Piękna niespodzianka.
Choć jest z pochodzenia Holendrem i mieszka od zawsze w Amsterdamie, uznawany jest za jednego z twórców stylowego techno o detroitowym tonie. Stało się tak za sprawą dwóch albumów, które pod szyldem Sterac nagrał w połowie lat 90. – „Secret Life Of Machines” i „Thera”. Zawierały one elegancką elektronikę o klubowym sznycie, ale równie mocno nasyconą melancholijną melodyką i przestrzennym brzmieniem. Bardziej ognistą muzykę firmowaną tym pseudonimem, Steve Rachmad serwuje do dziś na winylowych EP-kach, które w swych katalogach umieściły tak renomowane tłocznie, jak Token, Delsin czy Klockworks.
Holenderski producent tworzy zresztą pod wieloma różnymi aliasami. Również już w latach 90. objawił się jako twórca łagodnego tech-house’u o lekko minimalowym brzmieniu. Taką muzykę niosły jego płyty zrealizowane pod nazwą Tones Of Tones – w tym nieco zapomniany już dziś album „Platinium”. W tym samym czasie Rachmad potrafił jednak przycisnąć też gaz do dechy i zaserwować jako Parallel 9 zdecydowanie mocne techno, które wydawała mu ceniona w tamtym czasie tłocznia Prime, a podsumowała albumem „Magnetic Reversal” z 2012 roku równie znana Music Man.
Amsterdamski twórca do niedawna nigdy nie korzystał z sampli – wszystkie jego nagrania powstawały w studiu na analogowych syntezatorach i automatach perkusyjnych. Odcięty od klubowej atmosfery w czasie pandemii zapragnął jednak stworzyć bardziej introspektywną muzykę i zainteresował się możliwościami programu Kontakt, stworzonego przez cenioną firmę Native Instruments. W efekcie stworzył cały zestaw kompozycji, w których sięgnął po orkiestrowe sample. Tak narodził się materiał na album „Light And Time”, który opublikowała właśnie od lat związana z artystą wytwórnia Dekmantel.
Niewiele tu wątków z klubowej twórczości Rachmada. Jedynie w kilku nagraniach dostajemy echa oldskulowego electro-funku, osadzonego na głębokim pulsie basu („Quantum Infiltrators”) i klawiszowych melodiach („Invisible Warriors Of Light”), przypominające muzykę z serialu „Miami Vice” z lat 80. Momentami pojawiają się tu też nagrania bliskie detroitowemu techno, pozbawione jednak mocnego rytmu, a łączące nastrojowe pasaże syntezatorów o nocnym tonie („Intention And Consistency”) z dyskretnie szeleszczącymi perkusjonaliami („Divine Blueprints”). Kiedy indziej Rachmad sięga po breaki – ale kastruje je z tanecznej energii, zanurzając w pejzażowej elektronice („Silent Revolution”).
W drugiej części zestawu dominują pełne rozmachu nagrania o soundtrackowym sznycie. Część z nich wiodą zbasowane akordy rodem z electro, którym towarzyszą epickie partie klawiszy, kojarzące się z kompozycjami Johna Carpentera do jego klasycznych thrillerów i horrorów sprzed czterech dekad („Cosmic Memories” czy „Star Origins”). Te filmowe wątki Rachmad kontynuuje w kompozycjach umieszczonych na finał płyty, tym razem sięgając przede wszystkim po orkiestrowe sample. Stąd jest tu miejsce zarówno na wręcz bliski dokonaniom Johna Williamsa „Multidimensional Bridge”, jak i eksperymentalny „Encrypted Instructions” o dubowym sznycie.
„Light And Time” to piękna niespodzianka dla fanów Steve’a Rachmada. Wszak cenią oni twórczość holenderskiego producenta za finezyjne łączenie tanecznej rytmiki z klimatyczną elektroniką. Tutaj artysta rezygnuje całkowicie z klubowej energii, koncentrując się na ilustracyjnym tonie swej muzyki. W efekcie dostajemy prawie półtoragodzinny zestaw nagrań z pogranicza ambientu, neoklasyki i downtempo, podrasowanych stylowo na soundtrackową modłę. Trochę ten materiał przypomina bardziej wyciszone płyty Johna Beltrana. jeżeli więc ktoś lubi takie granie, na pewno będzie zachwycony „Light And Time”.
Dekmantel 2026
www.facebook.com/dkmntl
www.facebook.com/steverachmadofficial

















