Świat muzyki wciąż żegna Ozzy’ego Osbourne’a, legendę metalu i jednego z najbardziej charyzmatycznych frontmanów w historii rocka. Wśród licznych hołdów, jakie płyną ze scen na całym świecie, wyjątkowo mocno wybrzmiał ten oddany przez System of a Down.
Podczas swojego ostatniego koncertu zespół zdecydował się na gest, który wzbudził ogromne poruszenie wśród fanów – muzycy po raz pierwszy od 23 lat wykonali na żywo utwór „Snowblind” z repertuaru Black Sabbath. To właśnie ten numer, opowiadający o mrocznych stronach rock’n’rollowego stylu życia, stał się jedną z ikonicznych kompozycji ery Ozzy’ego.
Powrót do tego klasyka po ponad dwóch dekadach nie był przypadkowy. Był to szczery i pełen emocji ukłon w stronę Księcia Ciemności – człowieka, który ukształtował brzmienie metalu i otworzył drzwi wielu pokoleniom artystów, w tym również zespołowi z Los Angeles. Publiczność przyjęła ten hołd z entuzjazmem – śpiewając razem z Serjem Tankianem, który z charakterystyczną charyzmą i głębią oddał ducha pierwowzoru.
Dla wielu fanów System of a Down był to powrót w czasie do przełomu lat 90. i 2000., kiedy „Snowblind” pojawiało się w ich koncertowych setlistach. Zagrane dziś – w kontekście odejścia Ozzy’ego – brzmiało jednak jeszcze potężniej, niosąc ze sobą nie tylko energię, ale i nostalgię.
Gest SOAD pokazuje, jak głęboko Osbourne wpłynął na świat metalu – nie tylko jako muzyk, ale także jako symbol odwagi, kontrowersji i bezkompromisowej wolności twórczej.