Dziś muszę spisać to wszystko, co się wydarzyło, bo emocje we mnie buzują. Jestem Polką, mam 37 lat i od dekady jestem rozwiedziona. W Warszawie, gdzie mieszkam, nauczyłam się żyć sama. Mój były mąż, Tomasz Nowak, zdradził mnie ze swoją obecną żoną Katarzyną. Po rozwodzie wszystko się podzieliło równo, a mieszkanie na Powiślu, które kupiłam jeszcze przed ślubem, zostało ze mną. To chyba była moja największa ulga wtedy; żadnych długów i strat.
Przez te lata nie rozmawiałam z Tomaszem. Krążyły jakieś plotki, słyszałam przez znajomych, iż Katarzyna urodziła mu syna, Dawida. Ale już dawno odciąłam się od tego świata. Moje życie wypełnia praca pensja w złotych pozwala mi żyć na spokojnie. Dużo osiągnęłam, dorobiłam się stabilności.
I raptem, tydzień temu, Tomasz pojawił się pod moimi drzwiami. Szok był ogromny nie widziałam go naprawdę długo. Ledwie wydukałam dzień dobry, bo on od razu przeszedł do rzeczy. Dawid ma nowotwór, leczenie jest drogie, nie mamy pieniędzy. Słyszałem, iż sprzedałaś dom w Krakowie po babci Czy mogłabyś pomóc? powiedział, patrząc mi w oczy.
Owszem, sprzedałam ten dom i mam na koncie przyzwoitą sumę wystarczyłoby na nowy samochód, może Skodę albo Volkswagena, o którym marzyłam Ale jeszcze choćby nie zrobiłam prawa jazdy, na wszystko w życiu mam swój czas. Wiedziałam, iż te pieniądze są dla mnie ważne i nie mam ochoty oddawać ich komukolwiek.
Poczułam tylko złość i rozczarowanie. Czy Tomasz pomógłby mi, gdybym to ja zachorowała? Czy on, który tak gwałtownie znalazł sobie Katarzynę, pomyślałby o moich potrzebach? Szczerze wątpię. Czy rozumiesz, jak bardzo nam zależy?! powiedział, ale przecież to nie ja powinnam codziennie myśleć o ich rodzinnych dramatach.
Podczas rozwodu mówił, iż wszystko, co dostanie, przyda mu się w nowym życiu. choćby próbował wymusić na mnie odkupywanie mieszkania, ale na szczęście miałam dokumenty. Teraz stoi przede mną i żąda pieniędzy, powołując się na uczucia i sumienie.
Zaoferował, iż przyniesie mi dokumenty ze szpitala, rachunki bo leczenie i rehabilitacja Dawida to ogromne kwoty. Jednak ja nie chcę się w to mieszać. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek by mi oddali choćby złotówkę. Powiedziałam to Tomaszowi prosto w twarz. Niech pożyczy z banku banki są od pieniędzy, ja nie.
Prosił, błagał, obiecywał, iż uklęknie przed mną. Zrobiło mi się go żal, ale jednocześnie trzymałam się swojej decyzji. Po tym wszystkim, co mnie spotkało, nie zamierzam przejmować się jego losem. Nie mam potrzeby oglądać kogoś, kto potraktował mnie jak przedmiot na wymianę.
Wyszedł z mieszkania z zapowiedzią, iż wróci, gdy się namyślę. Ale ja już podjęłam decyzję. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Może inni pomyślą, iż jestem bezduszna, iż w Polsce powinna obowiązywać solidarność ja jednak wolę decydować o swoich pieniądzach sama. Po tej rozmowie czuję ciężar, jaki spadł mi z serca nie pomogę im. Może to dla Tomasza i Katarzyny będzie nauczką. Sprawiedliwość musi w końcu zatriumfować, chociażby w moim małym, warszawskim świecie.












