Star Wars: Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena. Tom 1 – recenzja komiksu

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Kylo Ren to jedno z największych rozczarowań, jakich doświadczyłem w Gwiezdnych Wojnach. Bohater ten posiadał potencjał, by stać się jedną z najciekawszych i najlepiej skonstruowanych postaci w całym uniwersum. Niestety ostatnia część sagi kompletnie to zaprzepaściła. Z uwagi na to ciekawiło mnie, jak zostanie on rozwinięty w komiksowym medium pod ręką Charlesa Soule’a. Czy scenarzysta poprowadził go w jakieś nieoczywiste rejony?

Star Wars: Dziedzictwo Vadera dzieje się zaraz po wydarzeniach z ósmego epizodu. Obserwujemy tutaj losy młodego użytkownika ciemnej strony, który dalej nie potrafi odnaleźć się w roli spadkobiercy swojego dziadka. Ciągle walczy ze swoimi emocjami i wszelkim dobrem, jakie w nim pozostało. Postanawia więc wyruszyć na Mustafar, by lepiej zrozumieć Skywalkera. Niespodziewanie trafia tam na postać, która doskonale znała mrocznego lorda. Zostaje ona przewodnikiem Bena i wprowadza go do osobistego życia Dartha Vadera, pełnego intymnych tajemnic, które w odległej galaktyce znane były nielicznym.

Zobacz również: Star Wars. Bitwa o Jakku – recenzja komiksu. Libacja na skwerku

Fot. Egmont

Zaskakująco mało dzieje się tutaj w kwestii fabularnej. Duża część tomu to Kylo chodzący po dobrze znanych fanom Gwiezdnych Wojen planetach i otrzymujący streszczenie wydarzeń z prequeli. Okazjonalnie dostajemy razem z nim również wgląd w późniejsze perypetie mrocznego lorda, które miały miejsce chociażby w jego solowej serii komiksowej. Po każdej takiej sekwencji Ren przechodzi swego rodzaju próbę. Każda z nich mówi nam coś o bohaterze, a także daje nam porównanie między nim a dziadkiem. Choć taka forma prowadzenia historii pod koniec robi się delikatnie wtórna, sprawdza się całkiem nieźle.

Kiedy sięgałem po ten komiks, przede wszystkim interesowała mnie jedna rzecz. Co Soule, będący głównym komiksowym twórcą tytułów ze świata Star Wars, ma do powiedzenia na temat naczelnego wodza Najwyższego Porządku. Wysłanie go w duchową podróż w celu zrozumienia siebie i swojego dziedzictwa to idealny pretekst, by postawić go w nietypowych sytuacjach. Mogą one pozwolić mu się wykazać lub zmusić do zachowań, których z jego strony zwykle nie widzimy. Trzy ukazane w tym tomie wizyty doskonale podkreślają, jaką osobą jest Kylo.

Zobacz również: Star Wars: Ewoki – recenzja komiksu. Leśne misie kontratakują

Fot. Egmont

Protagonista okazuje się być o wiele bardziej podobny do swojego dziadka, niż mu się zdawało. Nie wynika to jednak z jego siły. Podróż przez galaktykę coraz bardziej uświadamia Renowi, iż Vader, tak samo jak on, nie potrafił w pełni zaakceptować swojego mroku. Nie był też w stanie zapanować nad swoim losem w takim stopniu, jak chciał. Największym ciężarem była jednak dla niego przeszłość, która wracała do niego jak bumerang. Ben, próbując wykorzystać Anakina jako inspirację, coraz bardziej zdaje sobie sprawę, iż Skywalker był w takim samym stopniu wrażliwy i słaby jak on.

Choć czytelnik może prowadzić interesujące analizy między dwójką Sithów, same przygody, jakie Kylo przeżywa na Tatooine czy Naboo, nie są zbyt interesujące. Wszystkie kończą się, zanim uda im się na dobre rozpocząć. Postacie, jakie Ren spotyka na swojej drodze, też nie są zbyt zapadające w pamięć. Te krótkie fabuły są raczej pretekstem do opowiedzenia czegoś o bohaterze, ale same z siebie nie mają niczego szczególnego do zaoferowania. Końcówka, która podsumowana zostaje cliffhangerem, daje nadzieję na coś ciekawego. Czy jednak się to uda, przekonamy się w następnym tomie.

Zobacz również: Gwiezdne wojny: Wizje – Dziewiąty Jedi – recenzja serialu. Kolorowe wojny

Fot. Egmont

Na sam koniec warto wspomnieć o rysunkach. Za warstwę graficzną odpowiada dwóch artystów. Pierwszym z nich jest Luke Ross. Drugim zaś pochodzący z Włoch Stefano Raffaele. Nie mogę powiedzieć, by komiks był brzydki, natomiast ich prace nieszczególnie zapadły mi w pamięć. Poza pojedynczymi sekwencjami, jak chociażby ta na pustyni na Tatooine, nie ma tutaj nic szczególnie wyróżniającego się.

Star Wars: Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena. Tom 1. to solidny komiks, niewybijający się ponad średnią. Wypada on na pewno lepiej niż większość gwiezdnowojennych tytułów, jakie miałem okazję czytać, natomiast nie mogę powiedzieć, by był to jakiś must-read. jeżeli ktoś lubi postać Kylo, warto po ten tytuł sięgnąć. Natomiast tym, którzy Benem Solo zbytnio się nie interesują albo go choćby nie lubią, nie mogę szczególnie zarekomendować tej opowieści.


Scenariusz: Charles Soule
Ilustracje: Luke Ross, Stefano Raffaele
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Premiera: 29 lipca 2026
Oprawa: miękka
Stron: 152
Cena katalogowa: 49,99 zł

Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

Idź do oryginalnego materiału