Syn mojego byłego męża z jego drugiego małżeństwa zachorował, a były mąż poprosił mnie o wsparcie finansowe. Powiedziałam nie!

twojacena.pl 2 miesięcy temu

Hej, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio przydarzyło. Mój były mąż z drugiego małżeństwa ma już syna, który zachorował, i on poprosił mnie o pieniądze. Ja mu powiedziałam: Nie!.

Mam 37 lat, rozwód od dziesięciu lat dokładnie od 2014. On mnie zdradził, nie wybaczyłam mu tego i od tamtej pory żyje z nową żoną. Ta kobieta zaszła w ciążę, urodziła mu chłopca, po czym wzięli się za mąż. Ja po prostu zdecydowałam, iż nie będę z nim już mieć nic wspólnego, więc nie mam pojęcia, co się u nich dzieje.

Finanse mam spore dobrze płaci mi praca, a jeszcze niedawno sprzedałam dom, który odziedziczyłam po babci. Kiedy dowiedział się o tym, zajechał do mnie i poprosił o gotówkę. Wpadło mi w oczy, bo nie widzieliśmy się od lat, więc naprawdę mnie zaskoczyło, iż stoi przy drzwiach. On od razu otworzył temat: Mój syn ma raka, leczenie jest drogie, nie stać nas na to, więc muszę liczyć na Ciebie.

Miałam więc w portfelu kilka setek tysięcy złotych po sprzedaży domu w Krakowie. Myślałam, iż może w końcu kupię sobie auto choć dopiero muszę się nauczyć jeździć i nie spieszyłam się z wydawaniem kasy. Kwota, o której mowa, jest całkiem przyzwoita, więc nie miałam pośpiechu, żeby się jej pozbyć. Zastanawiam się, czy dałby mi pieniądze, gdybym ja sama zachorowała wątpię.

Masz pojęcie, jak bardzo jesteśmy zdesperowani! rzucił, choć nigdy nie myślał o moich uczuciach, ani o swojej żonie. Przypomina mi się, kiedy to wymienił mnie na nią bez namysłu. Przy rozwodzie podzieliliśmy wszystko po połowie, a on twierdził, iż wszystko ma służyć jego nowej rodzinie. Chciał, żebym zwróciła mu mieszkanie, które kupiłam jeszcze przed ślubem. To mnie uratowało. A teraz on tu stoi i domaga się kasy, gada o swoich uczuciach!

Obiecał, iż pokaże wszystkie dokumenty, jeżeli mu nie uwierzę, ale i tak nie zamierzam się w to włączać. choćby jeżeli przysięga, iż wszystko zwróci, to i tak nie wierzę, iż odzyskam choćby grosz. Dziecko potrzebuje jeszcze rehabilitacji, a to kosztuje sporo.

Zapytałam go: A czemu nie pożyczysz od banku?. Powiedziałem mu wprost, iż nie chce mnie widzieć, nie chce ze mną rozmawiać. Krzyczał, proponował, żebym klęknę przed nim, ale nie zamierzam się poniżać. Dlaczego miałabym go uprzedzać? Nie chcę mieć z nim nic wspólnego zdradził mnie, zdradził nas wszystkich. Niech sobie idzie w diabły. On mówi, iż wróci, jak się uspokoję i przemyślę wszystko, ale nie mam nic do przemyślania.

Można by powiedzieć, iż jestem bezwzględna, ale tak naprawdę chcę po prostu zarządzać własnym portfelem. Nie zamierzam dzielić się pieniędzmi z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili. Po tej rozmowie czuję się trochę przygnębiona, ale nie pomogę im niech to będzie dla nich nauczka i kara za ich grzechy.

Idź do oryginalnego materiału