„Strange Adventures” – Dwie strony medalu [RECENZJA]

filmawka.pl 1 tydzień temu

Tom King musi być magiem. Na przestrzeni kilku lat potrafił wyciągnąć z ciemnej otchłani rynku wydawniczego kilka postaci i uczynić z nich jednych z najważniejszych przedstawicieli komiksowego mainstreamu. Lata temu potrafił to zrobić Grant Morrison, a dzisiaj niegdysiejszy pracownik CIA niemal od niechcenia może napisać jedne z najwspanialszych serii o Kryptończykach w XXI wieku (Supergirl. Woman of Tomorrow, Superman. Up in the Sky), lub sprawić iż Vision czy Mister Miracle powodują u mnie płacz wzruszenia. Zatem jeżeli jeszcze przed lekturą tej recenzji albo jej tematu nie mieliście pojęcia, kim jest Adam Strange, to nic dziwnego. Ale możecie być pewni, iż niedługo stanie się jedną z najciekawszych figur na planszy DC Comics.

To historia, jakich znasz już milion. Adam Strange, przeciętny archeolog, któremu daleko do Indiany Jonesa, dostaje od losu szansę na przeżycie czegoś niesamowitego. Zostaje trafiony przez kosmiczny Promień Zeta i przeniesiony na odległą planetę Rann. Pomaga mieszkańcom planety odeprzeć inwazję wrogich Pykktów, zdobywa serce księżniczki, staje się lokalnym bohaterem i po powrocie na Ziemię publikuje bestseller, w którym opisuje każdą z przygód. Klasyka gatunku. Jednak pośród gawiedzi pojawia się coraz więcej głosów podważających opowieść Strange’a, co stopniowo eskaluje w międzyplanetarną medialną aferę. Należy niezwłocznie ustalić, czy ziemski archeolog jest bohaterem wojennym, wyrachowanym mordercą ludności cywilnej, czy jednym i drugim. Musimy się również zastanowić czy Strange Adventures to komiks przygodowy, czy zaskakująco dojrzały traktat na temat postprawdy i propagandy. Tutaj równieżnie sposób mieć jedno bez drugiego. Tom King nigdy nie unikał wykorzystywania wszystkich odcieni moralnej szarości przy tworzeniu swoich postaci. Nie inaczej jest w przypadku Adama Strange’a, który przedstawia sobą najlepsze i najgorsze cechy bohatera zbiorowej świadomości. Z dużą dawką pulpowej ekscytacji będziemy śledzić jego zmagania z kosmicznymi agresorami na niesprzyjającej ziemskiemu życiu planecie, zakładając oczywiście, iż bliskie są nam takie postaci jak Flash Gordon czy John Carter. Jednak konflikt, w którym uczestniczył Strange nie jest binarną i spisaną na kolanie kosmiczną bitką z klarownym podziałem na dobrych i złych. Są tutaj rządy do sprawowania, prywatne interesy do załatwienia i status quo do utrzymania, i żadnemu z nich nie powinien zagrozić jakiś watażka z Układu Słonecznego.

fot. „Strange Adventures” / rys. Evan „Doc” Shaner

Komiks Kinga można adekwatnie podzielić na dwie zupełnie inne opowieści. To sytuacja bardzo podobna do amerykańskiego filmu wojennego, powstałego w różnym odstępie czasu od realnych wydarzeń. jeżeli narodowa rana jeszcze się nie zagoiła, dostaniemy heroiczną opowieść o poświęceniu, braterstwie i tryumfie naszych chłopców, wysłanych na drugi koniec świata. jeżeli nabierzemy trochę perspektywy, dostaniemy film o cierpieniu, destrukcji, traumie i zbytecznych ofiarach w postaci chłopców wysłanych na drugi koniec świata. Wydarzenia nie uległy zmianie, ale nasze odczucia wobec nich są diametralnie inne. Scenarzyście udało się przekuć choćby najbardziej wyświechtany motyw kosmicznej walki plemion w realny przyczynek do refleksji nad rolą snującego opowieść. Mówi się, iż historia pisana jest przez zwycięzców, ale ciężko przeczytać jej inną wersję, gdy przegrani siedzą w więzieniu lub nie żyją. Ale skoro taki los ściągnął na nich nasz dzielny archeolog, to przecież musiało być to słuszne, prawda? Tak robią bohaterowie.

Adama naprawdę łatwo jest mieć dosyć. Ale jednocześnie bardzo chcemy, żeby zwyciężył. Jego serce wygląda na umieszczone po adekwatnej stronie, więc może to po prostu niezrozumiany heros rodem z innej epoki, którego tandetne one linery wydają się nie pasować do obecnych realiów? Ale to może być także przyjęta poza, aby Strange wydawał się nam uroczo… cóż, dziwny. Niby Ziemianin, ale jednak przybysz z gwiazd. Chłopak ze Stanów, ale i kosmiczny gieroj. Chcemy sami wybrać sobie herosa, nie bacząc na to, czy jest nim naprawdę. Prawdziwymi bohaterami są tutaj ci, którzy za wszelką cenę chcą ściągnąć osłonę ułudy, na czele z kradnącym całe show Mr Terrifikiem. jeżeli po seansie tegorocznego Supermana ciągle łakniecie więcej Michaela Holta, lepiej trafić nie mogliście. To wspaniała przeciwwaga dla szczerzącego swoje białe ząbki celebryty, oparta na pragmatyzmie, działaniu i logice. Terrific jest jak uparty dziennikarz śledczy w świecie tabloidów, którego nie zatrzymają ani czyjeś narzekania, ani armia kosmitów uzbrojonych w działa laserowe – cobędzie konieczne w sytuacji, gdy opinia Adama Strange’a może zachwiać sytuacją na kilku planetach jednocześnie. Tak jak w przypadku dwóch uzupełniających się tonów całej opowieści, postaci również stanowią swoją kontrę, różnicując doświadczenie płynące z lektury.

fot. „Strange Adventures” / rys. Evan „Doc” Shaner

Wpływ mają na to także dwaj artyści odpowiedzialni za oprawę graficzną Strange Adventures. Mitch Gerads to znany czytelnikom Kinga mistrz odpowiedzialny za rysunki do Mistera Miracle, który w najnowszym dziele ani odrobinę nie traci formy. Realistyczny, pełen ekspresji i dynamiki, okraszony wspaniałymi kolorami styl to prawdziwa uczta dla oczu. Panele przypominające wykonane gwaszem sprawdzają się zarówno przy kolejnych scenach opiniotwórczych knowań, intensywnych szarpanin oraz intymnych rozmów między bohaterami. Prace Geradsa wręcz ociekają klimatem, tak potrzebnym do ukazania ciężaru dramaturgicznego całej opowieści. Jednak dla entuzjastów kosmicznych eskapad też nie zabraknie atrakcji. Evan „Doc” Shaner odpowiadać będzie za przygodową część przygód Adama, operując bardziej „miękką” kreską, prezentując całą menażerię kosmitów, kostiumów, międzyplanetarnych batalii i romantycznych triumfów. To znacznie bardziej klasyczny przykład superbohaterskiego medium, ale będący dowodem niemniejszego warsztatu i talentu. Po raz kolejny, dwie strony jednej monety, stanowiące nierozerwalną całość.

Strange Adventures to jedna z najbardziej satysfakcjonujących lektur w swoim gatunku obecna na naszym rynku. Idealnie łączy niezobowiązującą rozrywkę w klimacie retro ze współczesnymi problemami i umiejętną dekonstrukcją medium. jeżeli nie mieliście wcześniej styczności z postacią Adama, tym łatwiej przyjmiecie funkcjonujące w tym świecie zasady. jeżeli nie znaliście dorobku Toma Kinga, to świetne miejsce, by zacząć go zgłębiać. jeżeli nie podzielacie globalnej fascynacji historiami o latających po kosmosie herosach, może po lekturze nie zmienicie zdania, ale nabierzecie pewnej perspektywy. Bo choćby w DC Comics nie wszyscy rozumieją, po co nam ktoś taki jak Adam Strange. Mamy dość swoich problemów.

Korekta: Michalina Nowak

Idź do oryginalnego materiału