Niby „Sterling Point” to tylko kolejna wakacyjna historia o perypetiach grupy nastolatków w pięknych okolicznościach przyrody. A jednak klimatem serial Megan Park potrafi się wyróżnić na tle schematycznej konkurencji.
Niełatwo się pisze o serialu, przy którym adekwatnie każde napomknienie o rozwoju fabuły można potraktować jako spoiler. Wydaje mi się jednak, iż taki punkt wyjścia wręcz prowokuje, by zacząć od podkreślenia, iż chociaż w ośmioodcinkowym (widziałam przedpremierowo całość) „Sterling Point” dzieje się dużo i produkcja ta przywiązuje dużą wagę do zaskakiwania widzów kolejnymi zwrotami akcji, to wcale nie w tym jej największa zaleta – wręcz przeciwnie. Są inne powody, by zainteresować się kolejnym letnim tytułem Prime Video, co spróbuję wyłożyć bez zdradzania konkretów.
Sterling Point – o czym jest serial Prime Video?
Na tle wielu seriali młodzieżowych „Sterling Point” wyróżnia się już genezą. Otóż Megan Park, znana z dwóch dobrze przyjętych filmów – „Następstw” z Jenną Ortegą i „My Old Ass” z Maisy Stellą i Aubrey Plazą – sama wymyśliła tę historię, zanim ją poprowadziła razem z Joshem Schwartzem i Stephanie Savage, twórcami „Plotkary” i „Życia na fali”.
Wiem, iż wymyślenie swojego serialu brzmi jak coś oczywistego, ale to pozory. Platformy przyzwyczaiły nas ostatnio, iż tego typu opowieści adekwatnie zawsze są adaptacją powieści, najczęściej takiej, która sprzedała się masowo, bo pokochał ją TikTok lub coś w tym stylu. To trend tak silny, iż przeczytawszy zapowiedź „Sterling Point”, od razu zaczęłam szukać, o jaką książkę chodzi tym razem. A tu niespodzianka: autorska historia. Smutne to czasy, kiedy już za to serial ma na wejściu plus.
„Sterling Point” (Fot. Prime Video)Na szczęście zalet tej letniej opowieści widzę więcej, choćby jeżeli wspomniana zapowiedź brzmiała jak coś dość typowego na tle innych YA. Oto siedemnastoletnia Annie (znana z „Pani Dziekan” Ella Rubin, która naprawdę nie jest córką Raquel Welch, chociaż tak wygląda), wychowywana wraz z bratem bliźniakiem, Connorem (Keen Ruffalo z „Hal & Harper”, który faktycznie jest synem Marka), przez adopcyjnego ojca (Jay Duplass, „Transparent”) i prowadząca uprzywilejowane życie w Nowym Jorku, dowiaduje się, iż dziadek ze strony przybranej matki, zmarłej wiele lat wcześniej, zostawił potomkom w spadku urokliwą wyspę. Dziewczyna, której ambitne plany wakacyjne i tak legły w gruzach, a związek z niewyoutowanym gejem (Luke Avoledo, „Nadrabiaj miną”) chyli się ku przewidywalnemu upadkowi, rusza do Kanady odkrywać rodzinne sekrety.
Sterling Point – rodzinne dramy i dorastanie na wyspie
Sekretów, a potem sekretów pod tymi sekretami, dostaniemy tu mnóstwo. Powiedziałabym, iż wręcz o kilka telenowelowych pomysłów za wiele. A jednak warto ze „Sterling Point” pozostać, bo wśród nieustająco zmieniających się rodzinnych układów i życiowych decyzji odkręcanych następnego dnia Park udało się stworzyć serial, który ma szansę wciągnąć ludzi tęskniących za młodzieżowymi produkcjami z przełomu wieków (na czele z „Jeziorem marzeń”) i pierwszej dekady tego stulecia, a przy tym pomiędzy dramami powiedzieć coś krzepiącego, mądrego i jak najbardziej zanurzonego we wrażliwości dekady bieżącej, potencjalnie kusząc więc fanów także nowszych produkcji o wakacyjnych zauroczeniach.
Żeby to osiągnąć, wystarczyło – co jednak dla wielu wciąż nieosiągalne – zdobyć się w ramach gatunku na trochę oryginalności, a więc napisać własną historię, niesprowadzalną do tak modnego dziś schematycznego romansu, a przy tym zaludnić ją gromadką wyrazistych młodych ludzi, uczących się siebie i świata. Świata, który zafundowali im krytycznie pokazani w „Sterling Point” dorośli. I to nie tylko ojciec Annie czy Joe (Jeffrey Dean Morgan, „The Walking Dead”), a więc ojciec budzącego fascynację bohaterki Ellisa (Jacob Whiteduck-Lavoie, „Premier Trio”), ale też inni, podejmujący decyzje, nieprzemyślane lub po prostu egoistyczne, o ogromnym wpływie na los najmłodszych.
„Sterling Point” (Fot. Prime Video)Jasne, dostaniemy też obowiązkowy w takich produkcjach nastoletni miłosny trójkąt, bo Annie zainteresuje się nie tylko Ellis, ale też dawny szkolny kolega, Rory (Daniel Quinn-Toye, „Niebo nad Normandią”), który z matką (Missi Pyle, „Harlan Coben: Schronienie”) spędza na wyspie wakacje.
Łatwo byłoby „Sterling Point” iść tu w idealizację zmagającego się z finansowymi problemami i zaradnego Ellisa w kontrze do bogatego i rozpieszczonego Rory’ego. Jednak tego drugiego napisano na tyle ciekawie, iż cały układ kojarzył mi się trochę z niejednoznacznym romantycznym dylematami w „Jeszcze nigdy…”, a nie z przewidywalnymi związkami, gdzie jeden z adoratorów z góry stanowi przeszkodę – choćby jeżeli finalnie wątki romantyczne w produkcji Prime Video trochę przesłodzono albo odpuszczono potencjał na głębsze wejście w temat (na przykład alkoholu i świadomej zgody czy wpływu klasowości).
Sterling Point – nie tylko nastoletni trójkąt miłosny
Interesujących i ważnych rozmów jednak nie brakuje. Najlepiej wypadają te między Annie i poznaną na wyspie (i więcej nie zdradzę) Ramoną (Amélie Hoeferle, „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”). Nastolatki mimo pierwszych trudności łapią świetny, naturalny kontakt i szczerze omawiają tematy związane z tożsamością, seksem, lękami dorastania, ale też tęsknotą za dzieciństwem, jakiego tak naprawdę nigdy nie miały.
„Sterling Point” (Fot. Prime Video)Przepracowanie straty, także tej dawniejszej, której wpływ dotąd się wypierało, to dobrze pomyślany element serialu. Podobnie jak trudności w przejściu od przyjaźni do miłości – tu ważna będzie unikająca zobowiązań Oona, grana przez Bo Bragason („Buntowniczka Nell”, a już niedługo tytułowa postać w „The Legend of Zelda”). Inny etap dorastania reprezentuje natomiast jej dwunastoletnia siostra, Maple (Mabel Strachan, „The Ridge”). I tylko trochę żal, iż Sully (Nikko Angelo Hinayo, „Davey & Jonesie’s Locker”) dostaje typową rolę osoby wspierającej całą resztę, niemal bez własnych wątków. Zresztą postać Connora na tym etapie też trochę zmarnowano, robiąc z niego głównie komiczny przerywnik – jednak jeżeli będzie ciąg dalszy, widać potencjał.
Dużo pojawia się tu wątków różnorakiego opuszczenia przez dorosłych, którzy nie dźwigają odpowiedzialności, czasem choćby wtedy, gdy fizycznie pozostają obecni. Bardzo podobało mi się, jak w „Sterling Point” emocjonalnie zaniedbane dzieciaki wzajemnie się wspierają, przyznając, iż uczucia bywają przerażające, a zbyt wczesna dorosłość boli, jednak wspólnie wszystko to łatwiej przetrwać, dowiedzieć się czegoś o sobie i mądrze dojrzeć.
„Sterling Point” (Fot. Prime Video)Osadzenie serialu na wyraźnie odciętej od gwarnego świata wyspie i niewielkie wykorzystanie technologii przez bohaterów sprawia z kolei, iż „Sterling Point” ma ożywczo analogowy vibe. Klimat wakacyjnych spotkań z przyjaciółmi, urocze wydarzenia w rodzaju domówki, pokazu filmów, urodzin w stylu „Camp Rock 2”, różne rytuały przejścia, impulsywne decyzje typowe dla nastoletniego wieku, ale też mierzenie się z ich konsekwencjami – to wszystko sprawia, iż choćby przewracając oczami przy kolejnych wielkich tajemnicach, „Sterling Point” można polubić. Podobnie jak filmy Park czy, mniej znaną od „Plotkary” i „Życia na fali”, świetną produkcję Schwartza, „Szukając Alaski” (chociaż to akurat faktycznie była adaptacja książki).
Sterling Point – czy warto oglądać młodzieżowy serial?
Do tego niezłe dialogi, ważne wnioski, postaci niesprowadzalne do dwóch przymiotników, świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa – serial w efekcie ma w sobie coś, choćby o ile potrzebuje trochę czasu w rozkręcenie i nieco za gwałtownie próbuje wszystko domknąć w finale. To rzadki przykład produkcji, która najlepsza jest w środkowej części, gdy pozwala tym młodym ludziom po prostu być i gadać, a spektakularnych rzeczy dzieje się najmniej.
„Sterling Point” (Fot. Prime Video)Nie wszystkie pomysły się sprawdzają, bo czasem jednak mniej znaczy więcej, a twórczyni ze współpracownikami kilka razy chyba uległa pokusie „podkręcenia” fabuły do streamingowych standardów dramy. Jednak to, co na poziomie relacji międzyludzkich rozgrywanych w klimatycznych wakacyjnych okolicznościach działa, działa na tyle, iż warto dać „Sterling Point” szansę.

















