz patrzeć na siebie z miłością.

Idź do oryginalnego materiału